poniedziałek, 30 grudnia 2013

Chapter three

-To gdzie my tak w ogóle jedziemy? - panującą ciszę przerwał głos Liama
-Chelsea
-Mieszkasz w najdroższej dzielnicy Londynu?
-No tak jakoś się złożyło. - odwróciłam wzrok na kierowcę
-Powiedz mi jak poznałaś Zayna?
-To było dzisiaj w kawiarni, a dokładniej w autobusie. Usiadłam obok niego, później przyszedł do mojej pracy. Zrobił awanturę, a później zadzwonił że ma Hana i jeśli z nim nie wyjdę to go uszkodzi. - chłopak głośno westchnął, i zatrzymał samochód.
-No to jesteśmy.
-Dzięki Liam, może chcesz wejść?
-Jasne. - oczy zabłyszczały mu jak dwa księżyce. Otworzyłam drzwi i zapaliłam lampkę. Rodziców jak zwykle ani śladu.
-Chcesz coś do picia?
-Soku. - gdy ja poszłam w stronę kuchni, Liam zatrzymał się na dłużej przy wiszących na ścianie zdjęciach.
-To twoja rodzina? - spytał gdy wręczyłam mu szklankę wypełnioną sokiem pomarańczowym.
-Tak. - ucięłam krótko, nie lubiłam mówić o tacie, mamie i Niomi. Weszłam do salonu i zanurzyłam się w miękkiej, wielkiej ogrzewanej białej kanapie. - To opowiedz mi coś o sobie. - zwróciłam się do kompana
-Jestem Liam, Liam Payne. Urodziłem się 29 sierpnia i mam 19 lat. Mieszkałem tu od siódmego roku życia. Zayna poznałem 4 lata temu, i teraz jest moim najlepszym kumplem. Twoja kolej.
-Jestem Alison Morgan. Córka Josepha Morgana i Candice Accola'i. Mam 17 lat. Pracuję w barze, i kompletnie nie mam pojęcia czego Zayn ode mnie chce.
-Nie zalewaj, tego Josepha Morgana?! - oczy to mu z orbit chciały wylecieć.
-Tak, tego. Dlatego mieszkam w Chelsea. A i zapomniałam dodać nikt mnie nie lubi.
-Ja cię lubię, a ja jestem wszyscy. Ali?
-Słucham?
-Dlaczego płakałaś na imprezie?
-Jakiś facet się do mnie przystawiał, a później nie wiem może to dlatego, że wiem że Hanowi może się przeze mnie oberwać?
-Stój! Kto to do jasnej cholery jest Han?
-Mój przyjaciel, znam go od piaskownicy. Ten sukinsyn Malik go pobił i jeszcze mi grozi, że jeśli będę nie posłuszna to go zabije. - znów zaczęłam zlewać się łzami.
-Spokojnie mała, jestem przy tobie. Lepiej rób to co mówi Zayn, on nie żartuje.

**PERSPEKTYWA LIAMA**
Muszę jej jakoś pomóc. Wiem, że Zayn jest moim najlepszym przyjacielem i to jemu zawdzięczam wszystko co teraz mam, ale nie mogę patrzeć jak krzywdzi kolejne osoby. Przynajmniej nie Alison. I teraz nie chodzi o to, że ta laska ma sławnych rodziców czy dla tego że jest bogata. Chodzi o to że jest w niej coś innego, podoba mi się to coś. Ona z resztą też brzydka nie jest, a do tego różni się od innych dziewczyn. Lubię ją.
-Coś wymyślimy. - powiedziałem gładząc jej włosy, a ówcześnie przytulając dziewczynę do siebie. Siedzieliśmy tak dość długo, nie pamiętam dokładnie do której, bynajmniej Alison zasnęła. Zaniosłem ją do jej pokoju wcześniej sprawdzając który jest jej, a sam położyłem się na rozkładanym fotelu. Nie chciałem jej zostawić. Liam chłopie ogarnij się ona jest zaklepana przez twojego kupla.  Mówił mi cichy głosik w mojej głowie. Jakby nie lizał się z Perrie, to bym to uszanował. Przez mój mózg przebiegła kolejna myśl. Wiem co się stanie jeśli Malik się dowie. Ale dla niej jestem gotowy poświęcić wszystko. Nie angażuj się tak szybko. Kolejna myśl. Długo jeszcze gdybałem, aż odpłynąłem do krainy Morfeusza.

