Chcę Was poinformować, że na tym blogu nie powstanie już nic. Nie będę dodawać nowych rozdziałów ponieważ pomysł na tego bloga mija się z jego zwiastunem i treścią, także chcę się pożegnać i być może założę innego bloga, ale jeszcze nie jestem pewna. Ostatni raz CrazyMofo301 :*
poniedziałek, 13 października 2014
poniedziałek, 1 września 2014
Chapter thirteen
Gdzie ja jestem?
Pomyślałam zaraz po otworzeniu oczu. Rozejrzałam się po pokoju, jednak mój wzrok utknął na śpiącej twarzy Iana. Gdy śpi jest jeszcze bardziej przystojny, niż normalnie. Może i znam go niecałą dobę, ale co tu dużo mówić zakochałam się. Czy może bardziej zauroczyłam. Badania mówią, że zauroczenie trwa cztery miesiące więc jeśli nasz związek przetrwa dłużej oznacza, że to ten właściwy. Nie czekając dłużej, wyszłam z łóżka i zeszłam na dół do kuchni ponieważ mój brzuch domagał się posiłku. Zajrzałam do lodówki, lecz zastałam w niej tylko światło. Postanowiłam iść do siebie, wziąć prysznic przebrać się w nowe ciuchy, zadzwonić po kogoś kto naprawi mi drzwi, a później iść po bajgle i kawę do Starbucksa. Na dworze było
dość chłodno co jest dość dziwne w środku wakacji, ale mówi się trudno. Gdy przeszłam do swojego mieszkania szybko wskoczyłam pod prysznic, umalowałam się i zrobiłam luźnego koka, za którym wprost przepadam. Weszłam do mini garderoby i zaczęłam przeglądać ubrania. Zanim wybrałam coś co mi się podobało minęło sporo czasu. Narzuciłam kurtkę i wyszłam na zakupy. Gdy stałam w kolejce usłyszałam znaną mi dobrze piosenkę 'I see fire' co oznaczało, że ktoś próbuje się ze mną skontaktować.
-Halo?
-Gdzie tak uciekłaś? - usłyszałam jeszcze zaspany głos mojego chłopaka
Jak to świetnie brzmi mój chłopak.
-Jestem na zakupach, będę u ciebie za 20 minut ze śniadaniem.
-Kocham cię. - powiedział i się rozłączył
Powiedział, że mnie kocha! Mnie kocha! Kochakochakocha. Aaaa, to takie świetne uczucie.
Gdy dostałam zamówienie, pokierowałam się w stronę bloku, niestety jak to ja - Sierotka Alison - zgubiłam się. Spytałam się przechodniów o drogę, o dziwo byli to bardzo mili ludzie, nie tacy jak w Londynie. A może tylko ja wpadałam na tych niemiłych. Mniejsza o to, nie ważne. Podziękowałam im, okazało się że minęłam blok 10 minut temu, ale co ja poradzę na to, że każdy wygląda tutaj tak samo? Mówi się trudno.
-Co przyniosłaś? - zostałam przywitana takimi właśnie słowami w progu.
-Bajgle i kawę. - powiedziałam i podałam chłopakowi torbę z jedzeniem.
Siedzieliśmy przy stole i zajadaliśmy się śniadaniem gdy zadzwonił mój telefon.
-Kto to? - zapytał zdziwiony
-Han. - odpowiedziałam - No hej.
-Hej mała, co słychać?
-Wszystko w porządku. A u ciebie?
-No jakoś tam leci. Słuchaj mała nie miałabyś nic przeciwko gdybym dzisiaj do ciebie przyjechał? Stęskniłem się.
-Jasne, dobrze się składa.
-Tak? A to czemu?
-Bo musisz kogoś poznać. - mówiąc to uśmiechnęłam się do Iana.
-Okej, będę tak pod wieczór. mieszkanie 46/103 tak?
-Yup. Czekam. Kocham cię. - powiedziałam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
-Idziemy do ciebie? Trzeba coś zrobić z tymi drzwiami.
-Okej. Chodź. - powiedziałam i pociągnęłam go za rękę. Dopiero teraz zauważyłam jak dobrze wygląda. Jego spodnie lekko opinały jego smukłe nogi, koszulka była luźna dlatego tak dobrze w niej wyglądał odsłaniając swoje wszystkie dziary. Na nogach miał podchodzące pod botki czarne buty. Tak cholernie do twarzy mu w czarnym.
-Ładnie dzisiaj wyglądasz. - nagle wypalił, a ja strzeliłam buraka. Nie często ktoś komplementuje mój wygląd, no poza Hanem, ale to przyjaciel. Nawet jakbym wyglądała okropnie zaprzeczył by.
-Dziękuję.
-Twoje rumienienie się jest strasznie słodziaśne.
-Błagam nigdy więcej nie mów przy mnie słowa śłodziaśnie. - spojrzałam na chłopaka z politowaniem, nie pasują mi takie przesłodzone słowa.
-Oh, okej.
-Ej no, nie obrażaj się, po prostu nie lubię jak tak ktoś mówi. - powiedziałam patrząc, że po moich słowach chłopak trochę się speszył.
-Jakim cudem nie jest ci zimno?
-Bo jestem gorący.
-Hahah.
Gdy weszliśmy do mnie Ian automatycznie zaczął oglądać drzwi.
-Da się je założyć. Ten twój kolega ma wprawę w wywarzaniu drzwi.
YYYY...dziękuję?
-Chcesz coś do picia?
-Wody. - powiedział po czym przesunął stojące obok futryny drzwi i założył na zawiasy.
-Dziękuję. - powiedziałam po czym pocałowałam chłopaka w policzek.
-Za taką ciężką pracę należy się więcej niż tylko policzek. - powiedział po czym objął mnie w talii przyciągnął do siebie i złożył pocałunek na moich ustach który oddałam. Ian podniósł mnie do góry tak abym objęła go nogami, całowaliśmy się tak kilka minut. Po chwili posadził mnie na blacie. Składał pocałunki na mojej twarzy oraz szyi w tym samym czasie rozpinając moją bluzkę. Nie pozostawałam mu dłużna. Ściągnęłam mu koszulkę i zaczęłam rozpinać jego rozporek. Gdy oboje byliśmy w samej bieliźnie skupiliśmy się bardziej na całowaniu. Ręce Iana błądziły po moim brzuchu, udach aż doszedł do piersi które zaczął miętosić.
-Kotek, nie mam gumek. - powiedział w moje usta
-Nie szkodzi, biorę tabletki. - poczułam lekki uśmiech na jego ustach.
Ian przeniósł mnie do sypialni, położył na łóżku po czym odpiął mój stanik. Przejechał swoim językiem po moim ciele od szyi do linii bikini, a następnie pokierował swoje usta na moje sutki które zaczął ssać. Było to dla mnie tak przyjemne, że wydałam z siebie jęk. Wiedziałam, że tym samym ucieszyłam Iana faktem, że jest mi dobrze. Przekręciłam się i teraz to on był na dole. Teraz siedziałam na nim okrakiem. Pochyliłam się i pocałowałam go, następnie przygryzłam jego płatek ucha. Lubił to. Poczułam lekkie wybrzuszenie w jego bokserkach, co spowodowało uśmiech na mojej twarzy że nie jestem mu dłużna. Zsunęłam jego bokserki. Ujęłam jego przyrodzenie i energicznie zaczęłam poruszać ręką w górę i w dół.
-O właśnie tak kotku, nie przestawaj.
Te słowa wystarczyły, żebym wiedziała że jest mu przyjemnie i robię to dobrze. Gdy zmęczyła mi się ręka zaczęłam mu obciągać. Ian doszedł w mojej buzi. Później zsunął się z łóżka i położył na nim mnie. Muszę przyznać minetkę to on robi niesamowitą. Bawił się moją łechtaczką w taki sposób jakiego dotychczas żaden chłopak nie używał, a przynajmniej na mnie. Po kilku minutach doszłam dlatego moje plecy wygięły się w łuk, a ja jęczałam z przyjemności uczucia jakiego doznawałam. Ian podniósł się z kolan na których klęczał, przewrócił mnie na brzuch i we mnie wszedł, to było tak kurewsko dobre uczucie. Na początku poruszał się powoli, później jednak robił to bardziej można to nazwać brutalniej. Jęczałam aż miło, on tak samo. Przy finiszu rżnął mnie mocniej i bardziej zdecydowanie. Doszliśmy prawie w tym samym czasie. Chłopak rzucił się zdyszany na łóżko, a ja poszłam wziąć prysznic. Gdy wyszłam z łazienki Ian był na balkonie paląc papierosa.
-Chcesz? - przytaknęłam na co on podał mi szluga
-Idź się wykąpać Han będzie tu lada moment. - posłusznie zrobił to o co go poprosiłam i po kilku minutach siedzieliśmy i oglądaliśmy film. Szczerze nic z niego nie pamiętam, bo przez połowę seansu byłam zajęta ustami Iana.
Kurwa, nie wzięłam dzisiaj pigułki.
_________________________________________________________
Więc na początku chciałam wam powiedzieć, że dopiero teraz przeczytałam wspaniałe Fanfiction tzn. "Teenage Dirtbag część pierwszą" i mówiąc szczerze jestem zachwycona i jeszcze żyję historią Renee i Nialla. Dlatego jeśli jeszcze co nie czytaliście łapcie linka to tego cudownego dzieła ~~ Teenage Dirtbag.(oczywiście jest to tylko tłumaczenie, ale jeśli ktoś sobie życzy oryginalną wersję językową to na pewno ją znajdziecie na stronie którą wam podałam)
Plus zaczęła się szkoła, ale nie oznacza to, że nie będzie nowych postów wręcz przeciwnie przewiduję, że będzie ich więcej ale dopiero w pazdzierniku bo wszystko narazie ogarniam. :) Buziaki Crazy :*
Pomyślałam zaraz po otworzeniu oczu. Rozejrzałam się po pokoju, jednak mój wzrok utknął na śpiącej twarzy Iana. Gdy śpi jest jeszcze bardziej przystojny, niż normalnie. Może i znam go niecałą dobę, ale co tu dużo mówić zakochałam się. Czy może bardziej zauroczyłam. Badania mówią, że zauroczenie trwa cztery miesiące więc jeśli nasz związek przetrwa dłużej oznacza, że to ten właściwy. Nie czekając dłużej, wyszłam z łóżka i zeszłam na dół do kuchni ponieważ mój brzuch domagał się posiłku. Zajrzałam do lodówki, lecz zastałam w niej tylko światło. Postanowiłam iść do siebie, wziąć prysznic przebrać się w nowe ciuchy, zadzwonić po kogoś kto naprawi mi drzwi, a później iść po bajgle i kawę do Starbucksa. Na dworze było
dość chłodno co jest dość dziwne w środku wakacji, ale mówi się trudno. Gdy przeszłam do swojego mieszkania szybko wskoczyłam pod prysznic, umalowałam się i zrobiłam luźnego koka, za którym wprost przepadam. Weszłam do mini garderoby i zaczęłam przeglądać ubrania. Zanim wybrałam coś co mi się podobało minęło sporo czasu. Narzuciłam kurtkę i wyszłam na zakupy. Gdy stałam w kolejce usłyszałam znaną mi dobrze piosenkę 'I see fire' co oznaczało, że ktoś próbuje się ze mną skontaktować.
-Halo?
-Gdzie tak uciekłaś? - usłyszałam jeszcze zaspany głos mojego chłopaka
Jak to świetnie brzmi mój chłopak.
-Jestem na zakupach, będę u ciebie za 20 minut ze śniadaniem.
-Kocham cię. - powiedział i się rozłączył
Powiedział, że mnie kocha! Mnie kocha! Kochakochakocha. Aaaa, to takie świetne uczucie.
Gdy dostałam zamówienie, pokierowałam się w stronę bloku, niestety jak to ja - Sierotka Alison - zgubiłam się. Spytałam się przechodniów o drogę, o dziwo byli to bardzo mili ludzie, nie tacy jak w Londynie. A może tylko ja wpadałam na tych niemiłych. Mniejsza o to, nie ważne. Podziękowałam im, okazało się że minęłam blok 10 minut temu, ale co ja poradzę na to, że każdy wygląda tutaj tak samo? Mówi się trudno.
-Co przyniosłaś? - zostałam przywitana takimi właśnie słowami w progu.
-Bajgle i kawę. - powiedziałam i podałam chłopakowi torbę z jedzeniem.
Siedzieliśmy przy stole i zajadaliśmy się śniadaniem gdy zadzwonił mój telefon.
-Kto to? - zapytał zdziwiony
-Han. - odpowiedziałam - No hej.
-Hej mała, co słychać?
-Wszystko w porządku. A u ciebie?
-No jakoś tam leci. Słuchaj mała nie miałabyś nic przeciwko gdybym dzisiaj do ciebie przyjechał? Stęskniłem się.
-Jasne, dobrze się składa.
-Tak? A to czemu?
-Bo musisz kogoś poznać. - mówiąc to uśmiechnęłam się do Iana.
-Okej, będę tak pod wieczór. mieszkanie 46/103 tak?
-Yup. Czekam. Kocham cię. - powiedziałam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
-Idziemy do ciebie? Trzeba coś zrobić z tymi drzwiami.
-Okej. Chodź. - powiedziałam i pociągnęłam go za rękę. Dopiero teraz zauważyłam jak dobrze wygląda. Jego spodnie lekko opinały jego smukłe nogi, koszulka była luźna dlatego tak dobrze w niej wyglądał odsłaniając swoje wszystkie dziary. Na nogach miał podchodzące pod botki czarne buty. Tak cholernie do twarzy mu w czarnym.-Ładnie dzisiaj wyglądasz. - nagle wypalił, a ja strzeliłam buraka. Nie często ktoś komplementuje mój wygląd, no poza Hanem, ale to przyjaciel. Nawet jakbym wyglądała okropnie zaprzeczył by.
-Dziękuję.
-Twoje rumienienie się jest strasznie słodziaśne.
-Błagam nigdy więcej nie mów przy mnie słowa śłodziaśnie. - spojrzałam na chłopaka z politowaniem, nie pasują mi takie przesłodzone słowa.
-Oh, okej.
-Ej no, nie obrażaj się, po prostu nie lubię jak tak ktoś mówi. - powiedziałam patrząc, że po moich słowach chłopak trochę się speszył.
-Jakim cudem nie jest ci zimno?
-Bo jestem gorący.
-Hahah.
Gdy weszliśmy do mnie Ian automatycznie zaczął oglądać drzwi.
-Da się je założyć. Ten twój kolega ma wprawę w wywarzaniu drzwi.
YYYY...dziękuję?
-Chcesz coś do picia?
-Wody. - powiedział po czym przesunął stojące obok futryny drzwi i założył na zawiasy.
-Dziękuję. - powiedziałam po czym pocałowałam chłopaka w policzek.
-Za taką ciężką pracę należy się więcej niż tylko policzek. - powiedział po czym objął mnie w talii przyciągnął do siebie i złożył pocałunek na moich ustach który oddałam. Ian podniósł mnie do góry tak abym objęła go nogami, całowaliśmy się tak kilka minut. Po chwili posadził mnie na blacie. Składał pocałunki na mojej twarzy oraz szyi w tym samym czasie rozpinając moją bluzkę. Nie pozostawałam mu dłużna. Ściągnęłam mu koszulkę i zaczęłam rozpinać jego rozporek. Gdy oboje byliśmy w samej bieliźnie skupiliśmy się bardziej na całowaniu. Ręce Iana błądziły po moim brzuchu, udach aż doszedł do piersi które zaczął miętosić.
-Kotek, nie mam gumek. - powiedział w moje usta
-Nie szkodzi, biorę tabletki. - poczułam lekki uśmiech na jego ustach.
Ian przeniósł mnie do sypialni, położył na łóżku po czym odpiął mój stanik. Przejechał swoim językiem po moim ciele od szyi do linii bikini, a następnie pokierował swoje usta na moje sutki które zaczął ssać. Było to dla mnie tak przyjemne, że wydałam z siebie jęk. Wiedziałam, że tym samym ucieszyłam Iana faktem, że jest mi dobrze. Przekręciłam się i teraz to on był na dole. Teraz siedziałam na nim okrakiem. Pochyliłam się i pocałowałam go, następnie przygryzłam jego płatek ucha. Lubił to. Poczułam lekkie wybrzuszenie w jego bokserkach, co spowodowało uśmiech na mojej twarzy że nie jestem mu dłużna. Zsunęłam jego bokserki. Ujęłam jego przyrodzenie i energicznie zaczęłam poruszać ręką w górę i w dół.
-O właśnie tak kotku, nie przestawaj.
Te słowa wystarczyły, żebym wiedziała że jest mu przyjemnie i robię to dobrze. Gdy zmęczyła mi się ręka zaczęłam mu obciągać. Ian doszedł w mojej buzi. Później zsunął się z łóżka i położył na nim mnie. Muszę przyznać minetkę to on robi niesamowitą. Bawił się moją łechtaczką w taki sposób jakiego dotychczas żaden chłopak nie używał, a przynajmniej na mnie. Po kilku minutach doszłam dlatego moje plecy wygięły się w łuk, a ja jęczałam z przyjemności uczucia jakiego doznawałam. Ian podniósł się z kolan na których klęczał, przewrócił mnie na brzuch i we mnie wszedł, to było tak kurewsko dobre uczucie. Na początku poruszał się powoli, później jednak robił to bardziej można to nazwać brutalniej. Jęczałam aż miło, on tak samo. Przy finiszu rżnął mnie mocniej i bardziej zdecydowanie. Doszliśmy prawie w tym samym czasie. Chłopak rzucił się zdyszany na łóżko, a ja poszłam wziąć prysznic. Gdy wyszłam z łazienki Ian był na balkonie paląc papierosa.
-Chcesz? - przytaknęłam na co on podał mi szluga
-Idź się wykąpać Han będzie tu lada moment. - posłusznie zrobił to o co go poprosiłam i po kilku minutach siedzieliśmy i oglądaliśmy film. Szczerze nic z niego nie pamiętam, bo przez połowę seansu byłam zajęta ustami Iana.
Kurwa, nie wzięłam dzisiaj pigułki.
_________________________________________________________
Więc na początku chciałam wam powiedzieć, że dopiero teraz przeczytałam wspaniałe Fanfiction tzn. "Teenage Dirtbag część pierwszą" i mówiąc szczerze jestem zachwycona i jeszcze żyję historią Renee i Nialla. Dlatego jeśli jeszcze co nie czytaliście łapcie linka to tego cudownego dzieła ~~ Teenage Dirtbag.(oczywiście jest to tylko tłumaczenie, ale jeśli ktoś sobie życzy oryginalną wersję językową to na pewno ją znajdziecie na stronie którą wam podałam)
Plus zaczęła się szkoła, ale nie oznacza to, że nie będzie nowych postów wręcz przeciwnie przewiduję, że będzie ich więcej ale dopiero w pazdzierniku bo wszystko narazie ogarniam. :) Buziaki Crazy :*
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Chapter twelve
Dean miał w ręce pistolet którego lufa przystawiona była do głowy Nialla.
-Zostaw go! - rzuciłam się biegiem w stronę Nialla, na szczęście Ian złapał mnie w ostatniej chwili.
-Dobrze, cię widzieć. Ręka mi już cierpła. - Winchester uśmiechnął się ohydnie - Ian ciebie także miło cię widzieć.
Co kurde? Skąd Winchester zna Iana?
-Szkoda, że nie gnijesz w pace. - powiedział Ian
-O gniłem przez 7 lat, ale mnie wypuścili.
-Puść go. To jeszcze dzieciak.
-Ale za to ile wart.
-Zayn mnie zaliczył. Czyli układ jest skończony. A teraz go puść! - krzyknęłam w stronę faceta
-Wiem, ale sam chciałem się o tym przekonać. - spojrzał na mnie - Ostatnie słowo? - skierował to zdanie do Nialla i pociągnął za spust. Jednak nic się nie stało.
-To co gramy w ruletkę? Za kolejnym razem może wystrzelić. - powiedział i oblizał wargi.
Oszukałam telefon w kieszeni i kryjąc go za plecami Iana wybrałam numer Zayna i napisałam wiadomość w której napisałam dwa słowa których nie zlekceważy, "R E D C O D E" a do tego wysłałam mu adres.
-Dean opanuj się, nie chcesz go zabić. - powiedział Ian - Znamy się nie od dziś więc proszę nie pakuj się znowu w kłopoty.
Co?!
-Od kiedy to niby nie lubisz pakować się w kłopoty? Kiedyś sam pociągnął byś za spust.
Powtórzę, bo może nie którzy nie usłyszeli. ŻE CO KURWA?! Czyli mój chłopak był taki jak Dean? On w ogóle go zna?! Hmm miło wiedzieć!?!
-Stary nie chcesz tego. - chłopak powoli podchodził do Deana
W momencie kiedy Ian zabrał Winchesterowi broń drzwi wyleciały z zawiasów, a w futrynie stanął zadowolony z siebie Zayn z Liamem.
-No no, robi się coraz ciekawiej! - powiedział brat Deana, Alan siadając na fotelu i kładąc nogi na stoliku.
-Zabiję cię gnoju! - w stronę Winchestera rzucił się Zayn gotowy do bójki
-Hej, hej. Luzuj gatki smarkaczu. Chciałem się tylko zabawić. - chłopak oberwał w twarz.
-Tknij go jeszcze raz, a pożałujesz. - Malik groził mu nad twarzą swoją pięścią.
-Nie pomożesz mi? - wyłożył ręce do Iana
-Jemu też mam przywalić? - zapytał mnie Zayn
-Nie.
-Zostaw go, teraz moja kolej. - Ian usiadł na Deanie okrakiem i przyłożył mu kilka razy w twarz. - To za te wszystkie razy kiedy mnie po prostu wychujałeś, i za te 2 lata. Jeszcze raz taki numer a pożałujesz. - uderzył go jeszcze raz - Wstaniesz sam czy mam ci pomóc?
-Alan rusz dupę i chodź. - powiedział cały poobijany Winchester.
-Czekaj!
-Co?!
-Kluczyki.
-Słucham?
-Głuchy jesteś, powiedziałem kluczyki! Nie będziesz woził więcej dupy moim samochodem. Nie zasługujesz na nią.
-Ale tam są moje rzeczy.
-Ups, to nie twój dzień. - uśmiechnął się do niego, Dean rzucił w stronę Iana kluczyki a następnie wyszedł.
