Jestem na jakimś podwórku. Zaraz pamiętam ten trzepak, taki sam miałem przed swoim rodzinnym domem, w okół rosło dużo drzew, krzaków i było wiele kamienic. Szedłem przed siebie, nagle otarłem się o jakiegoś wyższego i większego chłopaka, a ten spojrzał na mnie z góry i popchnął na beton po czym głupio i zarazem ohydnie zarechotał. Wstałem z ziemi, moja noga była cała we krwi, a ręce były pozdzierane, a mimo to szedłem przed siebie, byłem tak blisko mojego domu. To co tam zastałem było okropne, moi rodzice znów się kłócili. Zaraz, doskonale pamiętam to popołudnie. Okropne popołudnie, wtedy to moja mama została sama ze mną i naszymi problemami, bo ojciec wolał jakąś młodą pannę. Dlaczego jeszcze raz muszę to przeżywać, wszystkie uczucia które wtedy mi towarzyszyły odezwały się. Moje nogi powędrowały do niebieskiego pokoju, trzasnąłem drzwiami, złapałem za gitarę i zacząłem grać. Tylko graniem potrafiłem się uspokoić, kiedyś marzyłem aby zostać gitarzystą, ale wtedy dopadła mnie rzeczywistość. Złapałem za śrubokręt, który leżał na biurku i wyskrobałem na stoliku napis "Jeszcze żyję dlatego, że cię kocham mamo - Niall". Wyszedłem z pokoju i poszedłem do Grega. Zamykając drzwi znalazłem się w innym miejscu, innym wspomnieniu. To dzień kiedy... Szczęśliwy wracałem ze szkoły, nie ważne, że znowu się na mnie wyżywali, radość przepełniała całe 173 centymetrów mojego wzrostu, tylko dlatego że dzisiaj mama wracała z delegacji. Wparowałem do domu, ale nikogo tam nie zastałem. Jako 17 latek potrafiłem się sobą opiekować, ale nadal nie rozumiałem czemu nie ma jeszcze mojej rodzicielki, wyciągnąłem telefon i wybrałem numer mamy, jednak nikt nie odbierał. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Pewnie zapomniała kluczy pomyślałem. Otworzyłem i jakie było moje rozczarowanie, kiedy w drzwiach zamiast kobiety, zastałem policjanta.
-Pan Horan? - zapytał mężczyzna
-Tak, o co chodzi?
-O pańską matkę.
-Ale mamy jeszcze nie ma. - odpowiedziałem nie wiedząc co jest grane
-Wiem. Przepraszam, że powiem to w taki sposób, ale pańska matka nie żyje.
-Słucham? To niemożliwe, ona właśnie wraca do domu z delegacji. Leci tu samolotem.
-Ten samolot rozbił się tuż po starcie. Moje kondolencje, ale musi pan zamieszkać z jakimś opiekunem, bo z tego co wiem mieszkał pan tylko z mamą. - nie chciałem wybuchnąć płaczem na oczach tego kolesia, zatrzasnąłem mu drzwi tuż przed nosem, pobiegłem na górę złapałem za gitarę, ale zamiast na niej grać roztrzaskałem ją. Szybkim krokiem wyszedłem z domu, nie chciałem przebywać w tym miejscu, za bardzo kochałem moją matkę, nie jestem w stanie pomyśleć co ja bez niej zrobię. Ona była moją przyjaciółką, co ja teraz zrobię. Znowu jestem w innym miejscu, tym razem jest to fabryka.
-To powiesz gdzie on jest czy mam to z ciebie wydusić siłą?! - warknąłem na jakiegoś kolesia, poznaję go to Lucas, ze szkoły kiedyś to on się nade mną znęcał, ale role się zmieniły
-Ale ja nie wiem. - wymierzyłem mu siarczysty cios w policzek
-Brawo młody. Wchodzisz wprawę. - pochwalił mnie mój szef... Dean.
Tak właśnie tak zarabiałem, żeby przeżyć, biłem ludzi, byłem dilerem i różne takie.
-Mam to powtórzyć?! - krzyknąłem na chłopaka
-Nie, błagam nie. Słyszałem, że będzie w Grillu o 20. - powiedział przerażony
-Nie było tak od razu? - uderzyłem go jeszcze raz. Stałem się potworem, bicie ludzi i znęcanie się nad nimi zaczęło sprawiać mi przyjemność. Patrzę na to i próbuję to zastopować, ale nie mogę. Krzywdzenie ludzi było kiedyś moim hobby i przychodziło mi tak łatwo.
Kolejne miejsce, jesteśmy w Grillu. Siedzę z Deanem i obserwuję mój kolejny cel, małą bezbronną dziewczynę. Blondynka, zaczytana w jakiejś książce, to ją miałem porwać. Podchodzę, zagaduję.
-Jak masz na imię śliczna?
-Myślisz, że mnie na to wyrwiesz?
-Tak właśnie. Więc?
-Alison Morgan. - Boże miałem porwać Ali! I ja się na to zgodziłem, co jeśli ona to pamięta? Znienawidzi mnie. - a ty?
-Niall Horan.
-Dean to twój kumpel? - teraz mnie powinna zlać od razu.
-Tak, to mój przyjaciel.
-Lepiej sobie pójdę. - zapłaciła, za koktajl który zamówiła i wyszła, nie miałem serca po nią iść, wyglądała na przerażoną, może gdzieś w środku zostało trochę starego Nialla. Wyszedłem z budynku gdzie czekał wkurwiony Winchester, chłopak rzucił się na mnie, zaczął krzyczeć.
-Te Winchester, znajdź sobie kogoś swojej miary! - krzyknął jakiś chłopak, nie widziałem jego twarzy bo stał w cieniu.
-A ty tu czego szukasz?
-Rozrywki, bo znudziło nam się ratować ludzi przed potworem jakim jesteś ty. - teraz wiedziałem, że to Zayn, to on mnie "uratował". - Zostaw go.
-Pod jednym warunkiem. - powiedział Dean - a raczej zakładem, wygraną jest chłoptaś.
-Zgoda. O co chodzi.
-Zakład zacznie się za trzy miesiące. A od tego czasu masz miesiąc na rozkochanie w sobie i przelecenie nie jakiej Alison Morgan. Uda ci się super chłopak jest wolny, nie uda zabiję go. Jasne?!
-Mamy umowę. Horan! Idziemy! - skąd znał moje nazwisko?! Zaraz co Dean mnie zabije?!
Nagle coś gruchnęło, a mnie oślepiło białe światło.
-Jak się czujesz Niall? - zapytała Alison
-Zjadłbym ciasto.
-Zaraz ci trochę przyniosę. Będzie pyszne. - powiedziała i wyszła z sali, a ja odsapnąłem z ulgą, że nie pamięta tamtego wieczoru i tego co dokładnie jej wtedy zaproponowałem._____________________________________________
Tak więc, napisałam kolejny rozdział. Może szału nie ma, ale przynajmniej coś jest. Mam teraz mniej nauki więc rozdziały będą pojawiać się częściej. Myślę, że wam się spodobało. 100 całusków Crazy <3