_______________________________________________
No więc już po świętach :( Ale mam dla was prezent! Rozdział! :)
Rozdział jest krótki, ale mi się podoba. Jeśli tobie też komentuj. Jeśli nie także zostaw po sobie ślad. <3

niedziela, 22 grudnia 2013

Chapter two

Gdy nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek. Zayn nie reagując szedł dalej, a ja wiedziałam że już mi się nie podoba. Weszliśmy do wielkiego domu, totalna melina. Wszędzie puszki, butelki po alkoholu, a gdzie nie gdzie skręty. Nie chciałam tu być, ale dla Hana zrobię wszystko.
-Uuu, Zayn wyrwał niezłą dupę! - powiedział jakiś lokowaty chłopak, trzymający w połowie pustą butelkę burbona.
-Niezła jest. - Malik złapał mnie za tyłek, i to tak obleśnie.
-Jak już się nią pobawisz to ją zaklepuję. - z tłumu wyłonił się łysy mężczyzna.
-I tak nie poruchasz.
-Ty też. - podpowiedziałam chłopakowi, umowa była tak że mam udawać jego dziewczynę, ale nie muszę być miła. Wyrwałam się z uścisku mulata i powędrowałam w stronę kuchni, którą było ledwie widać przez dym z papierosów, których było tu na potęgę. Oparłam się o blat, wzięłam puszkę energetyka który stał obok zlewu i upiłam łyka.
-Heeeeej! -usłyszałam piskliwe przywitanie
-Cześć. Jestem Alison, a ty?
-Lola, a to Cat. - odpowiedziała brunetka która właśnie weszła do pomieszczenia.
-Co tu robisz?
-Jestem z Zaynem, a wy?
-Ja jestem z Harrym. - powiedziałam rudowłosa
-A ja dla zabawy. - plotkowałyśmy jeszcze chwilkę jednak pan świetny zechciał nam przerwać.
-Ali, szukam cię od kilku minut. Może pójdziemy na piętro? - jaki on jest obleśny
-Nie dzięki. - zgrabnie ominęłam mojego pseudo chłopaka, wzięłam zapalniczkę i zaczęłam poszukiwać jakiś papierosów, ale żaden mi nie odpowiadał jestem strasznie wybredna. Znalazłam Black Devil. Niestety w kieszeni jakiegoś faceta. Raz się żyje.
-Cześć, nie chciał byś poczęstować mnie fajką?
-Jasne. - chłopak podał mi paczkę - przy okazji Liam jestem.
-Alison, dla znajomych Ali. Dzięki. Wypaliłam papierosa i zaczęłam rozglądać się za Malikiem.
-Czegoś szukasz maleńka? Może szczęścia? - jakiś totalnie pijany chłopak zaczął się do mnie przystawiać, łapać mnie za tyłek, cycki. A nawet próbował wślizgnąć swoje łapy pod moją sukienkę. - Jeśli tak, to mogę ci je dać, chodźmy na piętro - czemu każdy chce się dzisiaj pieprzyć? Jak nie Zayn, to ten oblech i kto jeszcze może od razu jakiś grupowy seks i wszyscy szczęśliwi.!
-Zostaw mnie człowieku! - jednak nie pomogło, a owy osobnik przyssał się jeszcze bardziej. Zaczęłam się wyrywać, w końcu podziałało. Zaczęłam w biegu szukać Zayna. Na marne.
-Boże Liam! Nie wiesz jak się ciesze, że cie widzę. - złapałam chłopaka za ramię
-Chcesz jeszcze jedną?
-Nie, nie chodzi o to. Proszę zabierz mnie do domu. - powiedziałam błagalnie
-Ale impreza dopiero się rozkręca. - w tym momencie z tłumu wyłonił się ten facet
-Liam, proszę. Chcę do domu. - zaczęłam łkać
-Ali, no co ty bądź dużą dziewczynką - chłopak spojrzał na mnie jak na debilkę
-Błagam. Ja nie chce tu być. Proszę.
-No już dobra, ale się nie maż bo pomyślą, że ci coś zrobiłem. - chłopak otarł kciukiem moją łzę
-Dziękuję. - podeszliśmy do auta, a na masce samochodu zastaliśmy Zayna z jakąś niunią. Blondynka o niebieskich oczach, max 165 cm wzrostu, na twarzy miała tyle tapety że spokojnie dodała jej kilo lub dwa dziewczyna była ubrana w koszulę wpuszczoną w spódnicę i zielone koturny.