Chłopaki rzucili się na Nialla, sprawdzając czy aby na pewno nie ma jakiś zadraśnięć czy coś.
-Nią? - zapytałam Iana
-Impalę.
-Żartujesz, jak mi powiesz, że czarną i z 67 to padnę.
-Mów kiedy mam cię łapać. - uśmiechnęłam się do chłopaka, a on odwdzięczył się tym samym.
-Nic ci nie jest? - zapytałam Nialla choć dobrze wiedziałam, że jest i to dużo. Nic nie odpowiedział tylko przytulił się do Liama płacząc. To
jeszcze dzieciak.
-Hej, Alis mogę cię prosić na chwilkę. - nagle Malik się do mnie odezwał
-Um jasne.
-Słuchaj, naprawdę przepraszam za to co zrobiłem. Naprawdę mi przykro.
-O, chodzi ci o to że omal mnie nie zabiłeś?
-Nie miałem tego na celu. Po prostu chciałem cię przestraszyć.
-I się udało. Głupie przepraszam nie wystarczy, nie tym razem. A teraz proszę idź już sobie.
-Chłopaki chodźcie. - kiwnął Zayn
-Trzymaj się Niall. - powiedziałam przytulając chłopaka
-Liam zaczekaj.
-Tak?
-Przepraszam, że się na ciebie wydarłam. Za dużo emocji.
-Ta, ale podobno to one mówią prawdę. - powiedział i wyszedł
Okej co się właśnie stało?
-Możemy iść do ciebie?
-Dlaczego?
-Może nie zauważyłeś, ale nie mam drzwi.
-A tak jasne.
Wyszliśmy na klatkę i dopiero wtedy zrozumieliśmy jakiego hałasu narobiliśmy, bo wszyscy sąsiedzi powychodzili ze swoich mieszkań.
-Przepraszam, miałam włamanie. Ale już jest dobrze. Dobranoc. - powiedziałam i wyszliśmy przed budynek.
-Chcesz coś do picia? -zapytał Ian gdy byliśmy już w jego lokum, które było prześliczne. Jednak Ian nie miał jednego piętra tak jak ja, miał on wykupione mieszkanie dolne i górne więc miał o wiele więcej miejsca niż ja.
-Herbatę. - usiadłam na sofie i prawie się w niej utopiłam była taka wygodna. Nie wiem nawet kiedy ale zasnęłam na kanapie. Ian musiał mnie przenieść bo gdy obudziłam się na siusiu leżałam w jego wielkim miękkim i wygodnym a także bardzo ciepłym łóżku.
Czy to możliwe, że tak szybko się zakochałam?
__________________________________________________________________
Tak prezentuje się kolejny rozdział, może jest krótki, ale mi osobiście się podoba. Buziaki Crazy <3
P.S. to pochyłą czcionką to myśli Alison (;
-Zostaw go! - rzuciłam się biegiem w stronę Nialla, na szczęście Ian złapał mnie w ostatniej chwili.
-Dobrze, cię widzieć. Ręka mi już cierpła. - Winchester uśmiechnął się ohydnie - Ian ciebie także miło cię widzieć.
Co kurde? Skąd Winchester zna Iana?
-Szkoda, że nie gnijesz w pace. - powiedział Ian
-O gniłem przez 7 lat, ale mnie wypuścili.
-Puść go. To jeszcze dzieciak.
-Ale za to ile wart.
-Zayn mnie zaliczył. Czyli układ jest skończony. A teraz go puść! - krzyknęłam w stronę faceta
-Wiem, ale sam chciałem się o tym przekonać. - spojrzał na mnie - Ostatnie słowo? - skierował to zdanie do Nialla i pociągnął za spust. Jednak nic się nie stało.
-To co gramy w ruletkę? Za kolejnym razem może wystrzelić. - powiedział i oblizał wargi.
Oszukałam telefon w kieszeni i kryjąc go za plecami Iana wybrałam numer Zayna i napisałam wiadomość w której napisałam dwa słowa których nie zlekceważy, "R E D C O D E" a do tego wysłałam mu adres.
-Dean opanuj się, nie chcesz go zabić. - powiedział Ian - Znamy się nie od dziś więc proszę nie pakuj się znowu w kłopoty.
Co?!
-Od kiedy to niby nie lubisz pakować się w kłopoty? Kiedyś sam pociągnął byś za spust.
Powtórzę, bo może nie którzy nie usłyszeli. ŻE CO KURWA?! Czyli mój chłopak był taki jak Dean? On w ogóle go zna?! Hmm miło wiedzieć!?!
-Stary nie chcesz tego. - chłopak powoli podchodził do Deana
W momencie kiedy Ian zabrał Winchesterowi broń drzwi wyleciały z zawiasów, a w futrynie stanął zadowolony z siebie Zayn z Liamem.
-No no, robi się coraz ciekawiej! - powiedział brat Deana, Alan siadając na fotelu i kładąc nogi na stoliku.
-Zabiję cię gnoju! - w stronę Winchestera rzucił się Zayn gotowy do bójki
-Hej, hej. Luzuj gatki smarkaczu. Chciałem się tylko zabawić. - chłopak oberwał w twarz.-Tknij go jeszcze raz, a pożałujesz. - Malik groził mu nad twarzą swoją pięścią.
-Nie pomożesz mi? - wyłożył ręce do Iana
-Jemu też mam przywalić? - zapytał mnie Zayn
-Nie.
-Zostaw go, teraz moja kolej. - Ian usiadł na Deanie okrakiem i przyłożył mu kilka razy w twarz. - To za te wszystkie razy kiedy mnie po prostu wychujałeś, i za te 2 lata. Jeszcze raz taki numer a pożałujesz. - uderzył go jeszcze raz - Wstaniesz sam czy mam ci pomóc?
-Alan rusz dupę i chodź. - powiedział cały poobijany Winchester.
-Czekaj!
-Co?!-Kluczyki.
-Słucham?
-Głuchy jesteś, powiedziałem kluczyki! Nie będziesz woził więcej dupy moim samochodem. Nie zasługujesz na nią.
-Ale tam są moje rzeczy.
-Ups, to nie twój dzień. - uśmiechnął się do niego, Dean rzucił w stronę Iana kluczyki a następnie wyszedł.
Chłopaki rzucili się na Nialla, sprawdzając czy aby na pewno nie ma jakiś zadraśnięć czy coś.
-Nią? - zapytałam Iana
-Impalę.
-Żartujesz, jak mi powiesz, że czarną i z 67 to padnę.-Mów kiedy mam cię łapać. - uśmiechnęłam się do chłopaka, a on odwdzięczył się tym samym.
-Nic ci nie jest? - zapytałam Nialla choć dobrze wiedziałam, że jest i to dużo. Nic nie odpowiedział tylko przytulił się do Liama płacząc. To
jeszcze dzieciak.
-Hej, Alis mogę cię prosić na chwilkę. - nagle Malik się do mnie odezwał
-Um jasne.
-Słuchaj, naprawdę przepraszam za to co zrobiłem. Naprawdę mi przykro.
-O, chodzi ci o to że omal mnie nie zabiłeś?
-Nie miałem tego na celu. Po prostu chciałem cię przestraszyć.
-I się udało. Głupie przepraszam nie wystarczy, nie tym razem. A teraz proszę idź już sobie.
-Chłopaki chodźcie. - kiwnął Zayn
-Trzymaj się Niall. - powiedziałam przytulając chłopaka
-Liam zaczekaj.
-Tak?
-Przepraszam, że się na ciebie wydarłam. Za dużo emocji.
-Ta, ale podobno to one mówią prawdę. - powiedział i wyszedł
Okej co się właśnie stało?
-Możemy iść do ciebie?
-Dlaczego?
-Może nie zauważyłeś, ale nie mam drzwi.
-A tak jasne.
Wyszliśmy na klatkę i dopiero wtedy zrozumieliśmy jakiego hałasu narobiliśmy, bo wszyscy sąsiedzi powychodzili ze swoich mieszkań.
-Przepraszam, miałam włamanie. Ale już jest dobrze. Dobranoc. - powiedziałam i wyszliśmy przed budynek.
-Chcesz coś do picia? -zapytał Ian gdy byliśmy już w jego lokum, które było prześliczne. Jednak Ian nie miał jednego piętra tak jak ja, miał on wykupione mieszkanie dolne i górne więc miał o wiele więcej miejsca niż ja.
-Herbatę. - usiadłam na sofie i prawie się w niej utopiłam była taka wygodna. Nie wiem nawet kiedy ale zasnęłam na kanapie. Ian musiał mnie przenieść bo gdy obudziłam się na siusiu leżałam w jego wielkim miękkim i wygodnym a także bardzo ciepłym łóżku.
Czy to możliwe, że tak szybko się zakochałam?
__________________________________________________________________
Tak prezentuje się kolejny rozdział, może jest krótki, ale mi osobiście się podoba. Buziaki Crazy <3
P.S. to pochyłą czcionką to myśli Alison (;
wtorek, 12 sierpnia 2014
Chapter eleven
Po dojechaniu na miejsce, co zajęło mi chwilę czasu bo mój GPS się zepsuł weszłam do jak się okazało ogromnego 4 pokojowego mieszkania i zaczęłam się rozpakowywać.
-Pieprzyć to wszystko! - pomyślałam, wstałam i poszłam do garderoby. Miałam ochotę się najebać. Nie znałam dobrze okolicy, więc wyszukałam jakieś pobliskie kluby. Jeden wpadł mi w oko, nazywał się "Funky yeah". Nazwa niewinna, ale po wpisaniu tego samego w grafikę można było się przekonać, że wcale on taki nie jest, wręcz przeciwnie. Na większości zdjęć można było zobaczyć alkohol który lał się strumieniami, bawiących się ludzi. Uznałam, że pójdę i trochę się zabawię. Nie miałam jakoś ochoty zbyt długo się przygotowywać dlatego uznałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie założenie czegoś prostego ale też wygodnego i ładnego. Po niecałej godzinie byłam już w drodze do klubu. Był on naprawdę tylko kilka przecznic dalej od mojego mieszkania, więc dojście tam nie było żadnym problemem. Weszłam bez problemu, nawet nie musiałam czekać w kolejce. To chyba zasłucha mojego skąpego stroju który z ledwością zakrywał moje pośladki. Jak szaleć to szaleć. Już od frontu czuć było zapach alkoholu zmieszanego z ludzkim potem. Nie wiedziałam że ten odór może się mi kiedyś wydać tak przyjemny. Klub był podzielony na cztery strefy. W pierwszej leciało samo techno i remixy, w drugiej było dość podobnie tylko, że tutaj można było palić, w trzeciej natomiast można było palić, pić i dobrze się zabawiać, a ostatnia strefa była świetną rozrywką dla mężczyzn, gdzie nie gdzie można było zobaczyć kobiety na widowni jednak większość z nich po prostu tam pracowała. Weszłam w strefę "czerwonego wybiegu" czyli strefy czwartej. Podeszłam do barmana i zamówiłam burbona. Nie szczędziłam sobie, dlatego też wzięłam całą butelkę. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, ale nie znalazłam nikogo interesującego, większość z siedzących tu facetów, było tu tylko po to aby móc pooglądać gołe tyłki. Przeszłam do strefy trzeciej inaczej zwanej "ostra jazda". Kręciłam się na parkiecie, wywijałam tyłkiem do ludzi których nie znałam i popijałam burbona. W pewnym momencie wpadł na mnie jakiś facet. Na oko miał 28 lat, wysoki brunet, cholernie przystojny, i do tego miał świetny gust alkoholowy. Również pił burbona, a nie każdy go lubi.
-Przepraszam. - powiedział nieznajomy
-Zbiłeś mi butelkę. - powiedziałam patrząc na rozbite szkło
-Odkupię ci. Tak w ogóle Ian jestem. - pociągną mnie za rękę w stronę barmana - Wybierz coś sobie
-Szkockiej z dużą ilością lodu, i słomkę.
-Będziesz piła whisky przez słomkę?
-Nie wolno mi? - spojrzałam na niego na co on tylko szeroko się uśmiechnął
Siedzieliśmy przy blacie i rozmawialiśmy, jak się okazało Ian miał 26 lat i nie tak dawno skończył studia. Dopiero co się tu przeprowadził, mieszkał w tym samym budynku co ja tylko że klatkę dalej i to również była jego pierwsza noc. Nie bardzo różnił się ode mnie, może jedyne w czym się nie zgadzaliśmy to filmy jakie lubimy oglądać. Okazało się, że jako dziecko był modelem Calvina Kleina i głównie z tego teraz żyje. Zajmował się modelingiem około 10 lat. Opowiedział mi dlaczego wyprowadził się z Oklahomy i przyjechał do Londynu. A ja nie byłam mu dłużna. Opowiadałam jak to nakryłam rodziców na zdradzie. O tym, że mój tak jakby chłopak mierzył do mnie pistoletem. Ian był jedyną osobą która nie powiedziała mi tekstu w stylu "bardzo mi przykro" on po prostu mnie przytulił.
-Może pójdziemy do mnie? - nie długo musiałam czekać na reakcję chłopaka
Wchodząc po schodach zaczęliśmy się całować. Stanęliśmy pod moimi drzwiami które usiłowałam otworzyć, nie patrząc na nie. Jednak nie dałam rady. Musiałam przestać obściskiwać się z Ianem na czas przekręcania klucza. Gdy w końcu udało mi się otworzyć drzwi, powróciliśmy do czynności z przed kilku sekund. Powoli zaczynałam rozpinać jego koszulę w którą był ubrany. Idąc w stronę sypialni zdjęłam buty.
-Chciał bym cię zobaczyć już bez ubrań.
-Bądź cierpliwy. - powiedziałam energicznie rozpinając jego spodnie. Gdy był przede mną w samych bokserkach chłopak zaczął mnie rozbierać, nie szczędząc mi swoich namiętnych pocałunków, które składał to na szyi to na ustach lub na obojczyku.
-Nie mogłaś założyć czegoś mniej skomplikowanego? - powiedział siłując się z moim kombinezonem
-Nie wiedziałam że będzie taka potrzeba. - wymamrotałam i dokończyłam zdejmowanie moich ubrań. Z górną bielizną Ian poradził sobie jak zawodowiec. Całował moje ciało sprawiając mi przy tym niezwykłą przyjemność. Składał buziaki od brzucha po szyję, natomiast ja zajęłam się jego szyją jak i przygryzaniem jego ucha, co sprawiało mu niesamowitą przyjemność. Chłopak poprzestał i wyszedł z pokoju. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk pękania i kilka przekleństw pod nosem które wypowiedział Ian. Jednak jak mogłam się domyślić chłopak nie przestawał próbować. Jeszcze raz usłyszałam pękanie i mój kompan wszedł z powrotem do sypialni.
-Co ty tam tak długo robiłeś?
-Ściągnij bokserki a zobaczysz. -pocałowałam chłopaka i zabawa zaczęła się od nowa. Był dobrze zbudowany, miał kilka tatuaży na ramionach co w jego przypadku nie koniecznie przypadło mi do gustu, ale cóż. Chłopak był doskonale doświadczony, więc wiedział co robi dlatego też przyjmowałam każdą jego propozycję, bo wiedziałam że krzywdy mi nie zrobi.
Po odbytym stosunku leżeliśmy jeszcze chwilę wtuleni w siebie. Nagle Ian się podniósł
-To ja już pójdę do siebie
-Co?
-Tylko żartowałem. - rzuciłam w chłopaka poduszką podnosząc się z łóżka, a następnie poszłam pod prysznic, natomiast Ian wyszedł na balkon palić papierosa. Gdy już się odświeżyłam poszłam do chłopaka i mocno go przytuliłam. Tego potrzebowałam właśnie w tym momencie wielkiego ciepłego przytulasa.
-Zostaniesz na całą noc? - zapytałam
-Wiesz mama mówiła, że nie wolno mi zostawać do późna. - spojrzał na mnie i głośno się zaśmiał. Uderzyłam go lekko w ramię.
-Nie żartuj sobie tak, bo jeszcze nie wiadomo co sobie o tobie pomyśle mamin synku.
-Ej, nie obrażaj mnie może jak za dzwonie do mojej mamusi to pozwoli mi zostać ale od teraz jesteś Marcus okej? Bo u dziewczyny mi nie pozwoli zostać.
-Jasne daj ja za dzwonie, całkiem dobrze zmieniam głosy. To na jaki mam numer dzwonić.
-Nie wiem.
-Jak to?
-Wychowałem się w domu dziecka. - tym razem to ja przytuliłam chłopaka tak jak on mnie w barze.
-Ubierz się ciepło.
-Po co?
-Ubierz chcę ci coś pokazać. - nie czekając dłużej poszłam do garderoby założyłam ciepłą bluzę i zwykłe spodnie a na nogi wciągnęłam martensy i byłam gotowa.
-Gdzie idziemy zapytałam gdy wyszliśmy z klatki.
-Trochę skłamałem.
-Co takiego?
-Mieszkam tu od ponad dwóch miesięcy. Jak bardzo jesteś na mnie zła?
-Wcale. - powiedziałam i pocałowałam chłopaka w usta na co ten się uśmiechnął i złapał mnie za rękę.
-Daleko jeszcze?
-Nie marudź tylko chodź. - po 20 minutach chłopak zatrzymał się przed wielkim budynkiem rozejrzał się i wszedł do środka, poszłam w jego ślady. Jak się później okazało weszliśmy na najwyższy budek miasta. Widoki były przepiękne.
-To mój schron, coś w stylu bezpiecznego miejsca, nawet zasięgu tu nie ma. - powiedział Ian
-I to chyba jedyne miejsce gdzie widać gwiazdy. - mówiłam z głową zadartą do góry
-Chodź tu. - Ian leżał na podłodze - Lepiej widać i głowa cię nie będzie bolała. - Zrobiłam o co poprosił i tak sobie leżeliśmy przez kilka dobrych minut.
-Czyli że teraz jesteśmy razem? - zadał po chwili pytanie
-A chcesz?
-Czemu nie. - przytulił mnie jeszcze mocniej
-Musisz poznać Hana.
-Twój brat?
-Raczej przyjaciel.
-No dobrze, ale pod warunkiem że ty poznasz Lucy i Avea.
-Twoje przyjaciółki?
-Siostrzenice. - już nic nie odpowiedziałam tylko podniosłam się z podłogi i podałam Ianowi rękę abyśmy już szli bo zrobiło mi się naprawdę zimno. Chłopak zdjął swoją bluzę i podał mi ją żebym założyła, a ja nie miałam ochoty nawet odmawiać. Gdy szliśmy do mnie wstąpiliśmy jeszcze do Nando's i do Starbucks'a. Z prowiantem wróciliśmy do domu taksówką ponieważ zaczęło lać jak z cebra. Weszliśmy do mieszkania a wtedy stało się coś strasznego. Na kanapie siedziały dwie osoby których w tym momencie nie chciałam oglądać, ale mimo to przeraziłam się tego co zobaczyłam po włączeniu ostatniego światła które do końca oświetliły koniec ręki nikogo innego jak Deana.
_____________________________________________________
Wracam, przepraszam za moją nie obecność, ale przez wakacje dużo się u mnie działo. Ale teraz już jestem. Także nie gniewajcie się na mnie ale mamy wakacje a ja nie chce ich spędzać przed komputerem. Korzystam z nich tak jak i wy. Co nie usprawiedliwia mojego zachowania w stosunku do was, nawet was nie poinformowałam że nie będzie mnie tak długo. Myślę że mi wybaczycie i obiecuję poprawę także ten Lost Of Love CrazyMofo301 <333
-Pieprzyć to wszystko! - pomyślałam, wstałam i poszłam do garderoby. Miałam ochotę się najebać. Nie znałam dobrze okolicy, więc wyszukałam jakieś pobliskie kluby. Jeden wpadł mi w oko, nazywał się "Funky yeah". Nazwa niewinna, ale po wpisaniu tego samego w grafikę można było się przekonać, że wcale on taki nie jest, wręcz przeciwnie. Na większości zdjęć można było zobaczyć alkohol który lał się strumieniami, bawiących się ludzi. Uznałam, że pójdę i trochę się zabawię. Nie miałam jakoś ochoty zbyt długo się przygotowywać dlatego uznałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie założenie czegoś prostego ale też wygodnego i ładnego. Po niecałej godzinie byłam już w drodze do klubu. Był on naprawdę tylko kilka przecznic dalej od mojego mieszkania, więc dojście tam nie było żadnym problemem. Weszłam bez problemu, nawet nie musiałam czekać w kolejce. To chyba zasłucha mojego skąpego stroju który z ledwością zakrywał moje pośladki. Jak szaleć to szaleć. Już od frontu czuć było zapach alkoholu zmieszanego z ludzkim potem. Nie wiedziałam że ten odór może się mi kiedyś wydać tak przyjemny. Klub był podzielony na cztery strefy. W pierwszej leciało samo techno i remixy, w drugiej było dość podobnie tylko, że tutaj można było palić, w trzeciej natomiast można było palić, pić i dobrze się zabawiać, a ostatnia strefa była świetną rozrywką dla mężczyzn, gdzie nie gdzie można było zobaczyć kobiety na widowni jednak większość z nich po prostu tam pracowała. Weszłam w strefę "czerwonego wybiegu" czyli strefy czwartej. Podeszłam do barmana i zamówiłam burbona. Nie szczędziłam sobie, dlatego też wzięłam całą butelkę. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, ale nie znalazłam nikogo interesującego, większość z siedzących tu facetów, było tu tylko po to aby móc pooglądać gołe tyłki. Przeszłam do strefy trzeciej inaczej zwanej "ostra jazda". Kręciłam się na parkiecie, wywijałam tyłkiem do ludzi których nie znałam i popijałam burbona. W pewnym momencie wpadł na mnie jakiś facet. Na oko miał 28 lat, wysoki brunet, cholernie przystojny, i do tego miał świetny gust alkoholowy. Również pił burbona, a nie każdy go lubi.
-Przepraszam. - powiedział nieznajomy-Zbiłeś mi butelkę. - powiedziałam patrząc na rozbite szkło
-Odkupię ci. Tak w ogóle Ian jestem. - pociągną mnie za rękę w stronę barmana - Wybierz coś sobie
-Szkockiej z dużą ilością lodu, i słomkę.
-Będziesz piła whisky przez słomkę?
-Nie wolno mi? - spojrzałam na niego na co on tylko szeroko się uśmiechnął
Siedzieliśmy przy blacie i rozmawialiśmy, jak się okazało Ian miał 26 lat i nie tak dawno skończył studia. Dopiero co się tu przeprowadził, mieszkał w tym samym budynku co ja tylko że klatkę dalej i to również była jego pierwsza noc. Nie bardzo różnił się ode mnie, może jedyne w czym się nie zgadzaliśmy to filmy jakie lubimy oglądać. Okazało się, że jako dziecko był modelem Calvina Kleina i głównie z tego teraz żyje. Zajmował się modelingiem około 10 lat. Opowiedział mi dlaczego wyprowadził się z Oklahomy i przyjechał do Londynu. A ja nie byłam mu dłużna. Opowiadałam jak to nakryłam rodziców na zdradzie. O tym, że mój tak jakby chłopak mierzył do mnie pistoletem. Ian był jedyną osobą która nie powiedziała mi tekstu w stylu "bardzo mi przykro" on po prostu mnie przytulił.
-Może pójdziemy do mnie? - nie długo musiałam czekać na reakcję chłopaka
Wchodząc po schodach zaczęliśmy się całować. Stanęliśmy pod moimi drzwiami które usiłowałam otworzyć, nie patrząc na nie. Jednak nie dałam rady. Musiałam przestać obściskiwać się z Ianem na czas przekręcania klucza. Gdy w końcu udało mi się otworzyć drzwi, powróciliśmy do czynności z przed kilku sekund. Powoli zaczynałam rozpinać jego koszulę w którą był ubrany. Idąc w stronę sypialni zdjęłam buty.
-Chciał bym cię zobaczyć już bez ubrań.
-Bądź cierpliwy. - powiedziałam energicznie rozpinając jego spodnie. Gdy był przede mną w samych bokserkach chłopak zaczął mnie rozbierać, nie szczędząc mi swoich namiętnych pocałunków, które składał to na szyi to na ustach lub na obojczyku.
-Nie mogłaś założyć czegoś mniej skomplikowanego? - powiedział siłując się z moim kombinezonem
-Nie wiedziałam że będzie taka potrzeba. - wymamrotałam i dokończyłam zdejmowanie moich ubrań. Z górną bielizną Ian poradził sobie jak zawodowiec. Całował moje ciało sprawiając mi przy tym niezwykłą przyjemność. Składał buziaki od brzucha po szyję, natomiast ja zajęłam się jego szyją jak i przygryzaniem jego ucha, co sprawiało mu niesamowitą przyjemność. Chłopak poprzestał i wyszedł z pokoju. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk pękania i kilka przekleństw pod nosem które wypowiedział Ian. Jednak jak mogłam się domyślić chłopak nie przestawał próbować. Jeszcze raz usłyszałam pękanie i mój kompan wszedł z powrotem do sypialni.
-Co ty tam tak długo robiłeś?
-Ściągnij bokserki a zobaczysz. -pocałowałam chłopaka i zabawa zaczęła się od nowa. Był dobrze zbudowany, miał kilka tatuaży na ramionach co w jego przypadku nie koniecznie przypadło mi do gustu, ale cóż. Chłopak był doskonale doświadczony, więc wiedział co robi dlatego też przyjmowałam każdą jego propozycję, bo wiedziałam że krzywdy mi nie zrobi.
Po odbytym stosunku leżeliśmy jeszcze chwilę wtuleni w siebie. Nagle Ian się podniósł
-To ja już pójdę do siebie
-Co?
-Tylko żartowałem. - rzuciłam w chłopaka poduszką podnosząc się z łóżka, a następnie poszłam pod prysznic, natomiast Ian wyszedł na balkon palić papierosa. Gdy już się odświeżyłam poszłam do chłopaka i mocno go przytuliłam. Tego potrzebowałam właśnie w tym momencie wielkiego ciepłego przytulasa.-Zostaniesz na całą noc? - zapytałam
-Wiesz mama mówiła, że nie wolno mi zostawać do późna. - spojrzał na mnie i głośno się zaśmiał. Uderzyłam go lekko w ramię.
-Nie żartuj sobie tak, bo jeszcze nie wiadomo co sobie o tobie pomyśle mamin synku.-Ej, nie obrażaj mnie może jak za dzwonie do mojej mamusi to pozwoli mi zostać ale od teraz jesteś Marcus okej? Bo u dziewczyny mi nie pozwoli zostać.
-Jasne daj ja za dzwonie, całkiem dobrze zmieniam głosy. To na jaki mam numer dzwonić.
-Nie wiem.
-Jak to?
-Wychowałem się w domu dziecka. - tym razem to ja przytuliłam chłopaka tak jak on mnie w barze.
-Ubierz się ciepło.
-Po co?
-Ubierz chcę ci coś pokazać. - nie czekając dłużej poszłam do garderoby założyłam ciepłą bluzę i zwykłe spodnie a na nogi wciągnęłam martensy i byłam gotowa.
-Gdzie idziemy zapytałam gdy wyszliśmy z klatki.
-Trochę skłamałem.
-Co takiego?
-Mieszkam tu od ponad dwóch miesięcy. Jak bardzo jesteś na mnie zła?
-Wcale. - powiedziałam i pocałowałam chłopaka w usta na co ten się uśmiechnął i złapał mnie za rękę.-Daleko jeszcze?
-Nie marudź tylko chodź. - po 20 minutach chłopak zatrzymał się przed wielkim budynkiem rozejrzał się i wszedł do środka, poszłam w jego ślady. Jak się później okazało weszliśmy na najwyższy budek miasta. Widoki były przepiękne.
-To mój schron, coś w stylu bezpiecznego miejsca, nawet zasięgu tu nie ma. - powiedział Ian
-I to chyba jedyne miejsce gdzie widać gwiazdy. - mówiłam z głową zadartą do góry
-Chodź tu. - Ian leżał na podłodze - Lepiej widać i głowa cię nie będzie bolała. - Zrobiłam o co poprosił i tak sobie leżeliśmy przez kilka dobrych minut.
-Czyli że teraz jesteśmy razem? - zadał po chwili pytanie
-A chcesz?
-Czemu nie. - przytulił mnie jeszcze mocniej
-Musisz poznać Hana.
-Twój brat?
-Raczej przyjaciel.
-No dobrze, ale pod warunkiem że ty poznasz Lucy i Avea.
-Twoje przyjaciółki?
-Siostrzenice. - już nic nie odpowiedziałam tylko podniosłam się z podłogi i podałam Ianowi rękę abyśmy już szli bo zrobiło mi się naprawdę zimno. Chłopak zdjął swoją bluzę i podał mi ją żebym założyła, a ja nie miałam ochoty nawet odmawiać. Gdy szliśmy do mnie wstąpiliśmy jeszcze do Nando's i do Starbucks'a. Z prowiantem wróciliśmy do domu taksówką ponieważ zaczęło lać jak z cebra. Weszliśmy do mieszkania a wtedy stało się coś strasznego. Na kanapie siedziały dwie osoby których w tym momencie nie chciałam oglądać, ale mimo to przeraziłam się tego co zobaczyłam po włączeniu ostatniego światła które do końca oświetliły koniec ręki nikogo innego jak Deana.
_____________________________________________________
Wracam, przepraszam za moją nie obecność, ale przez wakacje dużo się u mnie działo. Ale teraz już jestem. Także nie gniewajcie się na mnie ale mamy wakacje a ja nie chce ich spędzać przed komputerem. Korzystam z nich tak jak i wy. Co nie usprawiedliwia mojego zachowania w stosunku do was, nawet was nie poinformowałam że nie będzie mnie tak długo. Myślę że mi wybaczycie i obiecuję poprawę także ten Lost Of Love CrazyMofo301 <333
niedziela, 22 czerwca 2014
Chapter ten
Gdy obudziłam się rano miałam wrażenie jakby moja głowa miała zaraz eksplodować, plecy miały mi odlecieć, a brzuch miał mi zrobić powstanie listopadowe. Tak to już jest jak się obżera na noc słodyczami, popija wszystko zimną colą idzie się spać o 4 nad ranem i to do tego na podłodze. Ostrożnie przeszłam nad Crystal i popędziłam do łazienki w poszukiwaniu jakiś tabletek przeciwbólowych. Oczywiście jak to na mój dom przystało nic nie znalazłam, dlatego pobiegłam na górę do swojego pokoju w poszukiwaniu telefonu. Gdy tylko go znalazłam od razu wybrałam numer Hana.
-Halo? - w słuchawce rozległ się leniwy męski głos
-Han, powiedz że jesteś w domu.
-Jestem i śpię.
-Wiesz, że cię kocham?
-Czego chcesz? - zapytał
-Czy jak do ciebie dzwonię to muszę czegoś chcieć?
-Normalnie nie ale o 7 rano tak. Alison gadaj co chcesz, albo się rozłączam.
-Kup mi jakieś tabletki na głowę i przywieź mi je. Proszę, bo ledwo żyję.
-Będę za pół godziny. - i tak też było co do sekundy. Dał mi tabletki które od razu zażyłam i już po pół godzinie byłam innym człowiekiem pełnym życia, jednak Han jak na najlepszego przyjaciela przystało nie pozwolił mi iść dzisiaj do pracy, a sam musiał się zbierać. Zatrzymałam go jednak na kawę w podzięce której nie był w stanie odmówić. Gdy wyszedł dziewczyny jeszcze spały, dlatego skorzystałam z okazji i cyknęłam im kilka zdjęć, a następnie dorysowałam wąsy i ubrudziłam bitą śmietaną. Około godziny 12 dostałam sms'a od Cat czy jestem dzisiaj wolna i czy mogę iść z nią na imprezę do dziewczyny o ksywce Różowa wzięło się to od jej koloru włosów. Podobno ma na imię Zoe, ale nikt tak naprawdę nie wie czy to nie jest ściema. Jest znajomą Zayna i reszty jak i Catherine. W sumie nic dzisiaj nie robię wiec zgodziłam się. Valentine ma po mnie wpaść o 20 i będzie samochodem co jest pretekstem żeby nie pić, bo po ostatnim razie ja i ona byłyśmy dosłownie wyzute. Zeszłam na dół zrobić sobie coś do jedzenia, a przy okazji obudzić dziewczyny, które nadal smacznie spały będąc nieświadome tego co im zrobiłam. Gdy moje "nowe koleżanki" wstały oświadczyłam im, że nie wiem czy wrócę dzisiaj na noc. Gdy dziewczyny zdychały po wczorajszym, ja wykazałam się swoim talentem kulinarnym i przygotowałam śniadanie. Gdy zjadłyśmy Crystal i Miramia posprzątały po jedzeniu, a ja ogarnęłam salon po wczorajszym. Gdy już wszystko zrobiłam, poszłam na górę i zaczęłam sprzątać swój pokój, który wyglądał jakby przeszło tornado. Tak jestem bałaganiarą. Gdy na zegarze wybiła 18 zaczęłam się szykować. Wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy i wysuszyłam je, a dalej zostawiłam jak się ułożyły no i oczywiście zrobiłam mój standardowy makijaż,

a następnie przeszłam do mojej ulubionej czynności czyli wybieranie ubrań. Wyciągnęłam z szafy moją ulubioną koronkową bieliznę krótkie spodenki, do tego jakiś top i wysokie buty. Zostało mi jeszcze parę wolnych minut, dlatego wykorzystałam je na rozmowę z Hanem, jak się okazało w barze zaszły duże zmiany mamy nowego kucharza, bo Jonathan poznał jakąś dziewczynę i prawdopodobnie uciekł z nią gdzieś, a Amber wróciła do męża i rzuciła palenie. Równo o 20 pod moim domem stanęła Cat, posiedziałyśmy jeszcze chwilę u mnie, a następnie pojechałyśmy na imprezę. Różowa musiała mieszkać gdzieś na obrzeżach miasta, bo jechałyśmy dość długo, po drodze wypiłyśmy jeszcze kawę typu "siekiera" która miała nas utrzymać przy życiu aż do rana, bo z tego co Mała mi powiedziała właśnie do tej pory trwają zazwyczaj zabawy u Różowej. Dopiero gdy wysiadłyśmy z samochodu zauważyłam jak Catherina była ubrana i vice versa.
(Po lewej Alison, a po prawej Catherina).
-Ale się wypindrzyłaś. - powiedziałam spoglądając na Valentine
-Nie prawda! Kto tu odkrywa prawie całe ciało. - próbowała się bronić, przed moim zadaniem
-Prawie robi dużą różnicę. Dobra nie ważne chodź do środka.
Już w wejściu czuć było odór papierosów zmieszany z zapachem narkotyków, a woń alkoholu z potem tańczących ludzi. Gdyby się wsłuchać można by było usłyszeć ludzi którzy uprawiają seks na górze, jednak odgłosy te zagłuszała głośna muzyka która leciała w tle. Cat trzymała się bardzo blisko mnie, widać było że to nie jej klimaty ale najwidoczniej tak sobie radzi z rozstaniem. Dzisiaj to ona była tą grzeczną, a ja mogłam się nawalić. I tak też robiłam piłam ile chciałam. Kończyłam kolejnego drinka gdy usłyszałam dobrze znany mi głos zniszczony tytoniem.
-Alison? Co ty tu do cholery robisz?! Nie powinno cię tu być.
-Jestem dorosła mogę decydować gdzie mogę być. A ty nie jesteś moją niańką. Więc będę wdzięczna jak się odpierdolisz.
-Z kim przyszłaś? -chłopak nie chciał odpuścić
-Nie twój interes Zayn.
-Pytam z kim przyszłaś!
-Nie twój zasrany interes. - zaakcentowałam 2 pierwsze słowa.
-O Zayn, ty też tu jesteś. - powiedziała Cat która podeszła do stolika
-Nie powinno was tu być. Nie dzisiaj. - chłopak spojrzał na dziewczynę wzrokiem typu "wiesz o co mi chodzi"
-Jestem tu żeby się zabawić, a Alison żeby się upić - powiedział, zdecydowanie moja krew
-Kurwa! Idźcie stąd! - w tym momencie muzyka całkowicie ucichła, ale nie było cicho wręcz przeciwnie wszystko przez warkot silników motorów dochodzących zza drzwi, które z resztą po chwili wyleciały z futryn. Do mieszkania wparowali trzej napakowani faceci z bronią w rękach. Oddali pierwszy strzał w ładny kwiatowy wazon. To było pewne bez strzelaniny się nie obejdzie. Zayn złapał za telefon i wysłał czerwony alarm.
Cat i ja byłyśmy w szoku, a na dodatek Mała dostała ataku paniki.
-No już jazda tylnym wyjściem. - Malik zasłaniając nas swoim ciałem wyprowadził nas z domu. Wprost siłą wepchnął do samochodu i kazał jechać jak najszybciej możemy do domu. Pojechałyśmy do Valentine. Dziewczyna cały czas się trzęsła, próbowałam ją uspokoić jednak to nic nie dawało. Wyszłam do kuchni i zadzwoniłam po kogoś kogo może nie do końca chciałaby teraz widzieć Cat, ale wiedziałam że nie odmówi.
Po piętnastu minutach moje wsparcie było już na miejscu.
-Co ona tu robi?! - wrzasnęła wściekła dziewczyna gdy tylko zobaczyła Lolę
-Zadzwoniłam po nią.
-Po jaką cholerę?! Niech lepiej zajmie się odbijaniem chłopaków swoich najlepszych przyjaciółek. - powiedziała po czym pobiegła na górę i trzasnęła drzwiami. Na nic nie czekając Lola ruszyła za nią. Usłyszałam że ktoś coś potrzaskał już miałam iść na piętro gdy rozległ się dzwonek.
-Po co przyjechałeś?
-Zobaczyć czy wszystko gra.
-Czy ty się tak musisz zachowywać?!
-Jak?
-Tak! Raz udajesz że ci na mnie zależy i się o mnie przejmujesz, a raz masz mnie totalnie w dupie i zachowujesz się gorzej niż źle.
-O co ci teraz kobieto chodzi. Jak się martwię źle jak zachowuję się jak dupek też jest źle więc co mam zrobić żebyś była szczęśliwa.
-Odpieprzyć się ode mnie, mojej rodziny, znajomych, a przede wszystkim od Hana! - mimo promili jakie dzisiaj wypiłam myślałam racjonalnie.
-Możecie jechać gdzieś indziej się kłócić bo niektórzy chcą iść spać po przeżyciach. - do pokoju weszła Lola
-Jasne. - chłopak przerzucił mnie przez ramię, a następnie przeszedł do swojego motoru, posadził mnie na nim i pojechał do swojego domu.
-Po co mnie tu przywiozłeś?
-Bo było mi po drodze.
-Ale mi nie bardzo.
-Peszek. - chłopak zaczął się do mnie przystawiać.
-Jesteś pijany!
-Ani trochę.
-Kurwa Zayn wytrzeźwiej i potem pogadamy, a teraz idź spać.
-A będziesz spać ze mną?
-Nie.
-Okej. - Chłopak ściągnął koszulkę, jego klata była godna podziwu, widział że mu się przyglądam - Jesteś pewna tego, że mam sobie już iść?
-Ani trochę. - powiedziałam sparaliżowana. Czyżby on mi się podobał?
Chłopak zaczął mnie delikatnie całować, następnie jego pocałunki stały się łapczywe. Oddawałam każdy po kolei. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się w jego sypialni. Chłopak powoli zaczął ściągać moją bluzkę, a następnie spodenki widać, że był wprawiony bo zrobił wszystko dość sprawnie i już po chwili leżałam przed nim całkowicie naga.
-Nie mam gumek co teraz? - powiedział
-Spokojnie biorę tabletki. - po zapewnieniu chłopak zaczął czynić swoją powinność i ja nie byłam mu dłużna. Gdy się kochaliśmy był taki ostrożny jakby nie chciał mi zrobić krzywdy, jakbym była najdelikatniejszą osobą na świecie, bardziej chciał zaspokoić mnie niż siebie, a przynajmniej tak mi się wydawało. I nawet to mi pasowało, można być czasem pieprzonym egoistą.
-Czyli, że teraz jesteśmy razem? - zapytał
-Nie. - powiedziałam dość szybko
-Dlaczego mi dałaś to zrobić?
-No na pewno nie dla ciebie. Nie łudź się.
-Czekaj co? - chłopak usiadł
-Zrobiłam to żeby ten głupi zakład się skończył, nie dla ciebie i twoich korzyści. Tylko dla skończenia tej chorej znajomości okej?
-Czyli wszystko ukartowałaś? - widać było że to co powiedziałam zabolało Malika
-Nie, wszystko wyszło w trakcie. Ale to chyba znaczy, że mogę iść.
-Nie. Nie. Nie kurwa nie możesz. - powiedział i wyciągnął pistolet który przyłożył do mojej skroni.
-Co ty kurwa robisz? Chcesz mi przestrzelić czaszkę?
On mnie zabije!? Kurwa, kurwa, kurwa, co robić? Nie daj po sobie poznać! Trzymaj się Alison, musisz to wytrzymać.
-Wszystko wyjdzie w trakcie. - zaczęłam się bać, Zayn był bardzo poważny. Chłopak chodził w okół mnie i cały czas mnie obrażał. Uderzył w mój czuły punkt. Hana, mówił co mu robił jak go bił, torturował przez te kilka dni. Zaczęłam łkać.
Idiotka!
Wolałabym już siedzieć na krześle elektrycznym niż słuchać tych wszystkich obrzydliwych rzeczy które mówił. Kazał mi się ubrać. Skorzystałam z okazji aby napisać do Liama smsa "Zayna szybko". Ubrałam się ale przy okazji wzięłam do ręki kaliber 44 który leżał w mojej torebce. Tak, tak wzięłam pistolet dlaczego? To łatwe po ostatniej imprezie bez niego się nie ruszam. Chłopak stanął naprzeciwko mnie i wyciągnął rękę z bronią celując mi w głowę, nie byłam mu dłużna. Jego oczy wyrażały ból, że go oszukałam, ale mowa ciała chciała mnie zabić. Staliśmy tak i zaczęliśmy na siebie wrzeszczeć. Nie mógł zrozumieć czemu to zrobiłam.
-Myślisz, że chciałam się z tobą przespać?
-Tak, pragnęłaś tego.
-No tak jasne... sorki Zayn ale ja nie jestem jak reszta tych twoich niuniek.
-Wiesz, wkurzasz mnie.
-O przepraszam, że wtargnęłam do twojego życia z buciorami. Opss, raczej ty wpieprzyłeś mi się do mojego.
I przy okazji je spieprzyłeś.
-Może lepiej będzie jak przestrzelę ci tę słodką buźkę.
-Może przestrzel swój mózg?
Ups, ty go nie masz.
Zayn nic nie odpowiedział, był zdenerwowany, a do tego pijany. Chłopak odbezpieczył pistolet. Zamknęłam oczy, nie chciałam patrzeć jak pociąga za spust. Zrobił to, usłyszałam charakterystyczny dźwięk wystrzału, ale nie trafił we mnie. Otworzyłam oczy i spojrzałam za siebie. Nie widziałam zbyt wiele przez moje łzy, ale założyłam że musiał trafić w łóżko. Do pokoju otworzyły się drzwi w których stanął zdenerwowany i zdyszany Liam.
Dzięki ci Boże.
-Co ty kurwa robisz?! Chcesz iść siedzieć? - chłopak podszedł do Malika i sprawnym ruchem odebrał mu pistolet, który zabezpieczył.
-Nie, chcę przestrzelić jej czaszkę.
-Pogięło cię?!
-Nie nadal stoję prosto. - głupio się uśmiechnął
-Jakim ty jesteś idiotą. Wytrzeźwiej, a nie chcesz robić głupoty.
-To było bardzo rozsądne. - widocznie Liam nie chciał się kłócić dlatego tylko zabrał Zaynowi broń, a następnie przytulił mnie i wyprowadził z domu całą roztrzęsioną i zalaną łzami.
***Perspektywa Zayna***
-Co ja najlepszego zrobiłem? Ona już nigdy mi nie zaufa, ale co mnie ona przecież na tym polegał zakład. Miałem ją przelecieć co zrobiłem czyli Niall jest wolny. -Moje myśli prowadziły zaciętą walkę podczas gdy ja myślałem dlaczego się tak zachowałem. Czyżbym coś czuł do tej smarkuli? Nie to niemożliwe przecież jestem Zayn Malik, to dziewczyny zakochują się we mnie, a nie na odwrót. Zazwyczaj to ja łamię serca. "Możemy pogadać? Tak na spokojnie bez Alison." napisałem do Liama, jednak nie dostałem sms'a zwrotnego. Obraził się? Raczej nie to nie w jego stylu, a może tylko mi się wydaje. Wziąłem telefon i wykręciłem numer Nialla. Poprosiłem aby przyjechał, po prostu nie chciałem siedzieć sam. Nudziłoby mi się.