-Alison? Właśnie cię szukałem.
-Ta, jasne spoko nie przeszkadzaj sobie. Powiedz tylko gdzie Han?
-O nie kochanie, nie byłaś posłuszna. 
-Ty sukinsynu! Powiedziałeś, że go zostawisz, jak z tobą przyjdę na tą zasraną imprezę. A ty zamiast no nie wiem siedzieć tam ze mną, wolisz się lizać z tym kimś. - wskazałam na dziewczynę palcem
-Perrie, mam na imię Perrie. Masz z tym jakiś problem, że ja i Zayn się całujemy?
-Super, problem w tym że mam to w dupie. - oczy dziewczyny chciały wylecieć z orbit. O przepraszam zapomniałam o tym co powiedziała Cat i Lola. Zayn to fucha w tym towarzystwie, jak cię chce to jest to zaszczyt. 
-To co jedziemy? - zakłopotany Liam przerwał panującą ciszę.
-Tak. - wsiadłam do samochodu i raz jeszcze spojrzałam na Zayna i tą w y w ł o k ę.

____________________________________________________
Rozdział jest krótszy, i nie jestem z niego jakoś szczególnie zadowolona. Jeśli lubicie Pezz i czujecie się urażeni to przepraszam. Sama kocham Perrie, ale no musiałam kogoś wziąć. Kocham was mocno i do następnego.

BTW: WESOŁYCH I SPOKOJNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA. SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU I BRAKU KACA PO IMPREZIE Z TEJ OKAZJI. <33333

niedziela, 15 grudnia 2013

Chapter First.

Jak każdego dnia wstałam o siódmej. I powtarzając codzienny rytuał wzięłam prysznic i zrobiłam lekki makijaż, teraz zostało tylko wybrać coś co na siebie włożę. Z racji tego, że jest lato założyłam crop-top, jednak to jest Londyn więc jest zimno. Włożyłam zestaw ubrań który wygrzebałam z dna szafy, i wydawało mi się, że wyglądam ładnie. Prezentowałam się o tak:


Spojrzałam na zegarek. Już 7:40! Wybiegłam z domu i jak głupia biegłam na przystanek autobusowy z nadzieją, że jeszcze zdążę. Tak! Udało się, bus jeszcze stał. Weszła do środka i odszukałam wolne miejsce obok jakiegoś kolesia. 
-Przepraszam, czy ktoś tu siedzi?
-A widać, żeby ktoś tu był? - chłopak odpowiedział pytaniem na pytanie i do tego tak chamsko. A w sumie co mnie on obchodzi, przypadkowy facet z autobusu którego prawdopodobnie już nigdy nie spotkam. Po piętnastu minutach jazdy wysiadłam na przystanku obok knajpy w której pracowałam. Weszłam do środka gdzie jak zwykle zastałam Nolana przy kasie Amber uzupełniającą ketchupy i Jonathana pichcącego coś w kuchni. 
-Witaj piękna. - powiedział Johny, zawsze tak do mnie mówił
-Hej. - uśmiechnęłam się do chłopaka - Zrobisz mi coś na śniadanie.
-A będę coś z tego miał? - zapytał śmiesznie poruszając brwiami.
-Satysfakcję, że nie pozwoliłeś umrzeć mi z głodu. - wytknęłam do niego język
-Dzisiaj to ty stoisz za ladą, robisz kawę i podajesz ciastka. - odezwała się Amber swoim zachrypniętym zniszczonym od papierosów głosem.
-Nie ma sprawy. - podeszłam do blatu i wyciągnęłam z pod spodu żółty fartuszek, po czym zawiązałam go w pasie i byłam gotowa do pracy. W czasie gdy jeszcze nie było takiego tłoku mogłam zjeść śniadanie wypić poranną kawę i przeczytać dwa ostatnie rozdziały Meltdown Bena Eltona. Czytałam już ostatnie zdanie gdy ktoś krzyknął.
-Mówię coś!
-Tak? Przepraszam, ale się zaczytałam. - podniosłam głowę z nad lektury i wprost mnie zamurowało, to ten sam chłopak z autobusu. Ja to mam szczęście. 
-Tak, fajnie. A teraz zrób mi mocną czarną kawę i posłódź dwie łyżeczki. Rozmieszaj tak, żeby na spodzie nie było żadnego cukru. Rozumiemy się?
-Klient nasz pan. - powiedziałam dość chamsko, co owemu chłopakowi się nie spodobało
-A mam porozmawiać z twoim szefem, jak się do mnie zwracasz?
-Powinien być na zapleczu. - mógł iść, wiedziałam że Han mnie nie zwolni. Jest nie tylko moim szefem, ale też moim przyjacielem znaliśmy się od piaskownicy. Odziedziczył "Tawernę" po tacie. Ojciec Hana i mój byli najlepszymi przyjaciółmi. Niestety George zmarł dwa lata temu, a Han odziedziczył bar.
-Jakiś problem? - o wilku mowa, Newtler podszedł do chłopaka.
-Siema, jestem Zayn i sądząc po tym że się mnie pytasz czy coś nie tak to jesteś szefem tej dziewczyny.
-Brawo! 100 punktów za wnioskowanie. Więc w czym problem.
-Ta kelnerka jest dla mnie niemiła. Zrób coś z tym, albo pożałujesz. - po tych słowach Han zagroził mi palcem i zwrócił się do Zayna.
-Wystarczy? - chłopak zabrał kubeczek ze swoim zamówieniem i wyszedł dość wkurzony. Wydaje mi się, że nie jest typem osoby która lubi jak coś nie idzie po jego myśli. Reszta dnia zleciała szybko i już o 17 byłam w domu. Jak zwykle w domu pusto i głucho. Moich rodziców nigdy nie ma w domu. Już nawet nie pamiętam jak brzmi głos mojej mamy. Nie teraz żartuję, słyszę go codziennie przez telefon. Wiem, że tata i mama chcą mi zapewnić jak najlepsze życie i tak jest. Stać mnie dosłownie na wszystko. Mieszkam w jednej z tych "bogatych" dzielnic, dlaczego więc pracuję. Łatwe. Bo gdy pójdę na swoje chcę mieć już jakieś pieniądze. Ale po co w sumie się wyprowadzać skoro i tak w praktyce mieszkam sam. Tego nie wiem, ale wiem tylko tyle, że nie chcę ciągle żyć na dzbanuszku rodziców. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic po czym przebrałam się w dresy, bluzkę a na nogi założyłam moje supry bez których nie mogłam żyć. 
Wzięłam laptopa i usiadłam na kanapie w salonie włączając telewizor oraz moją ulubioną atrakcję w tym pokoju czyli kominek. 
-Kolejny wypadek w Londynie. - gdy usłysza głos reprezenterki telewizyjnej pod głosiłam odbiornik -  na rogu ulicy 97, młody chłopak został tu zaatakowany po godzinie 17 - róg ulicy 97 przecież tam jest bar, Han! to była moja pierwsza myśl, złapałam za telefon i wykręciłam numer chłopaka. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci, abonent jest czasowo niedostępny proszę zadzwonić później, spróbowałam ponownie i jeszcze raz, ale Han nadal nie odbierał. Cholera, a jeśli coś mu się stało? Nagle wrzasnął mój telefon na co podskoczyłam ze strachu. Na wyświetlaczu pojawił się numer zastrzeżony. Odebrałam
-Halo?
-Cześć, słoneczko!
-Kto mówi?
-Zayn, a teraz słuchaj przyjadę po ciebie za godzinę. Masz być wyszykowana, idziemy na imprezę.
-Chyba kpisz!
-Wiesz, twój przyjaciel może żyć, albo umrzeć. Sama wybierasz to od ciebie zależy jego życie. - co za dupek, moje obawy co do niego były słuszne, przełknęłam ślinę i powiedziałam zaciskając pięści 
-Co mam na sobie mieć?
-O ubrania się nie martw podrzucę ci je, a ty masz tylko zrobić to co dziewczyny zwykle robią jak idą na imprezę. Tylko pamiętaj to domówka, a nie stypa choć jeśli nie będziesz posłuszna to może się w nią przerodzić. - Zayn się rozłączył, a ja ledwo powstrzymałam łzy. Dlaczego ja musiałam usiąść obok niego w tym pieprzonym autobusie, dlaczego się do niego odezwałam? Poszłam do łazienki i umyłam włosy po czym je wysuszyłam i zrobiłam jedną ze swoich ulubionych fryzur czyli zostawiłam je swobodnie. Zrobiłam mocniejszy makijaż niż zwykle.