***Wracamy do Alison***
Cały czas płakałam. Trzęsłam się z przerażenia, ale i z zimna. W sumie nie wiem z czego bardziej. Liam jechał w stronę mojego domu. Trochę to trwało, ale przynajmniej mogłam się w jakimś stopniu uspokoić. Z tego całego płaczu złapała mnie kolka i czkawka. Miałam cały czerwony nos i oczy jak u pandy. Żeby jeszcze nie drgawki było by znośnie. Otworzyłam schowek samochodu i wyciągnęłam papierosy. Odpaliłam jednego i zaciągnęłam się nikotyną. Widziałam, że Liam się patrzy z miną mówiącą iż tego nie pochwala, jednak zdusił w sobie krytykę i nic nie powiedział. Byłam mu za to wdzięczna. Uspokoiłam się i opanowałam trzęsienie oraz czkawkę, a także kolka minęła. Jednak gdy stanęłam na moim patio i już mieliśmy wchodzić do domu wpadłam w furię. Zaczęłam krzyczeć, i bić Payna. Nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło. Może to taki odruch szokowy, przecież przed pół godziną ktoś do mnie mierzył. Krzyk był przepełniony strachem i bólem. Upadłam na kolana, skuliłam się w kłębek a potem zaczęłam płakać jak nigdy w życiu. Liam przykucnął obok mnie i przytulił, jednak ja go odepchnęłam, nie chciałam jego pocieszenia. Był nie ugięty, do czasu.
-Nie widzisz, że to wszystko wasza wina!? Przez was się staczam, zaczęłam pić i palić. Zobacz jak wyglądam, bo wy! Cholerni gangsterzy z dupy wzięci! Czego chcesz za bycie "dobrym przyjacielem"? Kasy? Nie pójścia do więzienia z nimi wszystkimi? Czego się pytam?
-Mów co chcesz, ale zauważ, że tylko mi zależy na tobie i twoim dobrze.
-Serio?! Czy ja wyglądam na zadowoloną? Powiedz który przyjaciel pozwolił by strzelać do przyjaciółki? Jeśli to jest moje dobro i szczęście to w takim razie wsadź sobie je w swoje cztery litery. A teraz wynoś się z mojego życia. - zatrzasnęłam chłopakowi drzwi przed nosem, a następnie popędziłam do łazienki. Dlaczego nie ma tu Peris? (jeśli zastanawiacie się kim ona jest. otóż to starsza siostra Alison wspomniana w 3 rozdziale, jednak zginęła. nie w sensie umarła tylko po prostu wyjechała nigdy nie mówiąc dokąd, nie jest możliwe jej zlokalizowanie, już próbowali) Zmyłam makijaż i umyłam twarz wodą, żeby ją trochę schłodzić. Weszłam do kuchni, gdzie leżała jakaś kartka i klucze.
"Kochanie, postanowiliśmy że lepiej będzie jak się wyprowadzisz. Przepraszamy, ale media zbyt bardzo zainteresowały się twoją osobą co ma zły wpływ na naszą karierę, chyba to rozumiesz. Masz tutaj klucze do swojego nowego mieszkania. Kupiliśmy je już jakiś czas temu w Bringhton. Na kartę kredytową będziemy ci wpłacać co miesiąc pieniądze wystarczą ci na czynsz, jedzenie i dodatkowe wydatki. Mamy nadzieję, że nas zrozumiesz. Wiedz, że mocno cię kochamy. Tata i mama xoox"
Że co kurde? Wyrzucili mnie z domu? Jak tak można? Nie ważne, mam to gdzieś! Idę się spakować.
Poszłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam kilka walizek i pudeł z szafy i zaczęłam wkładać do nich swoje
rzeczy. Gdy skończyłam dochodziła 18, zeszłam do kuchni zjeść ostatni posiłek w domu, a następnie wzięłam jeden z pięciu samochodów. Po drodze wstąpiłam do Starbucksa i kupiłam sobie duży kubek czarnej kawy, bo czekało mnie 80 kilometrów jazdy po zatłoczonych ulicach. Starbucks znajdował się niedaleko TAWERNY dlatego poszłam tam, żeby powiedzieć Hanowi, że się wyprowadzam.
-Co ale jak to?
-Wykopali mnie tak po prostu. Odwiedzaj mnie.
Będę tęsknić już w drodze.
-Nie opędzisz się od moich telefonów.
-Love u bro.
-Też cię kocham mała.
-Znajdź fajną kelnerkę.
-Nikt nie będzie tak fajny jak ty. A teraz zmykaj.
-Kocham cię! - krzyknęłam przez ramię gdy otwierałam drzwi.
-Ja siebie też. Hahah. Trzymaj się.
_______________________________________________________
Hejj, wróciła wena Alleluja! Przepraszam za ten miesiąc bez rozdziałów, ale jak już mówiłam nie miałam weny ani też chęci. Myślę, że mi wybaczycie. Rozdział jest naprawdę długi więc może was sobie tym udobrucham? :) Pozdrawiam CrazyMofo301 :**
-Halo? - w słuchawce rozległ się leniwy męski głos
-Han, powiedz że jesteś w domu.
-Jestem i śpię.
-Wiesz, że cię kocham?
-Czego chcesz? - zapytał
-Czy jak do ciebie dzwonię to muszę czegoś chcieć?
-Normalnie nie ale o 7 rano tak. Alison gadaj co chcesz, albo się rozłączam.
-Kup mi jakieś tabletki na głowę i przywieź mi je. Proszę, bo ledwo żyję.
-Będę za pół godziny. - i tak też było co do sekundy. Dał mi tabletki które od razu zażyłam i już po pół godzinie byłam innym człowiekiem pełnym życia, jednak Han jak na najlepszego przyjaciela przystało nie pozwolił mi iść dzisiaj do pracy, a sam musiał się zbierać. Zatrzymałam go jednak na kawę w podzięce której nie był w stanie odmówić. Gdy wyszedł dziewczyny jeszcze spały, dlatego skorzystałam z okazji i cyknęłam im kilka zdjęć, a następnie dorysowałam wąsy i ubrudziłam bitą śmietaną. Około godziny 12 dostałam sms'a od Cat czy jestem dzisiaj wolna i czy mogę iść z nią na imprezę do dziewczyny o ksywce Różowa wzięło się to od jej koloru włosów. Podobno ma na imię Zoe, ale nikt tak naprawdę nie wie czy to nie jest ściema. Jest znajomą Zayna i reszty jak i Catherine. W sumie nic dzisiaj nie robię wiec zgodziłam się. Valentine ma po mnie wpaść o 20 i będzie samochodem co jest pretekstem żeby nie pić, bo po ostatnim razie ja i ona byłyśmy dosłownie wyzute. Zeszłam na dół zrobić sobie coś do jedzenia, a przy okazji obudzić dziewczyny, które nadal smacznie spały będąc nieświadome tego co im zrobiłam. Gdy moje "nowe koleżanki" wstały oświadczyłam im, że nie wiem czy wrócę dzisiaj na noc. Gdy dziewczyny zdychały po wczorajszym, ja wykazałam się swoim talentem kulinarnym i przygotowałam śniadanie. Gdy zjadłyśmy Crystal i Miramia posprzątały po jedzeniu, a ja ogarnęłam salon po wczorajszym. Gdy już wszystko zrobiłam, poszłam na górę i zaczęłam sprzątać swój pokój, który wyglądał jakby przeszło tornado. Tak jestem bałaganiarą. Gdy na zegarze wybiła 18 zaczęłam się szykować. Wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy i wysuszyłam je, a dalej zostawiłam jak się ułożyły no i oczywiście zrobiłam mój standardowy makijaż,
a następnie przeszłam do mojej ulubionej czynności czyli wybieranie ubrań. Wyciągnęłam z szafy moją ulubioną koronkową bieliznę krótkie spodenki, do tego jakiś top i wysokie buty. Zostało mi jeszcze parę wolnych minut, dlatego wykorzystałam je na rozmowę z Hanem, jak się okazało w barze zaszły duże zmiany mamy nowego kucharza, bo Jonathan poznał jakąś dziewczynę i prawdopodobnie uciekł z nią gdzieś, a Amber wróciła do męża i rzuciła palenie. Równo o 20 pod moim domem stanęła Cat, posiedziałyśmy jeszcze chwilę u mnie, a następnie pojechałyśmy na imprezę. Różowa musiała mieszkać gdzieś na obrzeżach miasta, bo jechałyśmy dość długo, po drodze wypiłyśmy jeszcze kawę typu "siekiera" która miała nas utrzymać przy życiu aż do rana, bo z tego co Mała mi powiedziała właśnie do tej pory trwają zazwyczaj zabawy u Różowej. Dopiero gdy wysiadłyśmy z samochodu zauważyłam jak Catherina była ubrana i vice versa.
(Po lewej Alison, a po prawej Catherina).-Ale się wypindrzyłaś. - powiedziałam spoglądając na Valentine
-Nie prawda! Kto tu odkrywa prawie całe ciało. - próbowała się bronić, przed moim zadaniem
-Prawie robi dużą różnicę. Dobra nie ważne chodź do środka.
Już w wejściu czuć było odór papierosów zmieszany z zapachem narkotyków, a woń alkoholu z potem tańczących ludzi. Gdyby się wsłuchać można by było usłyszeć ludzi którzy uprawiają seks na górze, jednak odgłosy te zagłuszała głośna muzyka która leciała w tle. Cat trzymała się bardzo blisko mnie, widać było że to nie jej klimaty ale najwidoczniej tak sobie radzi z rozstaniem. Dzisiaj to ona była tą grzeczną, a ja mogłam się nawalić. I tak też robiłam piłam ile chciałam. Kończyłam kolejnego drinka gdy usłyszałam dobrze znany mi głos zniszczony tytoniem.
-Alison? Co ty tu do cholery robisz?! Nie powinno cię tu być.
-Jestem dorosła mogę decydować gdzie mogę być. A ty nie jesteś moją niańką. Więc będę wdzięczna jak się odpierdolisz.
-Z kim przyszłaś? -chłopak nie chciał odpuścić
-Nie twój interes Zayn.
-Pytam z kim przyszłaś!
-Nie twój zasrany interes. - zaakcentowałam 2 pierwsze słowa.
-O Zayn, ty też tu jesteś. - powiedziała Cat która podeszła do stolika
-Nie powinno was tu być. Nie dzisiaj. - chłopak spojrzał na dziewczynę wzrokiem typu "wiesz o co mi chodzi"
-Jestem tu żeby się zabawić, a Alison żeby się upić - powiedział, zdecydowanie moja krew
-Kurwa! Idźcie stąd! - w tym momencie muzyka całkowicie ucichła, ale nie było cicho wręcz przeciwnie wszystko przez warkot silników motorów dochodzących zza drzwi, które z resztą po chwili wyleciały z futryn. Do mieszkania wparowali trzej napakowani faceci z bronią w rękach. Oddali pierwszy strzał w ładny kwiatowy wazon. To było pewne bez strzelaniny się nie obejdzie. Zayn złapał za telefon i wysłał czerwony alarm.
Cat i ja byłyśmy w szoku, a na dodatek Mała dostała ataku paniki.
-No już jazda tylnym wyjściem. - Malik zasłaniając nas swoim ciałem wyprowadził nas z domu. Wprost siłą wepchnął do samochodu i kazał jechać jak najszybciej możemy do domu. Pojechałyśmy do Valentine. Dziewczyna cały czas się trzęsła, próbowałam ją uspokoić jednak to nic nie dawało. Wyszłam do kuchni i zadzwoniłam po kogoś kogo może nie do końca chciałaby teraz widzieć Cat, ale wiedziałam że nie odmówi.
Po piętnastu minutach moje wsparcie było już na miejscu.
-Co ona tu robi?! - wrzasnęła wściekła dziewczyna gdy tylko zobaczyła Lolę
-Zadzwoniłam po nią.
-Po jaką cholerę?! Niech lepiej zajmie się odbijaniem chłopaków swoich najlepszych przyjaciółek. - powiedziała po czym pobiegła na górę i trzasnęła drzwiami. Na nic nie czekając Lola ruszyła za nią. Usłyszałam że ktoś coś potrzaskał już miałam iść na piętro gdy rozległ się dzwonek.
-Po co przyjechałeś?
-Zobaczyć czy wszystko gra.
-Czy ty się tak musisz zachowywać?!
-Jak?
-Tak! Raz udajesz że ci na mnie zależy i się o mnie przejmujesz, a raz masz mnie totalnie w dupie i zachowujesz się gorzej niż źle.
-O co ci teraz kobieto chodzi. Jak się martwię źle jak zachowuję się jak dupek też jest źle więc co mam zrobić żebyś była szczęśliwa.
-Odpieprzyć się ode mnie, mojej rodziny, znajomych, a przede wszystkim od Hana! - mimo promili jakie dzisiaj wypiłam myślałam racjonalnie.
-Możecie jechać gdzieś indziej się kłócić bo niektórzy chcą iść spać po przeżyciach. - do pokoju weszła Lola
-Jasne. - chłopak przerzucił mnie przez ramię, a następnie przeszedł do swojego motoru, posadził mnie na nim i pojechał do swojego domu.
-Po co mnie tu przywiozłeś?
-Bo było mi po drodze.
-Ale mi nie bardzo.
-Peszek. - chłopak zaczął się do mnie przystawiać.
-Jesteś pijany!
-Ani trochę.
-Kurwa Zayn wytrzeźwiej i potem pogadamy, a teraz idź spać.
-A będziesz spać ze mną?
-Nie.
-Okej. - Chłopak ściągnął koszulkę, jego klata była godna podziwu, widział że mu się przyglądam - Jesteś pewna tego, że mam sobie już iść?
-Ani trochę. - powiedziałam sparaliżowana. Czyżby on mi się podobał?
Chłopak zaczął mnie delikatnie całować, następnie jego pocałunki stały się łapczywe. Oddawałam każdy po kolei. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się w jego sypialni. Chłopak powoli zaczął ściągać moją bluzkę, a następnie spodenki widać, że był wprawiony bo zrobił wszystko dość sprawnie i już po chwili leżałam przed nim całkowicie naga.
-Nie mam gumek co teraz? - powiedział
-Spokojnie biorę tabletki. - po zapewnieniu chłopak zaczął czynić swoją powinność i ja nie byłam mu dłużna. Gdy się kochaliśmy był taki ostrożny jakby nie chciał mi zrobić krzywdy, jakbym była najdelikatniejszą osobą na świecie, bardziej chciał zaspokoić mnie niż siebie, a przynajmniej tak mi się wydawało. I nawet to mi pasowało, można być czasem pieprzonym egoistą.
-Czyli, że teraz jesteśmy razem? - zapytał
-Nie. - powiedziałam dość szybko
-Dlaczego mi dałaś to zrobić?
-No na pewno nie dla ciebie. Nie łudź się.
-Czekaj co? - chłopak usiadł
-Zrobiłam to żeby ten głupi zakład się skończył, nie dla ciebie i twoich korzyści. Tylko dla skończenia tej chorej znajomości okej?
-Czyli wszystko ukartowałaś? - widać było że to co powiedziałam zabolało Malika
-Nie, wszystko wyszło w trakcie. Ale to chyba znaczy, że mogę iść.
-Nie. Nie. Nie kurwa nie możesz. - powiedział i wyciągnął pistolet który przyłożył do mojej skroni.
-Co ty kurwa robisz? Chcesz mi przestrzelić czaszkę?
On mnie zabije!? Kurwa, kurwa, kurwa, co robić? Nie daj po sobie poznać! Trzymaj się Alison, musisz to wytrzymać.
-Wszystko wyjdzie w trakcie. - zaczęłam się bać, Zayn był bardzo poważny. Chłopak chodził w okół mnie i cały czas mnie obrażał. Uderzył w mój czuły punkt. Hana, mówił co mu robił jak go bił, torturował przez te kilka dni. Zaczęłam łkać.
Idiotka!
Wolałabym już siedzieć na krześle elektrycznym niż słuchać tych wszystkich obrzydliwych rzeczy które mówił. Kazał mi się ubrać. Skorzystałam z okazji aby napisać do Liama smsa "Zayna szybko". Ubrałam się ale przy okazji wzięłam do ręki kaliber 44 który leżał w mojej torebce. Tak, tak wzięłam pistolet dlaczego? To łatwe po ostatniej imprezie bez niego się nie ruszam. Chłopak stanął naprzeciwko mnie i wyciągnął rękę z bronią celując mi w głowę, nie byłam mu dłużna. Jego oczy wyrażały ból, że go oszukałam, ale mowa ciała chciała mnie zabić. Staliśmy tak i zaczęliśmy na siebie wrzeszczeć. Nie mógł zrozumieć czemu to zrobiłam.
-Myślisz, że chciałam się z tobą przespać?
-Tak, pragnęłaś tego.
-No tak jasne... sorki Zayn ale ja nie jestem jak reszta tych twoich niuniek.
-Wiesz, wkurzasz mnie.
-O przepraszam, że wtargnęłam do twojego życia z buciorami. Opss, raczej ty wpieprzyłeś mi się do mojego.
I przy okazji je spieprzyłeś.
-Może lepiej będzie jak przestrzelę ci tę słodką buźkę.
-Może przestrzel swój mózg?Ups, ty go nie masz.
Zayn nic nie odpowiedział, był zdenerwowany, a do tego pijany. Chłopak odbezpieczył pistolet. Zamknęłam oczy, nie chciałam patrzeć jak pociąga za spust. Zrobił to, usłyszałam charakterystyczny dźwięk wystrzału, ale nie trafił we mnie. Otworzyłam oczy i spojrzałam za siebie. Nie widziałam zbyt wiele przez moje łzy, ale założyłam że musiał trafić w łóżko. Do pokoju otworzyły się drzwi w których stanął zdenerwowany i zdyszany Liam.
Dzięki ci Boże.
-Co ty kurwa robisz?! Chcesz iść siedzieć? - chłopak podszedł do Malika i sprawnym ruchem odebrał mu pistolet, który zabezpieczył.
-Nie, chcę przestrzelić jej czaszkę.
-Pogięło cię?!
-Nie nadal stoję prosto. - głupio się uśmiechnął
-Jakim ty jesteś idiotą. Wytrzeźwiej, a nie chcesz robić głupoty.
-To było bardzo rozsądne. - widocznie Liam nie chciał się kłócić dlatego tylko zabrał Zaynowi broń, a następnie przytulił mnie i wyprowadził z domu całą roztrzęsioną i zalaną łzami.
-Co ja najlepszego zrobiłem? Ona już nigdy mi nie zaufa, ale co mnie ona przecież na tym polegał zakład. Miałem ją przelecieć co zrobiłem czyli Niall jest wolny. -Moje myśli prowadziły zaciętą walkę podczas gdy ja myślałem dlaczego się tak zachowałem. Czyżbym coś czuł do tej smarkuli? Nie to niemożliwe przecież jestem Zayn Malik, to dziewczyny zakochują się we mnie, a nie na odwrót. Zazwyczaj to ja łamię serca. "Możemy pogadać? Tak na spokojnie bez Alison." napisałem do Liama, jednak nie dostałem sms'a zwrotnego. Obraził się? Raczej nie to nie w jego stylu, a może tylko mi się wydaje. Wziąłem telefon i wykręciłem numer Nialla. Poprosiłem aby przyjechał, po prostu nie chciałem siedzieć sam. Nudziłoby mi się.
***Wracamy do Alison***
Cały czas płakałam. Trzęsłam się z przerażenia, ale i z zimna. W sumie nie wiem z czego bardziej. Liam jechał w stronę mojego domu. Trochę to trwało, ale przynajmniej mogłam się w jakimś stopniu uspokoić. Z tego całego płaczu złapała mnie kolka i czkawka. Miałam cały czerwony nos i oczy jak u pandy. Żeby jeszcze nie drgawki było by znośnie. Otworzyłam schowek samochodu i wyciągnęłam papierosy. Odpaliłam jednego i zaciągnęłam się nikotyną. Widziałam, że Liam się patrzy z miną mówiącą iż tego nie pochwala, jednak zdusił w sobie krytykę i nic nie powiedział. Byłam mu za to wdzięczna. Uspokoiłam się i opanowałam trzęsienie oraz czkawkę, a także kolka minęła. Jednak gdy stanęłam na moim patio i już mieliśmy wchodzić do domu wpadłam w furię. Zaczęłam krzyczeć, i bić Payna. Nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło. Może to taki odruch szokowy, przecież przed pół godziną ktoś do mnie mierzył. Krzyk był przepełniony strachem i bólem. Upadłam na kolana, skuliłam się w kłębek a potem zaczęłam płakać jak nigdy w życiu. Liam przykucnął obok mnie i przytulił, jednak ja go odepchnęłam, nie chciałam jego pocieszenia. Był nie ugięty, do czasu.-Nie widzisz, że to wszystko wasza wina!? Przez was się staczam, zaczęłam pić i palić. Zobacz jak wyglądam, bo wy! Cholerni gangsterzy z dupy wzięci! Czego chcesz za bycie "dobrym przyjacielem"? Kasy? Nie pójścia do więzienia z nimi wszystkimi? Czego się pytam?
-Mów co chcesz, ale zauważ, że tylko mi zależy na tobie i twoim dobrze.
-Serio?! Czy ja wyglądam na zadowoloną? Powiedz który przyjaciel pozwolił by strzelać do przyjaciółki? Jeśli to jest moje dobro i szczęście to w takim razie wsadź sobie je w swoje cztery litery. A teraz wynoś się z mojego życia. - zatrzasnęłam chłopakowi drzwi przed nosem, a następnie popędziłam do łazienki. Dlaczego nie ma tu Peris? (jeśli zastanawiacie się kim ona jest. otóż to starsza siostra Alison wspomniana w 3 rozdziale, jednak zginęła. nie w sensie umarła tylko po prostu wyjechała nigdy nie mówiąc dokąd, nie jest możliwe jej zlokalizowanie, już próbowali) Zmyłam makijaż i umyłam twarz wodą, żeby ją trochę schłodzić. Weszłam do kuchni, gdzie leżała jakaś kartka i klucze.
"Kochanie, postanowiliśmy że lepiej będzie jak się wyprowadzisz. Przepraszamy, ale media zbyt bardzo zainteresowały się twoją osobą co ma zły wpływ na naszą karierę, chyba to rozumiesz. Masz tutaj klucze do swojego nowego mieszkania. Kupiliśmy je już jakiś czas temu w Bringhton. Na kartę kredytową będziemy ci wpłacać co miesiąc pieniądze wystarczą ci na czynsz, jedzenie i dodatkowe wydatki. Mamy nadzieję, że nas zrozumiesz. Wiedz, że mocno cię kochamy. Tata i mama xoox"
Że co kurde? Wyrzucili mnie z domu? Jak tak można? Nie ważne, mam to gdzieś! Idę się spakować.
Poszłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam kilka walizek i pudeł z szafy i zaczęłam wkładać do nich swojerzeczy. Gdy skończyłam dochodziła 18, zeszłam do kuchni zjeść ostatni posiłek w domu, a następnie wzięłam jeden z pięciu samochodów. Po drodze wstąpiłam do Starbucksa i kupiłam sobie duży kubek czarnej kawy, bo czekało mnie 80 kilometrów jazdy po zatłoczonych ulicach. Starbucks znajdował się niedaleko TAWERNY dlatego poszłam tam, żeby powiedzieć Hanowi, że się wyprowadzam.
-Co ale jak to?
-Wykopali mnie tak po prostu. Odwiedzaj mnie.
Będę tęsknić już w drodze.
-Nie opędzisz się od moich telefonów.
-Love u bro.
-Też cię kocham mała.
-Znajdź fajną kelnerkę.
-Nikt nie będzie tak fajny jak ty. A teraz zmykaj.
-Kocham cię! - krzyknęłam przez ramię gdy otwierałam drzwi.
-Ja siebie też. Hahah. Trzymaj się.
_______________________________________________________
Hejj, wróciła wena Alleluja! Przepraszam za ten miesiąc bez rozdziałów, ale jak już mówiłam nie miałam weny ani też chęci. Myślę, że mi wybaczycie. Rozdział jest naprawdę długi więc może was sobie tym udobrucham? :) Pozdrawiam CrazyMofo301 :**
niedziela, 11 maja 2014
Chapter nine
Wstałam około 11, a wszystko przez to że nie wyciszyłam telefonu i dostałam sms'a od Liama "Przyjadę o 13, ubierz się wygodnie, bo nie będziemy się wracać. Liam xoxo". Co to może znaczyć? Gdzie on mnie porywa? Wybrałam jakiś zestaw ciuchów i poszłam wziąć pobudzający prysznic. Nie miałam ochoty się dzisiaj malować jakoś bardzo mocno, dlatego nałożyłam tylko korektor, krem bb, puder i maskarę. Włosy związałam w wysoką kitkę. Wyszłam z łazienki i poszłam zrobić sobie jakieś dobre śniadanie.-Um... przepraszam a kim ty jesteś? -zapytałam jakąś dziewczynę siedzącą w kuchni
-Jestem Miramia. Twoi rodzice mnie wczoraj zatrudnili, abym dopilnowała, że nie będziesz późno wracała do domu. - odpowiedziała nadal się uśmiechając Miramia, która wyglądała na typową amerykankę około 25 roku życia, była naprawdę młoda, ciekawe czemu nie zatrudnili starszej babci?-Dali mi niańkę? Przepraszam, ale nie jesteś mi potrzebna.
-Nie wydaje mi się. Uszykować ci śniadanie? - jak ja nienawidzę jak ktoś zmienia temat
-Nie, poradzę sobie. - robiąc kanapki usłyszałam, że zamek w drzwiach został otworzony.
-Wiem, że miałem być o 13, ale jechałem tędy i pomyślałem, że może zabierzesz się ze mną. - krzyknął Liam idąc korytarzem - o tu jesteś! To twoja siostra?
-Nie. Chodź na górę wezmę jeszcze potrzebne rzeczy.
-Kim jest ta kobieta, skoro nie twoją siostrą?
-Niańką.
-Ile ty masz lat 2? Nie jesteś za stara na nianię? Nie lepiej kupić psa, albo zadzwonić po któregoś z nas? Szybciej cię upilnujemy niż ona.
-No co ty nie powiesz. - przewróciłam oczami
-Przepraszam, że przeszkadzam - zza drzwi wyłoniła się Miramia - ale czy wrócisz na obiad? - spojrzałam pytająco na Payna który przecząco pokiwał głową.
-Nie, dziękuję na kolację również nie.
-To co idziemy?
-Pod warunkiem, że powiesz mi dokąd zmierzamy.
-Ale to jest niespodzianka.
-Ostatnim razem jak rodzice dali mi prezent niespodziankę była nim spluwa. Więc mów.
-Masz pistolet?!-Ta, w komodzie za tobą i uważaj bo nie zawaham się go użyć, jeśli mi nie powiesz gdzie jedziemy.
-No więc, czytałem wywiad z tobą i wiem że nigdy nie byłaś na London Eye.
-Powaliło cię?!
-Czemu? Każdy Brytyjczyk powinien tam być choć raz. - chłopak był kompletnie zdezorientowany
-Boję się wysokości. - szepnęłam
-Słucham?
-Boję się wysokości. - powiedziałem trochę głośniej
-Co ty tam gadasz pod nosem?
-Mam lęk wysokości! - krzyknęłam-No weź, usiądziemy razem i ci się spodoba, a po wszystkim pójdziemy na najlepsze lody w mieście.
-Okej, ale chcę podwójne.
-Zgoda maleńka. - chłopak się zaśmiał. -Nigdy więcej tak nie mów! Czaisz bazę lalunia. - ja i Liam parsknęliśmy śmiechem. Po pół godzinnej jeździe dotarliśmy na miejsce. Gdy tylko spojrzałam na wysokość tego koła mój żołądek chciał zrobić mi rewolucję francuską. -Ja na to nie wejdę. -Teraz to już po ptokach, kupiłem bilety. -Liam ale ja się boję. -Przestań gadać chodź nasza kolej. -nie chciałam się ruszyć więc chłopak wziął mnie przez ramie i wszedł do "kabiny". Dopóki nas nie zamknęli trzymał mnie jak najmocniej potrafił, żebym mu nie uciekła. Byliśmy tam sami, co naprawdę rzadko się zdarza.
-I nie jest tak strasznie jak ci się wydawało?
-Gorzej, Liam tu jest strasznie.
-Pomyśl o czymś miłym.
-A jak to spadnie? Jak coś się zepsuje? To wszyscy umrzemy! - popadłam w panikę
-Spokojnie, będzie dobrze. - chłopak podszedł i mnie przytulił
-Zmieniłam zdanie zamiast 2 gałek, chcę trzy.-Kupię ci nawet dziesięć. - przez całą drogę Liam mnie zagadywał dzięki czemu mój strach mnie nie przezwyciężył i nie zaczęłam panikować, ale mój żołądek nadal chciał się przekręcić.
Po piekielnych 30 minutach zeszliśmy na grunt, jakie to świetne uczucie. Powoli poszliśmy na lody. Ja zamówiłam różowe, a mój kompan zielone. Miał rację to były najlepsze lody jakie dotychczas miałam okazję jeść w Londynie. Jedząc, chodziliśmy, patrzyliśmy na turystów, kolejki, korki na drogach, ludzi którzy spiesznie gdzieś szli, zabieganych mecenasów, właścicieli firm, dzieci wracających do domów od kolegów. Najbardziej podobałam nam się sytuacja gdzie jakaś młoda dziewczyna szła i poganiała zapewne jej chłopaka który uginał się pod ciężarem jej toreb z zakupami.
-Ym, Ali musimy wracać.
-Dlaczego?
-Harry wysłał czerwony alarm. Szybko do samochodu. Sorki mała. - powiedział ciągnąc mnie za rękę.
-Jasne, taka praca. - jechał jak wariat, o ile lubię szybką jazdę to Liam zdecydowanie przesadził. Wsadził mnie pod domem i z piskiem opon ruszył dalej. Nie chciałam iść do domu, a zwłaszcza gdy siedziała tam Miramia. Napisałam do Cat czy nie ma ochoty wyjść tak za godzinę odpisała, że niestety nie ma czasu, cóż chyba jednak jestem zmuszona zostać w domu. Weszłam do środka i poszłam do kuchni.
-Cześć. - powiedziała Miramia - mówiłaś, że nie będzie cię na obiedzie
-Plany się zmieniły, ale nie gotuj dla mnie i tak nie jestem głodna.
-Nie masz nic przeciwko gdyby moja przyjaciółka wpadła?
-Nie. - odpowiedziałam krótko, obróciłam się na pięcie i poszłam do swojego pokoju. Po 3 godzinach siedzenia i oglądania seriali zgłodniałam. Zeszłam na dół do lodówki. W kuchni natknęłam się na Miramię i zapewne jej przyjaciółkę o której mi wspominała.
-Alison poznaj Crystal. - czy oni nie mają normalnych imion?-Miło mi cię poznać. - dziewczyna wyciągnęła rękę którą uścisnęłam
-Również.
-Może się do nas przyłączysz?
-A nie tak sama na górze siedzisz. - dodała Miramia
Niechętnie spojrzałam na dziewczyny.
-O no daj spokój będzie fajnie. Pooglądamy filmy, zrobimy sobie babski wieczór. - zdecydowanie Amerykanie szybko się zadomawiają - poznamy się lepiej skoro teraz będziemy razem mieszkać
-Niech będzie. - szczerze nie chciałam siedzieć sama na górze, fajnie że teraz mogę się do kogoś odezwać.
Grałyśmy w scrabble, szarady, oglądałyśmy komedie przy czym dużo się śmiałyśmy i do tego jadłyśmy przepyszne jedzenie. Żyć nie umierać. Miramia wcale nie jest taka zła, Crystal zresztą też. Ale nadal mają dziwne i śmieszne imiona.
________________________________________________________
Tak prezentuje się kolejny rozdział. Mam nadzieję że się podoba :) Crazy :*
środa, 7 maja 2014
Chapter eight
Obudziłam się rano z wielkim bólem głowy. Już widzę reakcję moich rodziców, ale zaraz nie jestem w moim pokoju. Wyszłam z łóżka i z hukiem gruchnęłam na ziemię.
-Co się stało?! - do pomieszczenia wparował Zayn
-Nic, tylko się przewróciłam. Gdzie ja tak w ogóle jestem?
-U mnie w domu. Będziesz jadła naleśniki czy jajecznicę. - zadał dość retoryczne pytanie
-Oczywiście, że jajecznicę. Nienawidzę naleśników zapamiętaj to.
-Jak możesz?! To zbrodnia przeciw krajowi. Zostaniesz za to surowo ukarana młoda damo! - chłopak złapał mnie i przerzucił sobie przez ramie po czym zaczął się kręcić.
-Zayn przestań! - chłopak zlekceważył moje słowa - Zayn kurwa przestań, bo puszczę pawia!
-Tylko nie zafajtaj dywanów. - Malik aż się skrzywił z niesmakiem.
Poszłam do łazienki przy okazji zwiedziłam cały dom. Był urządzony w nowoczesnym stylu, ale meble zachowane były ze starszych lat. Lubiłam takie wystroje. Wzięłam szybki prysznic i przemyłam twarz wodą. Moja koszula nie nadawała się do noszenia ponieważ była cała brudna. W samym biustonoszu przeszłam do pokoju w którym się obudziłam zakładam, że jest to sypialnia Mulata. Weszłam do jego garderoby i zaczęłam przeglądać koszulki. Szczególnie spodobała mi się żółta z logiem Lakersów dlatego też zdjęłam ją z wieszaka. Nie podobała mi się jej długość i to że miała krótki rękawek. Złapałam za nożyczki które leżały w pierwszej szufladzie którą otworzyłam i poucinałam rękawy.Wyszłam i szłam za zapachem podsmażonej cebulki.
-Coś ty zrobiła z moim t-shirt'em?! - wrzasnął Zayn gdy tylko mnie zobaczył
-Obcięłam. Nie uważasz, że ja wyglądam w nim lepiej niż ty?
-W sumie do twarzy ci w żółtym, ale coś ty najlepszego zrobiła?!
-Nie spinaj się odkupię ci taką samą. A teraz daj mi jeść, bo umieram z głodu. - chłopak postawił przede mną talerz z posiłkiem który był przepyszny.
-To co dzisiaj robimy? - zapytał Zayn
-Najlepiej to nic, a o imprezach w moim towarzystwie zapomnij.
-Zgoda, to co ty na to, że pooglądamy jakieś filmy, albo seriale? Dzień robienia niczego i poznania siebie lepiej. Może w końcu się do mnie przekonasz.
-Jestem przekonana, że jesteś dupkiem. - uśmiechnęłam się szeroko
-Czyli się zgadzasz.
I faktycznie ciężko robiliśmy dokładnie nic. Obejrzeliśmy 4 filmy, graliśmy w Jenga'e oczywiście wygrałam ja, a później zabraliśmy się za robienie spaghetti. Było dobre jeśli nie liczymy przypalonego mięsa co było zasługą Zena i makaronu który był rozgotowany. Około 21 Malik odwiózł mnie do domu, posiedział do 24 i wrócił do siebie. To był miło spędzony dzień.
_______________________________________________________
Rozdział krótki, ale dlatego, że jakoś zaraz powinnam dodać kolejny. :D Bardzo dziękuję za miłe komentarze :* CrazyMofo301 <33
-Co się stało?! - do pomieszczenia wparował Zayn
-Nic, tylko się przewróciłam. Gdzie ja tak w ogóle jestem?
-U mnie w domu. Będziesz jadła naleśniki czy jajecznicę. - zadał dość retoryczne pytanie
-Oczywiście, że jajecznicę. Nienawidzę naleśników zapamiętaj to.
-Jak możesz?! To zbrodnia przeciw krajowi. Zostaniesz za to surowo ukarana młoda damo! - chłopak złapał mnie i przerzucił sobie przez ramie po czym zaczął się kręcić.
-Zayn przestań! - chłopak zlekceważył moje słowa - Zayn kurwa przestań, bo puszczę pawia!
-Tylko nie zafajtaj dywanów. - Malik aż się skrzywił z niesmakiem.
Poszłam do łazienki przy okazji zwiedziłam cały dom. Był urządzony w nowoczesnym stylu, ale meble zachowane były ze starszych lat. Lubiłam takie wystroje. Wzięłam szybki prysznic i przemyłam twarz wodą. Moja koszula nie nadawała się do noszenia ponieważ była cała brudna. W samym biustonoszu przeszłam do pokoju w którym się obudziłam zakładam, że jest to sypialnia Mulata. Weszłam do jego garderoby i zaczęłam przeglądać koszulki. Szczególnie spodobała mi się żółta z logiem Lakersów dlatego też zdjęłam ją z wieszaka. Nie podobała mi się jej długość i to że miała krótki rękawek. Złapałam za nożyczki które leżały w pierwszej szufladzie którą otworzyłam i poucinałam rękawy.Wyszłam i szłam za zapachem podsmażonej cebulki.-Coś ty zrobiła z moim t-shirt'em?! - wrzasnął Zayn gdy tylko mnie zobaczył
-Obcięłam. Nie uważasz, że ja wyglądam w nim lepiej niż ty?
-W sumie do twarzy ci w żółtym, ale coś ty najlepszego zrobiła?!
-Nie spinaj się odkupię ci taką samą. A teraz daj mi jeść, bo umieram z głodu. - chłopak postawił przede mną talerz z posiłkiem który był przepyszny.
-To co dzisiaj robimy? - zapytał Zayn
-Najlepiej to nic, a o imprezach w moim towarzystwie zapomnij.
-Zgoda, to co ty na to, że pooglądamy jakieś filmy, albo seriale? Dzień robienia niczego i poznania siebie lepiej. Może w końcu się do mnie przekonasz.
-Jestem przekonana, że jesteś dupkiem. - uśmiechnęłam się szeroko
-Czyli się zgadzasz.
I faktycznie ciężko robiliśmy dokładnie nic. Obejrzeliśmy 4 filmy, graliśmy w Jenga'e oczywiście wygrałam ja, a później zabraliśmy się za robienie spaghetti. Było dobre jeśli nie liczymy przypalonego mięsa co było zasługą Zena i makaronu który był rozgotowany. Około 21 Malik odwiózł mnie do domu, posiedział do 24 i wrócił do siebie. To był miło spędzony dzień.
_______________________________________________________
Rozdział krótki, ale dlatego, że jakoś zaraz powinnam dodać kolejny. :D Bardzo dziękuję za miłe komentarze :* CrazyMofo301 <33
sobota, 26 kwietnia 2014
Chapter seven
Zaniosłam Niallowi placek, posiedziałam jeszcze kilka minut i poszłam do domu.
-Gdzie byłaś przez całą noc młoda damo? - no i tego mi brakowało, w końcu gdy moi rodzice są w domu to muszę im w jakiś sposób podpaść.
-Naprawdę cie to tato interesuje?
-Bardzo. - w sumie to mój tata jest mi obcy, wiem o nim więcej z telewizji niż z życia. Większość życia wychowywały mnie opiekunki, ale gdy podrosłam nawet je mi zabrali. Rodziców znam jako serialowe postacie Klausa i Caroline krwiopijcze bestie, więc trudno jest mi się odnaleźć w sytuacjach "rodzinnych", dlatego próbuję zachowywać się tak jakby nigdy nic, co nie zawsze mi wychodzi.
-No więc byłam u kolegi w szpitalu, bo miał wypadek.
-Ali, zapomniałaś wziąć kurtki z samochodu. - do domu wszedł Zayn
-Dzięki, a teraz możesz iść. - powiedziałam do chłopaka, na co ten jakże wredny osobnik postanowił zapoznać się z moimi rodzicami
-Jestem Zayn, pana wielki fan.
-Miło to słyszeć. Zostaniesz na obiad? Candice miała zrobić kurczaka, a ty wyglądasz mi na takiego, który lubi kurczaka.
-Ale Zayn musi już iść. - powiedziałam, ale chłopak nie dawał za wygraną
-Właściwie to nie muszę, z chęcią zostanę. - odwróciłam się i jak najszybciej pobiegłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami, które po chwili się otworzyły.
-Dlaczego to robisz?! - wrzasnęłam na chłopaka
-Ale co?
-Taki jesteś? Przychodzisz tu i zaprzyjaźniasz się z moim tatą podczas kiedy ja cię nienawidzę. Jesteś samolubny!
-Przepraszam, że przerywam ale nie wiem ile zrobić porcji? - do pokoju weszła moja mama i w samą porę, bo miałam zamiar uderzyć chłopaka.
-Zayn kochanie zjesz 2?. - powiedziałam po kilku sekundach zastanowienia.
-Tak.
-To zrób 3. -oświadczyłam kobiecie, a gdy wyszła znowu zaczęłam wyzywać na Malika, nic nie odpowiadał dopóki nie skończyłam krzyczeć.
-Sama się zgodziłaś udawać moją dziewczynę więc o co ci teraz chodzi?! Było powiedzieć nie.
-I wtedy Niall by zginął. Serio Zayn serio? Taki z ciebie bohater? Chyba jak z koziej dupy trąba. Myślisz, że nie wiem dlaczego masz ten zakład i jak to było dokładnie? Masz mnie za taką idiotkę i myślisz, że nie potrafię poskładać kilku rzeczy do kupy? - dopiero w szpitalu poskładałam wszystko w jedność, mówiąc wszystko mam na myśli zdarzenie z przed około 3 miesięcy kiedy to Niall zagadał do mnie w barze, wtedy jeszcze nie wiedziałam kim był, czego chciał ani z kim się zadaje widziałam tylko jakiegoś chłopaka wyglądał na zwykłego faceta około 27 roku życia, a nie na ćwoka którym się okazał być. Myślałam, że to kolejny koleś który chce zagadać, ale później gdy wyszłam z baru usłyszałam kłótnie. Stanęłam w cieniu i przyglądałam się całej sytuacji, słyszałam tylko te głośne dźwięki, ale gdy podszedł do nich Malik wszyscy zamilkli.
-A ty naprawdę masz mnie za takiego frajera i dupka?
-Co mam innego sądzić skoro się tak zachowujesz, nie mógłbyś choć o jedną dziesiątą być milszy?
-Po obiedzie musimy iść kupić ci nowe ciuchy skoro masz udawać moją dziewczynę.
-Dlaczego zmieniasz temat?
-Bo tamten mi nie pasuje, a nie będę mówił o czymś co mi się nie podoba.
Po krótkiej wymianie zdań zeszliśmy na obiad, a po posiłku pojechaliśmy do galerii.
-Może przymierzysz to? - chłopak podał mi czarną, skórkową, króciuśką kieckę.
-Słuchaj i przystosuj się do tego zakoduj czy coś tam. Może i mam być twoją dziewczyną ale to nie znaczy, że będę wyglądać jak jakaś dziwka okej? - powiedziałam
-No spoko, to co powiesz na tamte spodenki?
-Już łapiesz, brawo! - chodziliśmy po sklepach około 3 godzin. W życiu jeszcze się tak nie obkupiłam kupiłam dużo czarnych rurek a to z dziurami, a to z wysokim stanem, krótkie spodenki, dużo crop topów, luźnych swetrów, luźnych koszulek, kilka narzut, 3 czy 4 pary martensów, kapelusz, i dużo dużo biżuterii. Ogólnie rzecz biorąc zakupy życia, które kosztowały mnie około 2-3 tysięcy. Tak wiem to bardzo dużo, takie życie w którym chcesz ratować innych.
Po powrocie do domu, byłam kompletnie padnięta jednak Zayn wpadł na genialny pomysł jechania na jakąś domówkę.
-Za jakąś godzinę albo dwie będę gotowa.
-Ile?! - jego oczy mało co nie wyleciały.
-No tak dwie godziny.
-Masz czterdzieści minut, akurat zdążę pojechać do domu i się przebrać, a jak wrócę to masz być gotowa. - nie czekając ani sekundy dłużej zaczęłam się szykować, wysypałam wszystkie nowe ciuchy na podłogę i zaczęłam układać outfity, gdy tylko udało mi się coś wybrać popędziłam do łazienki zrobić jakiś makijaż. Okazało się, że po półgodzinie byłam gotowa. Byłam ubrana dość pospolicie, jedynie zaszalałam z kolczykami, bo ubrałam te "najdroższe" jakie posiadałam. Miałam jeszcze dziesięć minut więc czemu z nich nie skorzystać? Zeszłam na dół, co okazało się być głupim pomysłem, w salonie siedzieli moi rodzice którzy urządzili mi małe przesłuchanie dotyczące jakże uroczego i kochanego Malika - mojego chłopaka.