Wyszłam z łazienki w samej bieliźnie i weszłam do pokoju w którym zastałam Zayna. Jak on do cholery tu wszedł i dlaczego leży na moim łóżku?
-Pewnie zastanawiasz się jak wszedłem? - i że może jeszcze w myślach czyta? skinęłam głową - okno - wskazał głową - Chociaż wolałbym, żebyś została w tym czym teraz jesteś to masz i wybieraj. - podał mi dużą czarną torbę jak się okazało z dwoma sukienkami, oh jaki dżentelmen  daje mi prawo wyboru. Wzięłam ubrania i chciałam iść je przymierzyć gdy się odezwał - A ty dokąd?
-Do łazienki, a gdzie? 
-Ubieraj tu.
Lekko skrępowana wyciągnęłam ciuchy z torby. Jako pierwsza przymierzyłam w komplecie były czarne szpili:

Ponieważ miała suwak musiałam poprosić Zayna o pomoc.
-Możesz? - nie odpowiedział tylko podszedł i mi go zapiął, zrobił to delikatnie? Przejrzałam się w lustrze, wyglądałam ładnie, jednak nie tak jak bym chciała. 
-Może byś mi pomógł? 
-A co ja pies? Zrób to, zrób tamto. - następna sukienka nie miała już butów, była zdecydowanie krótsza, to było to coś, nie miała zamka więc bez problemu ją założyłam. Ledwo zasłaniała mi tyłek, ale zdecydowałam że to w niej pójdę. Była śliczna:


Weszłam do garderoby, chciałam ściągnąć moje ukochane buty jednak byłam za niska. Jednak ten chłopak się na coś dzisiaj przyda.
-Zayn! Chodź tutaj.
-Co ty znowu ode mnie chcesz?
-Ściągnij mi te buty - wskazałam na niebieską parę koturn:


-Było rosnąć - uśmiechnął się, chwila moment on umie się uśmiechać, chyba to zauważył bo po chwili znowu był sobą. 
-Możemy iść.
-Nareszcie! - wyszliśmy przed mój dom gdzie zaparkował Zayn swoim czarnym Land Roverem, muszę przyznać, że mój dzisiejszy towarzysz wyglądał seksi. Dopiero teraz zauważyłam jak był ubrany czarne rurki, do tego biała koszulka z nadrukiem i conversy. Gdy wsiedliśmy do auta chłopak wyciągnął papierosy.
-Chcesz?
-Jakiś ty miły! Częstujesz mnie trucizną. 
-Że co?
-Przecież palenie zabija, czyli trucizna, a poza tym okropnie cuchnie. - wywrócił oczami i z piskiem opon ruszył w bliżej nie znanym mi kierunku. Po dwudziestominutowej jeździe chłopak zatrzymał się przed jakimś domem. Już chciał wysiadać, ale go zatrzymałam łapiąc za rękę. Spojrzał na moją dłoń jak na coś czym chciałam go zabić.
-Czekaj! Powiesz mi chociaż jak masz na nazwisko?
-Malik. - odparł i wysiadł z auta zatrzaskując drzwi. Otworzył moje, gdy wysiadłam objął mnie w pasie szepcząc do ucha "Powiedziałem kumplom, że jesteś moją dziewczyną więc się zachowuj inaczej twój chłoptaś nie przeżyje dzisiejszej nocy". Przeszliśmy przez ogrodzenie, gdy nagle...

Bohaterowie

Alison Morgan - osiemnastolatka. Szara myszka, cicha i spokojna. Pracuje w barze jako kelnerka. Nie ma przyjaciół, raczej znajomych. Poukładana, ma plany na przyszłość.


Zayn Malik - dziewiętnastolatek. Mieszkał w Bradford, mieście w którym każdy zawsze się go bał. Jego kartoteka jest grubsza od encyklopedii. Wylądował w poprawczaku, za pobicie kilka razy. Od zawsze wychowywała go ciotka, jednak po ostatnim wybryku chłopaka nawet ona go zostawiła.

Liam Payne - dziewiętnastolatek. Jest na każde zawołanie Zayna. Zawsze był miły, uczynny i chciał skończyć studia. Jednak poznał Malika a jego życie zmieniło się o 360 stopni.


Niall Horan - szesnastolatek, po śmierci mamy załamał się i wkopał się w brudne interesy. Udaje, że wszystko jest ok, ale szuka sposobu żeby wykręcić się z umowy. Lola jest dla niego jak siostra dlatego trzyma ją zdala od swoich "kumpli z branży".


Han Newtler - jest tylko dwudziestolatkiem, a już prowadzi własny bar. Tawerna jest dla niego wszystkim. Najlepszy jak i jedyny PRAWDZIWY przyjaciel Alison.


_____________________________________________________
Tak więc mamy bohaterów!
Buziaki CrazyMofo301 <3





sobota, 14 grudnia 2013

Witajcie!

Hello! Więc jest to mój drugi blog. Pierwszy możecie znaleźć pod tym linkiem fuck-thenormality.blogspot.com. Ale wracając do tego opowiadania, będzie ono o One Direction, ale nie jako zespół, tylko o zwykłych chłopakach. No może nie takich zwykłych. Mam do Was prośbę, jeśli ktokolwiek będzie kiedyś czytał to opowiadanie zostawcie komentarz. Nie musi być długi wystarczy zwykłe "Fajny, jestem ciekawa/y co będzie w następnym rozdziale." Napiszcie cokolwiek, przyjmuję z wielkim uśmiechem na twarzy subtelną krytykę czyli to co byście zmienili. Biorę ją do serca i wtedy mam pewność, że się podoba. Zapraszam do czytania. :)