-To długo się znacie?
-Wystarczająco, żeby się poznać i wiedzieć co myśleć o sobie. - na myśl cisnęło się tylko jedno słowo - PAJAC
-Jak się poznaliście? - gorszego pytania to nie mogli zadać?!
-W mojej pracy.
-Jak myślisz to ten jedyny? - next question, ludzie inny zestaw pytań....
-Sądzę, że tak. - jasne Ali, dalej kłam rodzicom tak świetnie ci to idzie, że szkoda by było jakby ktoś to wszystko spieprzył, a cała historyjka i praca poszłyby się jebać gdzieś w lesie.
-Alison? - rozległ się krzyk dochodzący z korytarza oznaczający, że Malik już jest. Muszę przyznać, że wyglądał bosko. Prosty ale schludny zestaw ubrań bardzo do niego pasuje. W ręce trzymał dżinsową kurtkę. Przynajmniej mój "chłopak" nie wygląda strasznie, no co z pozoru miły.
-To my już pójdziemy. - powiedziałam, widząc że mój tata wręcza coś Zaynowi.
-Bawcie się dobrze - powiedziała mama
-Ale bądźcie rozsądni. - dopowiedział Joseph
-Co on ci dał? - zapytałam chłopaka tuż po opuszczeniu mojej posesji, na co Zen wyciągnął z kieszeni prezerwatywę, a ja zrobiłam tz. face palm
-No co chyba nie chcesz mieć dzieci?
-Chcę. - chłopak pocisnął po hamulcach - ale nie teraz i nie z tobą, spokojnie. - dodałam
Dojechaliśmy na przedmieścia Londynu. Dom przed którym stanęliśmy był dość spory, miał duże podwórko, był zadbany.
-Liam! - rzuciłam się na chłopaka gdy tylko go zobaczyłam
-Alison, co tam słychać? Jak się czujesz po całej tej akcji? - on był taki troskliwy
-Wszystko dobrze, jakoś się trzymam. W akcji jesteś jeszcze fajniejszy, ale zdecydowanie wolę cię bez broni.
-To lepiej ze mną teraz nie rozmawiaj.
-Serio?! Trzymasz przy sobie spluwę? - w momencie się przeraziłam, ale tez zachwyciłam.
-Każdy z nas trzyma ją przy sobie. - spojrzałam po otoczeniu, żeby zlokalizować Zayna, ale moją uwagę przykuła czerwonowłosa kruszynka siedząca w kącie.
-Zaraz przyjdę. - powiedziałam i pokierowałam się w kierunku rudej. Usiadłam obok dziewczyny i nie pytając o przyczynę jej smutku przytuliłam ją. Szukałam Loli, przecież to jej najlepsza przyjaciółka, powinna teraz przy niej być, a gdy znalazłam brunetkę szczęka opadła mi do ziemi. Lola leciała sobie w ślinkę z Harrym. Przytuliłam Cat jeszcze mocniej.
-Możemy stąd iść? Nie chcę na nich patrzeć. - zapytała zapłakana i cała czerwona White
-Tak, pójdziemy na spacer trochę się uspokoisz. - po drodze do wyjścia powiedziałam Liamowi, że wychodzę i żeby powiedział to Zaynowi jakby mnie szukał.
-Dlaczego on mi to zrobił? Nie wystarczałam mu?
-Harry to palant! Nie wie co stracił. Lola też. - pocieszałam Małą, niby jest w moim wieku ale ze względu na swój wzrost jest nazywana przez wszystkich Małą.
Szłyśmy tak jakieś 30 minut gdy nagle z jakiejś ciemnej uliczki wyszedł jakiś facet, nie powiem wystraszyłam się. Ale na szczęście była ze mną Kruszynka, która uderzyła mężczyznę gdy tylko podszedł do nas z tym swoim obleśnym wzrokiem. Wymierzyła mu kilka ciosów i facet który był nieźle zalany został powalony przez 160 cm wzrostu i 47 kilo wagi.
-Ulżyło? - zapytałam
-Trochę, ale czuję się trochę lepiej.
Trafiłyśmy do jakiegoś klubu. Wpuścili nas bez kolejek co było dość fajne, ale to znowu było spowodowane Cat, ochroniarz znał chłopaków i ją jako dziewczynę Harrego więc czemu nie korzystać. To samo było z barmanem. Mam 17 lat i normalnie nawet by mnie tu nie wpuścili, a o alkoholu mogłabym zapomnieć. Nie wiem jakim cudem udało nam się trafić z powrotem do domu Liama. Dalej pamiętam tylko Zayna biorącego mnie na ręce i niosącego mnie do samochodu. Dalej mój film się urwał.
_______________________________
Napisanie tego zajęło mi uwaga uwaga miesiąc. Brawo Crazy!! Jesteś nieodpowiedzialna, zostawiasz bloga i nawet nie informujesz, że cię nie będzie, tak należy mi się opierdziel. Bo miałam tyle wolnego i nawet nie mam wytłumaczenia, bo nie będę mówiła że coś się zepsuło skoro tak nie było. To po prostu z lenistwa. Uznałam że potrzebuję chwili wolnego od myślenia co by tu napisać i takie tam duperele. Ale teraz obiecuję, że nie będzie tak długich przerw, a jeśli już jakaś ma być to was o tym poinformuję. Lost of Love Crazy <33
-Gdzie byłaś przez całą noc młoda damo? - no i tego mi brakowało, w końcu gdy moi rodzice są w domu to muszę im w jakiś sposób podpaść.
-Naprawdę cie to tato interesuje?
-Bardzo. - w sumie to mój tata jest mi obcy, wiem o nim więcej z telewizji niż z życia. Większość życia wychowywały mnie opiekunki, ale gdy podrosłam nawet je mi zabrali. Rodziców znam jako serialowe postacie Klausa i Caroline krwiopijcze bestie, więc trudno jest mi się odnaleźć w sytuacjach "rodzinnych", dlatego próbuję zachowywać się tak jakby nigdy nic, co nie zawsze mi wychodzi.
-No więc byłam u kolegi w szpitalu, bo miał wypadek.
-Ali, zapomniałaś wziąć kurtki z samochodu. - do domu wszedł Zayn
-Dzięki, a teraz możesz iść. - powiedziałam do chłopaka, na co ten jakże wredny osobnik postanowił zapoznać się z moimi rodzicami
-Jestem Zayn, pana wielki fan.
-Miło to słyszeć. Zostaniesz na obiad? Candice miała zrobić kurczaka, a ty wyglądasz mi na takiego, który lubi kurczaka.
-Ale Zayn musi już iść. - powiedziałam, ale chłopak nie dawał za wygraną
-Właściwie to nie muszę, z chęcią zostanę. - odwróciłam się i jak najszybciej pobiegłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami, które po chwili się otworzyły.
-Dlaczego to robisz?! - wrzasnęłam na chłopaka
-Ale co?
-Taki jesteś? Przychodzisz tu i zaprzyjaźniasz się z moim tatą podczas kiedy ja cię nienawidzę. Jesteś samolubny!
-Przepraszam, że przerywam ale nie wiem ile zrobić porcji? - do pokoju weszła moja mama i w samą porę, bo miałam zamiar uderzyć chłopaka.
-Zayn kochanie zjesz 2?. - powiedziałam po kilku sekundach zastanowienia.
-Tak.
-To zrób 3. -oświadczyłam kobiecie, a gdy wyszła znowu zaczęłam wyzywać na Malika, nic nie odpowiadał dopóki nie skończyłam krzyczeć.
-Sama się zgodziłaś udawać moją dziewczynę więc o co ci teraz chodzi?! Było powiedzieć nie.-I wtedy Niall by zginął. Serio Zayn serio? Taki z ciebie bohater? Chyba jak z koziej dupy trąba. Myślisz, że nie wiem dlaczego masz ten zakład i jak to było dokładnie? Masz mnie za taką idiotkę i myślisz, że nie potrafię poskładać kilku rzeczy do kupy? - dopiero w szpitalu poskładałam wszystko w jedność, mówiąc wszystko mam na myśli zdarzenie z przed około 3 miesięcy kiedy to Niall zagadał do mnie w barze, wtedy jeszcze nie wiedziałam kim był, czego chciał ani z kim się zadaje widziałam tylko jakiegoś chłopaka wyglądał na zwykłego faceta około 27 roku życia, a nie na ćwoka którym się okazał być. Myślałam, że to kolejny koleś który chce zagadać, ale później gdy wyszłam z baru usłyszałam kłótnie. Stanęłam w cieniu i przyglądałam się całej sytuacji, słyszałam tylko te głośne dźwięki, ale gdy podszedł do nich Malik wszyscy zamilkli.
-A ty naprawdę masz mnie za takiego frajera i dupka?
-Co mam innego sądzić skoro się tak zachowujesz, nie mógłbyś choć o jedną dziesiątą być milszy?
-Po obiedzie musimy iść kupić ci nowe ciuchy skoro masz udawać moją dziewczynę.
-Dlaczego zmieniasz temat?
-Bo tamten mi nie pasuje, a nie będę mówił o czymś co mi się nie podoba.
Po krótkiej wymianie zdań zeszliśmy na obiad, a po posiłku pojechaliśmy do galerii.
-Może przymierzysz to? - chłopak podał mi czarną, skórkową, króciuśką kieckę.
-Słuchaj i przystosuj się do tego zakoduj czy coś tam. Może i mam być twoją dziewczyną ale to nie znaczy, że będę wyglądać jak jakaś dziwka okej? - powiedziałam
-No spoko, to co powiesz na tamte spodenki?
-Już łapiesz, brawo! - chodziliśmy po sklepach około 3 godzin. W życiu jeszcze się tak nie obkupiłam kupiłam dużo czarnych rurek a to z dziurami, a to z wysokim stanem, krótkie spodenki, dużo crop topów, luźnych swetrów, luźnych koszulek, kilka narzut, 3 czy 4 pary martensów, kapelusz, i dużo dużo biżuterii. Ogólnie rzecz biorąc zakupy życia, które kosztowały mnie około 2-3 tysięcy. Tak wiem to bardzo dużo, takie życie w którym chcesz ratować innych.
Po powrocie do domu, byłam kompletnie padnięta jednak Zayn wpadł na genialny pomysł jechania na jakąś domówkę.
-Za jakąś godzinę albo dwie będę gotowa.
-Ile?! - jego oczy mało co nie wyleciały.
-No tak dwie godziny.
-Masz czterdzieści minut, akurat zdążę pojechać do domu i się przebrać, a jak wrócę to masz być gotowa. - nie czekając ani sekundy dłużej zaczęłam się szykować, wysypałam wszystkie nowe ciuchy na podłogę i zaczęłam układać outfity, gdy tylko udało mi się coś wybrać popędziłam do łazienki zrobić jakiś makijaż. Okazało się, że po półgodzinie byłam gotowa. Byłam ubrana dość pospolicie, jedynie zaszalałam z kolczykami, bo ubrałam te "najdroższe" jakie posiadałam. Miałam jeszcze dziesięć minut więc czemu z nich nie skorzystać? Zeszłam na dół, co okazało się być głupim pomysłem, w salonie siedzieli moi rodzice którzy urządzili mi małe przesłuchanie dotyczące jakże uroczego i kochanego Malika - mojego chłopaka.-To długo się znacie?
-Wystarczająco, żeby się poznać i wiedzieć co myśleć o sobie. - na myśl cisnęło się tylko jedno słowo - PAJAC
-Jak się poznaliście? - gorszego pytania to nie mogli zadać?!
-W mojej pracy.-Jak myślisz to ten jedyny? - next question, ludzie inny zestaw pytań....
-Sądzę, że tak. - jasne Ali, dalej kłam rodzicom tak świetnie ci to idzie, że szkoda by było jakby ktoś to wszystko spieprzył, a cała historyjka i praca poszłyby się jebać gdzieś w lesie.
-Alison? - rozległ się krzyk dochodzący z korytarza oznaczający, że Malik już jest. Muszę przyznać, że wyglądał bosko. Prosty ale schludny zestaw ubrań bardzo do niego pasuje. W ręce trzymał dżinsową kurtkę. Przynajmniej mój "chłopak" nie wygląda strasznie, no co z pozoru miły.
-To my już pójdziemy. - powiedziałam, widząc że mój tata wręcza coś Zaynowi.
-Bawcie się dobrze - powiedziała mama
-Ale bądźcie rozsądni. - dopowiedział Joseph
-Co on ci dał? - zapytałam chłopaka tuż po opuszczeniu mojej posesji, na co Zen wyciągnął z kieszeni prezerwatywę, a ja zrobiłam tz. face palm
-No co chyba nie chcesz mieć dzieci?
-Chcę. - chłopak pocisnął po hamulcach - ale nie teraz i nie z tobą, spokojnie. - dodałam
Dojechaliśmy na przedmieścia Londynu. Dom przed którym stanęliśmy był dość spory, miał duże podwórko, był zadbany.
-Liam! - rzuciłam się na chłopaka gdy tylko go zobaczyłam
-Alison, co tam słychać? Jak się czujesz po całej tej akcji? - on był taki troskliwy
-Wszystko dobrze, jakoś się trzymam. W akcji jesteś jeszcze fajniejszy, ale zdecydowanie wolę cię bez broni.
-To lepiej ze mną teraz nie rozmawiaj.
-Serio?! Trzymasz przy sobie spluwę? - w momencie się przeraziłam, ale tez zachwyciłam.
-Każdy z nas trzyma ją przy sobie. - spojrzałam po otoczeniu, żeby zlokalizować Zayna, ale moją uwagę przykuła czerwonowłosa kruszynka siedząca w kącie.
-Zaraz przyjdę. - powiedziałam i pokierowałam się w kierunku rudej. Usiadłam obok dziewczyny i nie pytając o przyczynę jej smutku przytuliłam ją. Szukałam Loli, przecież to jej najlepsza przyjaciółka, powinna teraz przy niej być, a gdy znalazłam brunetkę szczęka opadła mi do ziemi. Lola leciała sobie w ślinkę z Harrym. Przytuliłam Cat jeszcze mocniej.
-Możemy stąd iść? Nie chcę na nich patrzeć. - zapytała zapłakana i cała czerwona White
-Tak, pójdziemy na spacer trochę się uspokoisz. - po drodze do wyjścia powiedziałam Liamowi, że wychodzę i żeby powiedział to Zaynowi jakby mnie szukał.
-Dlaczego on mi to zrobił? Nie wystarczałam mu?
-Harry to palant! Nie wie co stracił. Lola też. - pocieszałam Małą, niby jest w moim wieku ale ze względu na swój wzrost jest nazywana przez wszystkich Małą.
Szłyśmy tak jakieś 30 minut gdy nagle z jakiejś ciemnej uliczki wyszedł jakiś facet, nie powiem wystraszyłam się. Ale na szczęście była ze mną Kruszynka, która uderzyła mężczyznę gdy tylko podszedł do nas z tym swoim obleśnym wzrokiem. Wymierzyła mu kilka ciosów i facet który był nieźle zalany został powalony przez 160 cm wzrostu i 47 kilo wagi.
-Ulżyło? - zapytałam
-Trochę, ale czuję się trochę lepiej.
Trafiłyśmy do jakiegoś klubu. Wpuścili nas bez kolejek co było dość fajne, ale to znowu było spowodowane Cat, ochroniarz znał chłopaków i ją jako dziewczynę Harrego więc czemu nie korzystać. To samo było z barmanem. Mam 17 lat i normalnie nawet by mnie tu nie wpuścili, a o alkoholu mogłabym zapomnieć. Nie wiem jakim cudem udało nam się trafić z powrotem do domu Liama. Dalej pamiętam tylko Zayna biorącego mnie na ręce i niosącego mnie do samochodu. Dalej mój film się urwał.
_______________________________
Napisanie tego zajęło mi uwaga uwaga miesiąc. Brawo Crazy!! Jesteś nieodpowiedzialna, zostawiasz bloga i nawet nie informujesz, że cię nie będzie, tak należy mi się opierdziel. Bo miałam tyle wolnego i nawet nie mam wytłumaczenia, bo nie będę mówiła że coś się zepsuło skoro tak nie było. To po prostu z lenistwa. Uznałam że potrzebuję chwili wolnego od myślenia co by tu napisać i takie tam duperele. Ale teraz obiecuję, że nie będzie tak długich przerw, a jeśli już jakaś ma być to was o tym poinformuję. Lost of Love Crazy <33
środa, 26 marca 2014
Chapter six
***Perspektywa Nialla***
Jestem na jakimś podwórku. Zaraz pamiętam ten trzepak, taki sam miałem przed swoim rodzinnym domem, w okół rosło dużo drzew, krzaków i było wiele kamienic. Szedłem przed siebie, nagle otarłem się o jakiegoś wyższego i większego chłopaka, a ten spojrzał na mnie z góry i popchnął na beton po czym głupio i zarazem ohydnie zarechotał. Wstałem z ziemi, moja noga była cała we krwi, a ręce były pozdzierane, a mimo to szedłem przed siebie, byłem tak blisko mojego domu. To co tam zastałem było okropne, moi rodzice znów się kłócili. Zaraz, doskonale pamiętam to popołudnie. Okropne popołudnie, wtedy to moja mama została sama ze mną i naszymi problemami, bo ojciec wolał jakąś młodą pannę. Dlaczego jeszcze raz muszę to przeżywać, wszystkie uczucia które wtedy mi towarzyszyły odezwały się. Moje nogi powędrowały do niebieskiego pokoju, trzasnąłem drzwiami, złapałem za gitarę i zacząłem grać. Tylko graniem potrafiłem się uspokoić, kiedyś marzyłem aby zostać gitarzystą, ale wtedy dopadła mnie rzeczywistość. Złapałem za śrubokręt, który leżał na biurku i wyskrobałem na stoliku napis "Jeszcze żyję dlatego, że cię kocham mamo - Niall". Wyszedłem z pokoju i poszedłem do Grega. Zamykając drzwi znalazłem się w innym miejscu, innym wspomnieniu. To dzień kiedy... Szczęśliwy wracałem ze szkoły, nie ważne, że znowu się na mnie wyżywali, radość przepełniała całe 173 centymetrów mojego wzrostu, tylko dlatego że dzisiaj mama wracała z delegacji. Wparowałem do domu, ale nikogo tam nie zastałem. Jako 17 latek potrafiłem się sobą opiekować, ale nadal nie rozumiałem czemu nie ma jeszcze mojej rodzicielki, wyciągnąłem telefon i wybrałem numer mamy, jednak nikt nie odbierał. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Pewnie zapomniała kluczy pomyślałem. Otworzyłem i jakie było moje rozczarowanie, kiedy w drzwiach zamiast kobiety, zastałem policjanta.
-Pan Horan? - zapytał mężczyzna
-Tak, o co chodzi?
-O pańską matkę.
-Ale mamy jeszcze nie ma. - odpowiedziałem nie wiedząc co jest grane
-Wiem. Przepraszam, że powiem to w taki sposób, ale pańska matka nie żyje.
-Słucham? To niemożliwe, ona właśnie wraca do domu z delegacji. Leci tu samolotem.
-Ten samolot rozbił się tuż po starcie. Moje kondolencje, ale musi pan zamieszkać z jakimś opiekunem, bo z tego co wiem mieszkał pan tylko z mamą. - nie chciałem wybuchnąć płaczem na oczach tego kolesia, zatrzasnąłem mu drzwi tuż przed nosem, pobiegłem na górę złapałem za gitarę, ale zamiast na niej grać roztrzaskałem ją. Szybkim krokiem wyszedłem z domu, nie chciałem przebywać w tym miejscu, za bardzo kochałem moją matkę, nie jestem w stanie pomyśleć co ja bez niej zrobię. Ona była moją przyjaciółką, co ja teraz zrobię. Znowu jestem w innym miejscu, tym razem jest to fabryka.
-To powiesz gdzie on jest czy mam to z ciebie wydusić siłą?! - warknąłem na jakiegoś kolesia, poznaję go to Lucas, ze szkoły kiedyś to on się nade mną znęcał, ale role się zmieniły
-Ale ja nie wiem. - wymierzyłem mu siarczysty cios w policzek
-Brawo młody. Wchodzisz wprawę. - pochwalił mnie mój szef... Dean.
Tak właśnie tak zarabiałem, żeby przeżyć, biłem ludzi, byłem dilerem i różne takie.
-Mam to powtórzyć?! - krzyknąłem na chłopaka
-Nie, błagam nie. Słyszałem, że będzie w Grillu o 20. - powiedział przerażony
-Nie było tak od razu? - uderzyłem go jeszcze raz. Stałem się potworem, bicie ludzi i znęcanie się nad nimi zaczęło sprawiać mi przyjemność. Patrzę na to i próbuję to zastopować, ale nie mogę. Krzywdzenie ludzi było kiedyś moim hobby i przychodziło mi tak łatwo.
Kolejne miejsce, jesteśmy w Grillu. Siedzę z Deanem i obserwuję mój kolejny cel, małą bezbronną dziewczynę. Blondynka, zaczytana w jakiejś książce, to ją miałem porwać. Podchodzę, zagaduję.
-Jak masz na imię śliczna?
-Myślisz, że mnie na to wyrwiesz?
-Tak właśnie. Więc?
-Alison Morgan. - Boże miałem porwać Ali! I ja się na to zgodziłem, co jeśli ona to pamięta? Znienawidzi mnie. - a ty?
-Niall Horan.
-Dean to twój kumpel? - teraz mnie powinna zlać od razu.
-Tak, to mój przyjaciel.
-Lepiej sobie pójdę. - zapłaciła, za koktajl który zamówiła i wyszła, nie miałem serca po nią iść, wyglądała na przerażoną, może gdzieś w środku zostało trochę starego Nialla. Wyszedłem z budynku gdzie czekał wkurwiony Winchester, chłopak rzucił się na mnie, zaczął krzyczeć.
-Te Winchester, znajdź sobie kogoś swojej miary! - krzyknął jakiś chłopak, nie widziałem jego twarzy bo stał w cieniu.
-A ty tu czego szukasz?
-Rozrywki, bo znudziło nam się ratować ludzi przed potworem jakim jesteś ty. - teraz wiedziałem, że to Zayn, to on mnie "uratował". - Zostaw go.
-Pod jednym warunkiem. - powiedział Dean - a raczej zakładem, wygraną jest chłoptaś.
-Zgoda. O co chodzi.
-Zakład zacznie się za trzy miesiące. A od tego czasu masz miesiąc na rozkochanie w sobie i przelecenie nie jakiej Alison Morgan. Uda ci się super chłopak jest wolny, nie uda zabiję go. Jasne?!
-Mamy umowę. Horan! Idziemy! - skąd znał moje nazwisko?! Zaraz co Dean mnie zabije?!
Nagle coś gruchnęło, a mnie oślepiło białe światło.
-Jak się czujesz Niall? - zapytała Alison
-Zjadłbym ciasto.
-Zaraz ci trochę przyniosę. Będzie pyszne. - powiedziała i wyszła z sali, a ja odsapnąłem z ulgą, że nie pamięta tamtego wieczoru i tego co dokładnie jej wtedy zaproponowałem.
_____________________________________________
Tak więc, napisałam kolejny rozdział. Może szału nie ma, ale przynajmniej coś jest. Mam teraz mniej nauki więc rozdziały będą pojawiać się częściej. Myślę, że wam się spodobało. 100 całusków Crazy <3
Jestem na jakimś podwórku. Zaraz pamiętam ten trzepak, taki sam miałem przed swoim rodzinnym domem, w okół rosło dużo drzew, krzaków i było wiele kamienic. Szedłem przed siebie, nagle otarłem się o jakiegoś wyższego i większego chłopaka, a ten spojrzał na mnie z góry i popchnął na beton po czym głupio i zarazem ohydnie zarechotał. Wstałem z ziemi, moja noga była cała we krwi, a ręce były pozdzierane, a mimo to szedłem przed siebie, byłem tak blisko mojego domu. To co tam zastałem było okropne, moi rodzice znów się kłócili. Zaraz, doskonale pamiętam to popołudnie. Okropne popołudnie, wtedy to moja mama została sama ze mną i naszymi problemami, bo ojciec wolał jakąś młodą pannę. Dlaczego jeszcze raz muszę to przeżywać, wszystkie uczucia które wtedy mi towarzyszyły odezwały się. Moje nogi powędrowały do niebieskiego pokoju, trzasnąłem drzwiami, złapałem za gitarę i zacząłem grać. Tylko graniem potrafiłem się uspokoić, kiedyś marzyłem aby zostać gitarzystą, ale wtedy dopadła mnie rzeczywistość. Złapałem za śrubokręt, który leżał na biurku i wyskrobałem na stoliku napis "Jeszcze żyję dlatego, że cię kocham mamo - Niall". Wyszedłem z pokoju i poszedłem do Grega. Zamykając drzwi znalazłem się w innym miejscu, innym wspomnieniu. To dzień kiedy... Szczęśliwy wracałem ze szkoły, nie ważne, że znowu się na mnie wyżywali, radość przepełniała całe 173 centymetrów mojego wzrostu, tylko dlatego że dzisiaj mama wracała z delegacji. Wparowałem do domu, ale nikogo tam nie zastałem. Jako 17 latek potrafiłem się sobą opiekować, ale nadal nie rozumiałem czemu nie ma jeszcze mojej rodzicielki, wyciągnąłem telefon i wybrałem numer mamy, jednak nikt nie odbierał. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Pewnie zapomniała kluczy pomyślałem. Otworzyłem i jakie było moje rozczarowanie, kiedy w drzwiach zamiast kobiety, zastałem policjanta.
-Pan Horan? - zapytał mężczyzna
-Tak, o co chodzi?
-O pańską matkę.
-Ale mamy jeszcze nie ma. - odpowiedziałem nie wiedząc co jest grane
-Wiem. Przepraszam, że powiem to w taki sposób, ale pańska matka nie żyje.
-Słucham? To niemożliwe, ona właśnie wraca do domu z delegacji. Leci tu samolotem.
-Ten samolot rozbił się tuż po starcie. Moje kondolencje, ale musi pan zamieszkać z jakimś opiekunem, bo z tego co wiem mieszkał pan tylko z mamą. - nie chciałem wybuchnąć płaczem na oczach tego kolesia, zatrzasnąłem mu drzwi tuż przed nosem, pobiegłem na górę złapałem za gitarę, ale zamiast na niej grać roztrzaskałem ją. Szybkim krokiem wyszedłem z domu, nie chciałem przebywać w tym miejscu, za bardzo kochałem moją matkę, nie jestem w stanie pomyśleć co ja bez niej zrobię. Ona była moją przyjaciółką, co ja teraz zrobię. Znowu jestem w innym miejscu, tym razem jest to fabryka.
-To powiesz gdzie on jest czy mam to z ciebie wydusić siłą?! - warknąłem na jakiegoś kolesia, poznaję go to Lucas, ze szkoły kiedyś to on się nade mną znęcał, ale role się zmieniły
-Ale ja nie wiem. - wymierzyłem mu siarczysty cios w policzek
-Brawo młody. Wchodzisz wprawę. - pochwalił mnie mój szef... Dean.
Tak właśnie tak zarabiałem, żeby przeżyć, biłem ludzi, byłem dilerem i różne takie.
-Mam to powtórzyć?! - krzyknąłem na chłopaka
-Nie, błagam nie. Słyszałem, że będzie w Grillu o 20. - powiedział przerażony
-Nie było tak od razu? - uderzyłem go jeszcze raz. Stałem się potworem, bicie ludzi i znęcanie się nad nimi zaczęło sprawiać mi przyjemność. Patrzę na to i próbuję to zastopować, ale nie mogę. Krzywdzenie ludzi było kiedyś moim hobby i przychodziło mi tak łatwo.
Kolejne miejsce, jesteśmy w Grillu. Siedzę z Deanem i obserwuję mój kolejny cel, małą bezbronną dziewczynę. Blondynka, zaczytana w jakiejś książce, to ją miałem porwać. Podchodzę, zagaduję.
-Jak masz na imię śliczna?
-Myślisz, że mnie na to wyrwiesz?
-Tak właśnie. Więc?
-Alison Morgan. - Boże miałem porwać Ali! I ja się na to zgodziłem, co jeśli ona to pamięta? Znienawidzi mnie. - a ty?
-Niall Horan.
-Dean to twój kumpel? - teraz mnie powinna zlać od razu.
-Tak, to mój przyjaciel.
-Lepiej sobie pójdę. - zapłaciła, za koktajl który zamówiła i wyszła, nie miałem serca po nią iść, wyglądała na przerażoną, może gdzieś w środku zostało trochę starego Nialla. Wyszedłem z budynku gdzie czekał wkurwiony Winchester, chłopak rzucił się na mnie, zaczął krzyczeć.
-Te Winchester, znajdź sobie kogoś swojej miary! - krzyknął jakiś chłopak, nie widziałem jego twarzy bo stał w cieniu.
-A ty tu czego szukasz?
-Rozrywki, bo znudziło nam się ratować ludzi przed potworem jakim jesteś ty. - teraz wiedziałem, że to Zayn, to on mnie "uratował". - Zostaw go.
-Pod jednym warunkiem. - powiedział Dean - a raczej zakładem, wygraną jest chłoptaś.
-Zgoda. O co chodzi.
-Zakład zacznie się za trzy miesiące. A od tego czasu masz miesiąc na rozkochanie w sobie i przelecenie nie jakiej Alison Morgan. Uda ci się super chłopak jest wolny, nie uda zabiję go. Jasne?!
-Mamy umowę. Horan! Idziemy! - skąd znał moje nazwisko?! Zaraz co Dean mnie zabije?!
Nagle coś gruchnęło, a mnie oślepiło białe światło.
-Jak się czujesz Niall? - zapytała Alison
-Zjadłbym ciasto.
-Zaraz ci trochę przyniosę. Będzie pyszne. - powiedziała i wyszła z sali, a ja odsapnąłem z ulgą, że nie pamięta tamtego wieczoru i tego co dokładnie jej wtedy zaproponowałem._____________________________________________
Tak więc, napisałam kolejny rozdział. Może szału nie ma, ale przynajmniej coś jest. Mam teraz mniej nauki więc rozdziały będą pojawiać się częściej. Myślę, że wam się spodobało. 100 całusków Crazy <3
niedziela, 23 lutego 2014
Chapter five
-Co oglądamy? - zapytałam wchodząc do domu
-Horror. Masz w domu popcorn?
-Nie. Zaczekaj tu na mnie i wybierz jakiś film, a ja skoczę do sklepu. - dlaczego ja mu ufałam?
-Spoko. Tylko szybko.
***perspektywa Zayna***
Chwilkę po wyjściu Ali zadzwonił do mnie Dean.
-Halo?
-Gdzie jesteś? - zapytał ochrapniętym głosem chłopak
-U Alison.
-Zaliczasz ją? Czy zdobywasz dla mnie informacje?
-Pracuję nad tym. Wiesz, że wywiążę się z umowy. - Chwilę jeszcze omawialiśmy dalsze warunki umowy, a następnie położyłem swój telefon na stoliku. Wyszedłem przed dom zapalić papierosa, gdy nagle usłyszałem krzyk. Rzucając mój "tlen" pobiegłem w stronę krzyku. Jedyne co zdążyłem zauważyć to czarny samochód, coś w stylu furgonetki Scooby Doo.
***Perspektywa Alison***
Weszłam do sklepu, wzięłam popcorn, jakieś picie po czym zapłaciłam i wyszłam z budynku. Uszłam kilkaset metrów gdy ktoś zaciągnął mnie w ciemną uliczkę. Zaczęłam krzyczeć, dam sobie rękę uciąć, że to sprawka kumpli po fachu Malika. Nie długo po tym poczułam, że coś rozbija mi głowę i w tym momencie urwał mi się film. Obudziłam się przywiązana do krzesła i z chustką na ustach ułożoną tak, abym nie mogła krzyczeć. Poznawałam to miejsce. Był to opuszczony od jakiś 10 lat psychiatryk. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi i zobaczyłam postać jakiegoś mężczyzny. Wiedziałam, kto to. Był to niejaki Castiel Winchester, nie raz widywałam go w barze, w którym pracuję. Chyba jeszcze pracuję. Zastanawiałam się, czego oni mogą ode mnie chcieć. Może okupu, za mnie. Już to widzę, przecież zanim moi rodzice zauważą, że nie ma mnie w domu minie ze 100 lat.
***perspektywa Zayna***
Szybkim krokiem wróciłem do domu Ali, wyłączyłem telewizor, zamknąłem drzwi na klucz i pojechałem do fabryki może tam będzie. Czemu ja się o nią martwię, przecież to tylko łatwa przynęta. Wszedłem do budynku, ale nie zastałem tam nikogo po za Hanem.
-Wstawaj. - szturchnąłem chłopaka
-Co się dzieje? - wymamrotał zaspany
-Musisz mi pomóc. - jednak chłopak nic nie odpowiedział, tylko odwrócił głowę w przeciwnym kierunku - Chodzi o Alison.
-Co jej jest?! - rozkułem go, z kajdanek, które przez cały pobyt miał na sobie. Nagle poczułem wibracje, odebrałem telefon
-Zmieniłem zdanie, to ja ją przelecę. -w słuchawce, usłyszałem głos Kita, był to wspólnik Deana.
-Nie zależy mi na niej. - po wypowiedzianym zdaniu spojrzałem na Newtlera, który wprost zabijał mnie w myślach
-Zbieraj się, jedziemy do psychiatryka. - zakładam, że są właśnie tam. Jechali tam jakieś 20 minut, a w promieniu 20 minut jazdy, z opuszczonych miejsc w których jest takie wielkie echo jednym jest fabryka, a drugim psychiatryk. Potrzebuję wsparcia.
-Czerwony alarm. - wypowiedziałem te dwa nie skomplikowane słowa do słuchawki telefonu, po którego drugiej stronie stał mój przyjaciel Niall
Czekaliśmy na Nialla góra 15 minut. Przyjechał z całym sprzętem.
-Umiesz się tym posługiwać? Pomachałem Hanowi przed nosem pistoletem.
-Chciałem być gliną. - wręczyłem mu spluwę, poszliśmy do samochodów, a następnie skierowaliśmy się do psychiatryka. Po drodze opowiedziałem Niallowi, dlaczego Ali tam trafiła, że próbuję, pomóc mu z wykręcenia się z umowy, z czego nie był zadowolony.
Dotarliśmy na miejsce, wparowaliśmy do budynku i jak się okazało, reszta moich przyjaciół też tam była, nie obyło się bez strzelaniny, Niall dostał w ramię. Po "odbiciu" Alis pojechaliśmy na pogotowie. Niall ciągle mówił, że nie czuje ramienia.
-Mój kolega nie czuje ramienia, został postrzelony. - powiedziałem pierwszej lepszej pielęgniarce, a za chwilę zbiegło się kolejnych pięciu lekarzy. Wzięli chłopaka na ostry dyżur. Kazali nam czekać. Siedziałem przed salą operacyjną jak na szpilkach. Denerwowałem się cholernie o tego blondasa, był dla mnie jak młodszy brat. Może i miał te dziewiętnaście lat, ale w sumie to ja byłem za wszystko odpowiedzialny. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie.
-Zayn, uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Da sobie radę, wyjdzie z tego. - pocieszał mnie Louis
Z sali wyszedł jakiś lekarz, a ja momentalnie się obok niego znalazłem.
-Wszystko z nim w porządku? Wyjdzie z tego? - jednak mężczyzna pokiwał tylko głową, mruknął, że nie może udzielić mi żadnych informacji i poszedł w kierunku kolejnych drzwi. Mój mózg eksplodował, nie wiedziałem co się dzieje. Usłyszałem głośne pikanie jakichś maszyn, na salę operacyjną wbiegło z prędkością światła z siedmiu lekarzy. Teraz to kompletnie nie wiedziałem co robić. Widziałem Lolę, która płakała, a Cat i Ali próbowały ją pocieszyć. Marzyłem o tym, żeby móc cofnąć się w czasie, i choć nie jestem wierzący błagałem Boga, żeby Niall z tego wyszedł.
***3 godziny później***
Po długim oczekiwaniu, wyszedł lekarz "główny", ten który operował Nialla.
-Wasz kolega jest w bardzo złym stanie. Mam złą wiadomość. - żołądek podszedł mi do gardła, nie mogłem wydusić z siebie ani słowa - kula którą został postrzelony, nie należała do najnowszych, wdała się infekcja, a my nie byliśmy w stanie usunąć jej w 100%, więc przykro mi to mówić, ale pan Horan może nie przeżyć tej nocy. - wszyscy zamarliśmy, łzy aż cisnęły się do wyjścia, ale nie mogłem zacząć płakać, to nie w moim stylu.
-Możemy z nim posiedzieć? - zapytał Liam
-Nie wszyscy na raz. Pan Horan jest naprawdę wycieńczony, i jeszcze przez chwilę może nie kontaktować. - powiedział i poszedł w swoim kierunku.
-Zrobimy warty jest nas ośmiu, więc w jednej grupie będą cztery osoby, chyba, że chcecie . - powiedział Harry - to kto chce mieć pierwszą zmianę?
-Może ja i Lola? - na pierwszy ogień poszedł Louis
-To później Cat i ty. A ja, Liam, Han i Alison będziemy na końcu. - powiedziałem
-Jest północ, więc Louis i Lola będą tu dwie godziny, później przyjdzie Harry i Cat i też posiedzą dwie godziny, a na koniec przyjdziemy my i będziemy siedzieć do rana, damy radę bo jest nas najwięcej. - wyznaczyła Alison. - Gdyby coś się działo dzwońcie, aż odbierzemy, albo odrzucimy połączenie. Jasne? - wszyscy zgodnie przytaknęli głową.
Na czas gdy inni mieli "czuwanie" w szpitalu my zwinęliśmy się do Ali, bo to jej dom był najbliżej. Jakoś nie mogłem zasnąć. Poszedłem do kuchni zaparzyć sobie kawy. Z gorącym napojem wyszedłem przed dom. Obwiniałem się, za to co spotkało Nialla. Wyciągnąłem paczkę papierosów i zapaliłem jednego z nich. Obiecuję, że jak dorwę tego gnojka, który go postrzelił, sam przeszyję mu ramię kulą, ale tym razem on nie będzie miał szczęścia i do szpitala nawet nie dojedzie. Wszedłem do domu, na kanapie spał Han przytulony do Alison i Liam na podłodze. Dochodziła czwarta, więc pomału zacząłem budzić towarzystwo. Gdy dojechaliśmy na miejsce, Harry i Cat właśnie szykowali się do wyjścia. Dowiedzieliśmy się, że Niall odzyskał na chwilę przytomność, a później zasnął. Weszliśmy do sali numer 17, każdy wybrał sobie jakieś miejsce do siedzenia. I tak czuwaliśmy przy Niallu.
***perspektywa Alison***
Usiadłam obok Hana, tak się cieszyłam że w końcu tu jest. Że mogę się do niego przytulić. Przez pierwsze pół godziny, wszyscy siedzieli cicho. Nagle odezwał się Zayn.
-Sory Han, za tamtą akcję w barze.
-Jasne, było minęło. - i on mu tak po prostu odpuszcza? nie jestem fanką zemsty, ale tak od razu wybaczenie?
-Alison...
-Nawet się do mnie nie odzywaj dupku. - warknęłam na chłopaka
-Możemy na chwilę wyjść?- gdy tylko zaleźliśmy się na parkingu zaczął mówić -Nie jestem dupkiem. Chciałem cię przeprosić, a ty na mnie zaczynasz krzyczeć, co ja ci zrobiłem?
-Od czego mam zacząć? Może od tego, że porwałeś i pobiłeś mojego przyjaciela, później traktowałeś jak zabawkę. Zobacz w co się przez ciebie zamieniłam. Palę, piję. To wszystko twoja wina! - krzyczałam na chłopaka
-Nikt cię do tego nie zmuszał, piłaś i paliłaś z własnej woli.
-Specjalnie przyszedłeś do baru, po tą pieprzoną kawę, miałeś ukartowany cały plan. Tylko po cholerę ja w nim jestem?! Jestem jednym z klocków? A może tylko kolejną panną do zaliczenia? Możesz mi powiedzieć prawdę? Bardziej nienawidzić cię już nie będę.
-To wszystko zakład, a ty jesteś jego częścią, tak samo jak Niall.
-Ty pieprzony dupku! Spójrz gdzie wylądował twój przyjaciel przez twój pajacowaty zakład. Samolubny dupku! Przez ciebie omal nie umarł Han, a ja otarłam się o śmierć. Taki jest twój zakład, to gratuluję. Ciekawe co powie Niall, o ile przeżyje. Jak można się zakładać, narażając życie innych ludzi?! - wrzeszczałam przez łzy
-Zakład jest o to, że jeśli cie w sobie rozkocham, umowa Nialla w interesach z Deanem będzie nieważna.
-Kto to do cholery jest Dean?!
-Po śmierci mamy, Niall wpakował się w interesy z Deanem. Dean jest dillerem dosłownie wszystkiego. - widziałam jak boli go to, że musi o tym mówić.
-Czyli, że jeśli będę udawać zakochaną na zabój w tobie, pomogę sobie, Hanowi i Niallowi?
-Tak.
-Zgoda. - powiedziałam, bez dłuższego namysłu. Już nie ufam Malikowi, tak jak wieczorem. Teraz dbam tylko o siebie i Hana. Zayn, jest kompletnym dupkiem, z którym mam nadzieję już za nie długo zerwę jakikolwiek kontakt.
__________________________________________
Haa, mamy rozdział piąty. Jest dość długi i mi się podoba. Mam nadzieję, że wam także. Info o dodawaniu rozdziałów : na razie mam bardzo dużo nauki, ale gdy tylko się poluźni rozdziały będą pojawiały się częściej. A jak na razie mam taki plan, żeby jeden rozdział pojawiał się tu w piątek, w sobotę na moim drugim blogu---->klik, a w niedzielę, lub inny dzień tygodnia na jeszcze innym blogu ----> klik. Tak więc zamierzam się tego trzymać już od tego tygodnia. Kocham Was mocno <33 CrazyMofo301
-Horror. Masz w domu popcorn?
-Nie. Zaczekaj tu na mnie i wybierz jakiś film, a ja skoczę do sklepu. - dlaczego ja mu ufałam?
-Spoko. Tylko szybko.
***perspektywa Zayna***
Chwilkę po wyjściu Ali zadzwonił do mnie Dean.
-Halo?
-Gdzie jesteś? - zapytał ochrapniętym głosem chłopak
-U Alison.
-Zaliczasz ją? Czy zdobywasz dla mnie informacje?
-Pracuję nad tym. Wiesz, że wywiążę się z umowy. - Chwilę jeszcze omawialiśmy dalsze warunki umowy, a następnie położyłem swój telefon na stoliku. Wyszedłem przed dom zapalić papierosa, gdy nagle usłyszałem krzyk. Rzucając mój "tlen" pobiegłem w stronę krzyku. Jedyne co zdążyłem zauważyć to czarny samochód, coś w stylu furgonetki Scooby Doo.
***Perspektywa Alison***
Weszłam do sklepu, wzięłam popcorn, jakieś picie po czym zapłaciłam i wyszłam z budynku. Uszłam kilkaset metrów gdy ktoś zaciągnął mnie w ciemną uliczkę. Zaczęłam krzyczeć, dam sobie rękę uciąć, że to sprawka kumpli po fachu Malika. Nie długo po tym poczułam, że coś rozbija mi głowę i w tym momencie urwał mi się film. Obudziłam się przywiązana do krzesła i z chustką na ustach ułożoną tak, abym nie mogła krzyczeć. Poznawałam to miejsce. Był to opuszczony od jakiś 10 lat psychiatryk. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi i zobaczyłam postać jakiegoś mężczyzny. Wiedziałam, kto to. Był to niejaki Castiel Winchester, nie raz widywałam go w barze, w którym pracuję. Chyba jeszcze pracuję. Zastanawiałam się, czego oni mogą ode mnie chcieć. Może okupu, za mnie. Już to widzę, przecież zanim moi rodzice zauważą, że nie ma mnie w domu minie ze 100 lat.
***perspektywa Zayna***
Szybkim krokiem wróciłem do domu Ali, wyłączyłem telewizor, zamknąłem drzwi na klucz i pojechałem do fabryki może tam będzie. Czemu ja się o nią martwię, przecież to tylko łatwa przynęta. Wszedłem do budynku, ale nie zastałem tam nikogo po za Hanem.
-Wstawaj. - szturchnąłem chłopaka
-Co się dzieje? - wymamrotał zaspany
-Musisz mi pomóc. - jednak chłopak nic nie odpowiedział, tylko odwrócił głowę w przeciwnym kierunku - Chodzi o Alison.
-Co jej jest?! - rozkułem go, z kajdanek, które przez cały pobyt miał na sobie. Nagle poczułem wibracje, odebrałem telefon
-Zmieniłem zdanie, to ja ją przelecę. -w słuchawce, usłyszałem głos Kita, był to wspólnik Deana.
-Nie zależy mi na niej. - po wypowiedzianym zdaniu spojrzałem na Newtlera, który wprost zabijał mnie w myślach
-Zbieraj się, jedziemy do psychiatryka. - zakładam, że są właśnie tam. Jechali tam jakieś 20 minut, a w promieniu 20 minut jazdy, z opuszczonych miejsc w których jest takie wielkie echo jednym jest fabryka, a drugim psychiatryk. Potrzebuję wsparcia.
-Czerwony alarm. - wypowiedziałem te dwa nie skomplikowane słowa do słuchawki telefonu, po którego drugiej stronie stał mój przyjaciel Niall
Czekaliśmy na Nialla góra 15 minut. Przyjechał z całym sprzętem.
-Umiesz się tym posługiwać? Pomachałem Hanowi przed nosem pistoletem.
-Chciałem być gliną. - wręczyłem mu spluwę, poszliśmy do samochodów, a następnie skierowaliśmy się do psychiatryka. Po drodze opowiedziałem Niallowi, dlaczego Ali tam trafiła, że próbuję, pomóc mu z wykręcenia się z umowy, z czego nie był zadowolony.
Dotarliśmy na miejsce, wparowaliśmy do budynku i jak się okazało, reszta moich przyjaciół też tam była, nie obyło się bez strzelaniny, Niall dostał w ramię. Po "odbiciu" Alis pojechaliśmy na pogotowie. Niall ciągle mówił, że nie czuje ramienia.
-Mój kolega nie czuje ramienia, został postrzelony. - powiedziałem pierwszej lepszej pielęgniarce, a za chwilę zbiegło się kolejnych pięciu lekarzy. Wzięli chłopaka na ostry dyżur. Kazali nam czekać. Siedziałem przed salą operacyjną jak na szpilkach. Denerwowałem się cholernie o tego blondasa, był dla mnie jak młodszy brat. Może i miał te dziewiętnaście lat, ale w sumie to ja byłem za wszystko odpowiedzialny. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie.
-Zayn, uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Da sobie radę, wyjdzie z tego. - pocieszał mnie Louis
Z sali wyszedł jakiś lekarz, a ja momentalnie się obok niego znalazłem.
-Wszystko z nim w porządku? Wyjdzie z tego? - jednak mężczyzna pokiwał tylko głową, mruknął, że nie może udzielić mi żadnych informacji i poszedł w kierunku kolejnych drzwi. Mój mózg eksplodował, nie wiedziałem co się dzieje. Usłyszałem głośne pikanie jakichś maszyn, na salę operacyjną wbiegło z prędkością światła z siedmiu lekarzy. Teraz to kompletnie nie wiedziałem co robić. Widziałem Lolę, która płakała, a Cat i Ali próbowały ją pocieszyć. Marzyłem o tym, żeby móc cofnąć się w czasie, i choć nie jestem wierzący błagałem Boga, żeby Niall z tego wyszedł.
***3 godziny później***
Po długim oczekiwaniu, wyszedł lekarz "główny", ten który operował Nialla.
-Wasz kolega jest w bardzo złym stanie. Mam złą wiadomość. - żołądek podszedł mi do gardła, nie mogłem wydusić z siebie ani słowa - kula którą został postrzelony, nie należała do najnowszych, wdała się infekcja, a my nie byliśmy w stanie usunąć jej w 100%, więc przykro mi to mówić, ale pan Horan może nie przeżyć tej nocy. - wszyscy zamarliśmy, łzy aż cisnęły się do wyjścia, ale nie mogłem zacząć płakać, to nie w moim stylu.
-Możemy z nim posiedzieć? - zapytał Liam
-Nie wszyscy na raz. Pan Horan jest naprawdę wycieńczony, i jeszcze przez chwilę może nie kontaktować. - powiedział i poszedł w swoim kierunku.
-Zrobimy warty jest nas ośmiu, więc w jednej grupie będą cztery osoby, chyba, że chcecie . - powiedział Harry - to kto chce mieć pierwszą zmianę?
-Może ja i Lola? - na pierwszy ogień poszedł Louis
-To później Cat i ty. A ja, Liam, Han i Alison będziemy na końcu. - powiedziałem
-Jest północ, więc Louis i Lola będą tu dwie godziny, później przyjdzie Harry i Cat i też posiedzą dwie godziny, a na koniec przyjdziemy my i będziemy siedzieć do rana, damy radę bo jest nas najwięcej. - wyznaczyła Alison. - Gdyby coś się działo dzwońcie, aż odbierzemy, albo odrzucimy połączenie. Jasne? - wszyscy zgodnie przytaknęli głową.
Na czas gdy inni mieli "czuwanie" w szpitalu my zwinęliśmy się do Ali, bo to jej dom był najbliżej. Jakoś nie mogłem zasnąć. Poszedłem do kuchni zaparzyć sobie kawy. Z gorącym napojem wyszedłem przed dom. Obwiniałem się, za to co spotkało Nialla. Wyciągnąłem paczkę papierosów i zapaliłem jednego z nich. Obiecuję, że jak dorwę tego gnojka, który go postrzelił, sam przeszyję mu ramię kulą, ale tym razem on nie będzie miał szczęścia i do szpitala nawet nie dojedzie. Wszedłem do domu, na kanapie spał Han przytulony do Alison i Liam na podłodze. Dochodziła czwarta, więc pomału zacząłem budzić towarzystwo. Gdy dojechaliśmy na miejsce, Harry i Cat właśnie szykowali się do wyjścia. Dowiedzieliśmy się, że Niall odzyskał na chwilę przytomność, a później zasnął. Weszliśmy do sali numer 17, każdy wybrał sobie jakieś miejsce do siedzenia. I tak czuwaliśmy przy Niallu.
***perspektywa Alison***
Usiadłam obok Hana, tak się cieszyłam że w końcu tu jest. Że mogę się do niego przytulić. Przez pierwsze pół godziny, wszyscy siedzieli cicho. Nagle odezwał się Zayn.
-Sory Han, za tamtą akcję w barze.
-Jasne, było minęło. - i on mu tak po prostu odpuszcza? nie jestem fanką zemsty, ale tak od razu wybaczenie?
-Alison...
-Nawet się do mnie nie odzywaj dupku. - warknęłam na chłopaka
-Możemy na chwilę wyjść?- gdy tylko zaleźliśmy się na parkingu zaczął mówić -Nie jestem dupkiem. Chciałem cię przeprosić, a ty na mnie zaczynasz krzyczeć, co ja ci zrobiłem?
-Od czego mam zacząć? Może od tego, że porwałeś i pobiłeś mojego przyjaciela, później traktowałeś jak zabawkę. Zobacz w co się przez ciebie zamieniłam. Palę, piję. To wszystko twoja wina! - krzyczałam na chłopaka
-Nikt cię do tego nie zmuszał, piłaś i paliłaś z własnej woli.
-Specjalnie przyszedłeś do baru, po tą pieprzoną kawę, miałeś ukartowany cały plan. Tylko po cholerę ja w nim jestem?! Jestem jednym z klocków? A może tylko kolejną panną do zaliczenia? Możesz mi powiedzieć prawdę? Bardziej nienawidzić cię już nie będę.
-To wszystko zakład, a ty jesteś jego częścią, tak samo jak Niall.
-Ty pieprzony dupku! Spójrz gdzie wylądował twój przyjaciel przez twój pajacowaty zakład. Samolubny dupku! Przez ciebie omal nie umarł Han, a ja otarłam się o śmierć. Taki jest twój zakład, to gratuluję. Ciekawe co powie Niall, o ile przeżyje. Jak można się zakładać, narażając życie innych ludzi?! - wrzeszczałam przez łzy
-Zakład jest o to, że jeśli cie w sobie rozkocham, umowa Nialla w interesach z Deanem będzie nieważna.
-Kto to do cholery jest Dean?!
-Po śmierci mamy, Niall wpakował się w interesy z Deanem. Dean jest dillerem dosłownie wszystkiego. - widziałam jak boli go to, że musi o tym mówić.
-Czyli, że jeśli będę udawać zakochaną na zabój w tobie, pomogę sobie, Hanowi i Niallowi?
-Tak.
-Zgoda. - powiedziałam, bez dłuższego namysłu. Już nie ufam Malikowi, tak jak wieczorem. Teraz dbam tylko o siebie i Hana. Zayn, jest kompletnym dupkiem, z którym mam nadzieję już za nie długo zerwę jakikolwiek kontakt.
__________________________________________
Haa, mamy rozdział piąty. Jest dość długi i mi się podoba. Mam nadzieję, że wam także. Info o dodawaniu rozdziałów : na razie mam bardzo dużo nauki, ale gdy tylko się poluźni rozdziały będą pojawiały się częściej. A jak na razie mam taki plan, żeby jeden rozdział pojawiał się tu w piątek, w sobotę na moim drugim blogu---->klik, a w niedzielę, lub inny dzień tygodnia na jeszcze innym blogu ----> klik. Tak więc zamierzam się tego trzymać już od tego tygodnia. Kocham Was mocno <33 CrazyMofo301
piątek, 24 stycznia 2014
Chapter four
Obudził mnie charakterystyczny zapach jajecznicy, leniwie spojrzałam na zegarek i dosłownie wyskoczyłam z łóżka. Znowu się spóźnię! Sięgnęłam do szafy po jakieś ubrania adekwatne do pogody która z resztą była piękna. Świeciło piękne słońce, a niebo było bezchmurne. Weszłam do łazienki ogarnęłam włosy i zrobiłam makijaż. Szybkim krokiem zeszłam do kuchni z której wydobywał się nie ziemski zapach świętego jajka z cebulą.
-Hej dobrze spałaś? - dobiegł mnie melodyjny głos Liama. W ogóle nie wiem skąd on się tu wziął.
-Wyspałam się za wszystkie czasy.
-Siadaj zrobiłem jajecznicę. Nie masz nic przeciwko że się już rozgościłem?
-Nie wręcz przeciwnie. - uśmiechnęłam się do chłopka.
-Nie obraź się, ale masz cholernie niewygodny fotel.
-Mogłeś spać na podłodze. - wytknęłam do niego język. - Wcale nie jesteś taki jak Zayn. Dlaczego się z nim zadajesz. - powiedziałam biorąc kolejnego kęsa.
-To mój przyjaciel, pomógł mi kiedy tego potrzebowałem. Był bezinteresowny w stosunku do mnie. Znam go lepiej niż ktokolwiek inny. - niestety nasza rozmowa została przerwana przez Malika, który tak po prostu sobie wszedł.
-Co ty tu robisz?! - wrzasnął na Liama.
-Je śniadanie nie widzisz tępaku?! - wyrwałam się.
-Słucham?! Co ty powiedziałaś?!
-Nie dość, że bezczelny to jeszcze głuchy.
-Nie pyskuj, bo ci się dostanie. - w tym momencie Liam "przykrył" mnie swoim ciałem tak jakby chciał mnie schować.
-Jednak, go tak dobrze nie znam. Nie bój się nic ci nie zrobi - szepnął mi na ucho.
-A teraz idź się przebrać mała.
-Nie mów mi co mam robić.
-Czyli, że już nie zależy ci na twoim chłoptasiu? - mało brakowało, a bym się na niego rzuciła
-Czego ty od niego chcesz?! Co ci zrobił?
-Nie musisz tego wiedzieć, a teraz idź założyć coś krótkiego, obcisłego i seksi.
-Możesz pomarzyć. - biegiem poszłam do garderoby, zahaczając o łazienkę taty z której zabrałam jedną z jego żyletek.
***Perspektywa Liama***
-Stary co ona ci zrobiła? Coś się na nią tak uparł? Nie widzisz, że ona cierpi? - zadawałem pytania
-Luzuj brachu.
-Nie! Kurwa nie żadne luzuj! Odpuść jej trochę nie widzisz, że się boi?!
-Jakie boi? Zachowuję się tak przy każdej.
-Tylko, że jej to nie bawi, ani nie kręci.
-Skąd możesz to wiedzieć?!
-Bo wczoraj płakała. Co zamierzasz zrobić z tym Hanem?
-Nic specjalnego. Tylko spełniam zlecenie.
-Kogo? - spytałem ciekawy
-Nie mogę powiedzieć. Ale musisz mi pomóc z Alison.
-W czym?
-Nie może się tak opierać, bo wszystko zepsuje. Wiesz o co mi chodzi. - dobrze wiedziałem co na myśli ma Zayn, ten cholerny zakład.
-To jaki mamy plan?
-Bądź tym dobrym przyjacielem. Umowa stoi?
-Jasne. Dla braci wszystko.
***Perspektywa Zayna***
Muszę mu pomóc wykręcić się z umowy. Dlatego mam ten głupi zakład z Deanem, szkoda tylko, że kosztem tej dziewczyny. Nie jestem taki jak sobie wyobraża. Muszę grać, wcielić się w postać, którą znienawidzi.
***Perspektywa Alison***
Weszłam do swojej łazienki stanęłam przed lustrem, wyjęłam kosmetyki i zrobiłam jak dla mnie bardzo mocny makijaż.
-Hej dobrze spałaś? - dobiegł mnie melodyjny głos Liama. W ogóle nie wiem skąd on się tu wziął.
-Wyspałam się za wszystkie czasy.
-Siadaj zrobiłem jajecznicę. Nie masz nic przeciwko że się już rozgościłem?
-Nie wręcz przeciwnie. - uśmiechnęłam się do chłopka.
-Nie obraź się, ale masz cholernie niewygodny fotel.
-Mogłeś spać na podłodze. - wytknęłam do niego język. - Wcale nie jesteś taki jak Zayn. Dlaczego się z nim zadajesz. - powiedziałam biorąc kolejnego kęsa.
-To mój przyjaciel, pomógł mi kiedy tego potrzebowałem. Był bezinteresowny w stosunku do mnie. Znam go lepiej niż ktokolwiek inny. - niestety nasza rozmowa została przerwana przez Malika, który tak po prostu sobie wszedł.
-Co ty tu robisz?! - wrzasnął na Liama.
-Je śniadanie nie widzisz tępaku?! - wyrwałam się.
-Słucham?! Co ty powiedziałaś?!
-Nie dość, że bezczelny to jeszcze głuchy.
-Nie pyskuj, bo ci się dostanie. - w tym momencie Liam "przykrył" mnie swoim ciałem tak jakby chciał mnie schować.
-Jednak, go tak dobrze nie znam. Nie bój się nic ci nie zrobi - szepnął mi na ucho.
-A teraz idź się przebrać mała.
-Nie mów mi co mam robić.
-Czyli, że już nie zależy ci na twoim chłoptasiu? - mało brakowało, a bym się na niego rzuciła
-Czego ty od niego chcesz?! Co ci zrobił?
-Nie musisz tego wiedzieć, a teraz idź założyć coś krótkiego, obcisłego i seksi.
-Możesz pomarzyć. - biegiem poszłam do garderoby, zahaczając o łazienkę taty z której zabrałam jedną z jego żyletek.
***Perspektywa Liama***
-Stary co ona ci zrobiła? Coś się na nią tak uparł? Nie widzisz, że ona cierpi? - zadawałem pytania
-Luzuj brachu.
-Nie! Kurwa nie żadne luzuj! Odpuść jej trochę nie widzisz, że się boi?!
-Jakie boi? Zachowuję się tak przy każdej.
-Tylko, że jej to nie bawi, ani nie kręci.
-Skąd możesz to wiedzieć?!
-Bo wczoraj płakała. Co zamierzasz zrobić z tym Hanem?
-Nic specjalnego. Tylko spełniam zlecenie.
-Kogo? - spytałem ciekawy
-Nie mogę powiedzieć. Ale musisz mi pomóc z Alison.
-W czym?
-Nie może się tak opierać, bo wszystko zepsuje. Wiesz o co mi chodzi. - dobrze wiedziałem co na myśli ma Zayn, ten cholerny zakład.
-To jaki mamy plan?
-Bądź tym dobrym przyjacielem. Umowa stoi?
-Jasne. Dla braci wszystko.
***Perspektywa Zayna***
Muszę mu pomóc wykręcić się z umowy. Dlatego mam ten głupi zakład z Deanem, szkoda tylko, że kosztem tej dziewczyny. Nie jestem taki jak sobie wyobraża. Muszę grać, wcielić się w postać, którą znienawidzi.
***Perspektywa Alison***
Weszłam do swojej łazienki stanęłam przed lustrem, wyjęłam kosmetyki i zrobiłam jak dla mnie bardzo mocny makijaż.
Założyłam wcześniej przygotowany strój i prawie byłam gotowa.
Podniosłam błyszczące ostrze i kurczowo trzymając je w palcach zrobiłam pierwsze nacięcie nad nadgarstkiem, zawsze robiłam to trochę dalej od żył, aby mieć wymówkę, że zacięłam się przypadkiem nożem. Spływającą po dłoni krew delikatnie wytarłam ręcznikiem następnie przykleiłam plaster i założyłam czarną grubą bransoletkę. Zeszłam po schodach gdzie czekał Zayn z Liamem.
-Widzę, że posłuchałaś. - powiedział Mulat
-Bo chcę odzyskać przyjaciela. Idziemy? - chłopki pośpiesznie zmierzyli do drzwi i wyszli. Przez głowę przemknął mi pomysł, żeby zatrzasnąć drzwi, ale wiedziałam że źle się to skończy.
-Gdzie my tak w ogóle idziemy?
-Ja do domu. - odparł Liam, a ja posłałam mu spojrzenie typu "Jak cię dorwę to zabiję!". Dobrze wiedział, że się boję Malika.
-Rozumiem. Zayn? - spojrzałam na chłopaka wyjmującego paczkę papierosów. Palił te same co Payne, uznałam że i ja zapalę więc wyciągnęłam rękę w stronę chłopaka. -Nie chciał być mi dać jednego?
-Wczoraj mówiłaś, że to trucizna i inne pierdoły, a teraz sama chcesz?
-Ludzie się zmieniają. - nie czekając dłużej wzięłam jednego szluga i pomaszerowałam w stronę czarnego samochodu mojego dzisiejszego towarzysza. Nie musiałam długo czekać kiedy wszedł do auta i ruszył z piskiem opon w bliżej nie znanym mi kierunku.
-Może mnie oświecisz i powiesz gdzie jedziemy? - przerwałam panującą ciszę
-Zakładam, że będzie milej jak zobaczysz przyjaciela więc...
-Zabierasz mnie do Hana?
-Ta, ale później idziemy do klubu. Na marginesie lubię sprośne zabawy.
-Do sprośnych zabaw weź sobie dmuchaną Violę, albo inną dziewczynę.
-Pyskata jesteś. Lubię takie.
-Jeśli już mam być twoją "lalą" to odpowiedz mi na jedno pytanie, ale bez bulwersów
-Wiesz chyba wolałem, jak się do mnie nie odzywasz. Ale słucham?
-Dlaczego akurat ja i Han?
-Bo miałem taki kaprys. - odpowiedział sarkastycznie
-Jesteś świnią. - nie chciałam na niego patrzeć, najchętniej wyskoczyłabym z tego samochodu byle tylko nie patrzeć na tego debila. Gdyby nie fakt, że zabiera mnie do przyjaciela dawno bym zaczęła go wyzywać, ale wtedy mógłby się rozmyślić, więc jedyne co mi zostało to przeklinać w myślach. Malik zjechał w jakąś ciasną, ciemną jednokierunkową uliczkę i zatrzymał się przy jakiejś fabryce.
-Wysiadaj. - jak powiedział tak zrobiłam szłam za nim ostrożnie przez myśli przebiegł mi pomysł, żeby zawrócić, ale po co skoro i tak wie gdzie mieszkam. Weszliśmy do budynku szliśmy pomiędzy regałami, pudłami, i różnymi zardzewiałymi maszynami. Sądzę, że była to fabryka lodów. Weszliśmy do wielkiej pustej hali. To co tam zobaczyłam przerosło mnie, na środku leżał Han, cały poobijany z rozciętą wargą, zakrwawionym nosem. Nie wytrzymałam tego widoku i rzuciłam się na Zayna z pięściami.
-Jak mogłeś?! Jesteś nic nie wartym dupkiem! Po cholerę mnie tu przywiozłeś czy to ci daje satysfakcję?! Dupek! -krzyczałam, jednak on nic sobie z tego nie robił
-A..Ali? - wymamrotał Newtler
-Han?! Nic ci nie jest? Obiecuję ci, wyciągnę cię stąd. Obiecuję. - mówiłam przez słone łzy
-Ali, nie rób nic czego byś miała żałować. Nie jestem tego wart.
-Zwariowałeś, dla ciebie dałabym się pokroić. Coś wymyślę. - długo jeszcze siedziałam z Hanem widziałam, że Zayn wyszedł. Modliłam się, żeby coś mu się tam stało, choć nie jestem mściwa bardzo chciałam, żeby w tej chwili coś go rozjechało.
-Przyniosłem koc. - powiedział Mulat, czyżby on miał serce? - A teraz musimy się zbierać.
-Jeśli przywieziesz mnie tu jutro, może nie będziesz musiał używać Violi. Idziesz na taki układ? - zapytałam, dla Hana zrobię wszystko nawet się prześpię z Zaynem
-Chodź już. - gdy wsiedliśmy do samochodu chłopak ponownie zabrał głos - Przywiozę cię jutro, ale jak pojedziemy teraz do ciebie i obejrzymy jakiś film. Jakoś przeszła mi ochota na imprezy i sprośne zabawy. - że coo? naprawdę zastanawiam się nad możliwością, że Malik ma serce.
______________________________________________
Hejoł! Tak więc pojawił się już 4 rozdział. Mam nadzieję, że się podobało. Całuski CrazyMofo301 <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


