Spojrzałam na zegarek. Już 7:40! Wybiegłam z domu i jak głupia biegłam na przystanek autobusowy z nadzieją, że jeszcze zdążę. Tak! Udało się, bus jeszcze stał. Weszła do środka i odszukałam wolne miejsce obok jakiegoś kolesia.
-Przepraszam, czy ktoś tu siedzi?
-A widać, żeby ktoś tu był? - chłopak odpowiedział pytaniem na pytanie i do tego tak chamsko. A w sumie co mnie on obchodzi, przypadkowy facet z autobusu którego prawdopodobnie już nigdy nie spotkam. Po piętnastu minutach jazdy wysiadłam na przystanku obok knajpy w której pracowałam. Weszłam do środka gdzie jak zwykle zastałam Nolana przy kasie Amber uzupełniającą ketchupy i Jonathana pichcącego coś w kuchni.
-Witaj piękna. - powiedział Johny, zawsze tak do mnie mówił
-Hej. - uśmiechnęłam się do chłopaka - Zrobisz mi coś na śniadanie.
-A będę coś z tego miał? - zapytał śmiesznie poruszając brwiami.
-Satysfakcję, że nie pozwoliłeś umrzeć mi z głodu. - wytknęłam do niego język
-Dzisiaj to ty stoisz za ladą, robisz kawę i podajesz ciastka. - odezwała się Amber swoim zachrypniętym zniszczonym od papierosów głosem.
-Nie ma sprawy. - podeszłam do blatu i wyciągnęłam z pod spodu żółty fartuszek, po czym zawiązałam go w pasie i byłam gotowa do pracy. W czasie gdy jeszcze nie było takiego tłoku mogłam zjeść śniadanie wypić poranną kawę i przeczytać dwa ostatnie rozdziały Meltdown Bena Eltona. Czytałam już ostatnie zdanie gdy ktoś krzyknął.
-Mówię coś!
-Tak? Przepraszam, ale się zaczytałam. - podniosłam głowę z nad lektury i wprost mnie zamurowało, to ten sam chłopak z autobusu. Ja to mam szczęście.
-Tak, fajnie. A teraz zrób mi mocną czarną kawę i posłódź dwie łyżeczki. Rozmieszaj tak, żeby na spodzie nie było żadnego cukru. Rozumiemy się?
-Klient nasz pan. - powiedziałam dość chamsko, co owemu chłopakowi się nie spodobało
-A mam porozmawiać z twoim szefem, jak się do mnie zwracasz?
-Powinien być na zapleczu. - mógł iść, wiedziałam że Han mnie nie zwolni. Jest nie tylko moim szefem, ale też moim przyjacielem znaliśmy się od piaskownicy. Odziedziczył "Tawernę" po tacie. Ojciec Hana i mój byli najlepszymi przyjaciółmi. Niestety George zmarł dwa lata temu, a Han odziedziczył bar.
-Jakiś problem? - o wilku mowa, Newtler podszedł do chłopaka.
-Siema, jestem Zayn i sądząc po tym że się mnie pytasz czy coś nie tak to jesteś szefem tej dziewczyny.
-Brawo! 100 punktów za wnioskowanie. Więc w czym problem.
-Ta kelnerka jest dla mnie niemiła. Zrób coś z tym, albo pożałujesz. - po tych słowach Han zagroził mi palcem i zwrócił się do Zayna.
-Wystarczy? - chłopak zabrał kubeczek ze swoim zamówieniem i wyszedł dość wkurzony. Wydaje mi się, że nie jest typem osoby która lubi jak coś nie idzie po jego myśli. Reszta dnia zleciała szybko i już o 17 byłam w domu. Jak zwykle w domu pusto i głucho. Moich rodziców nigdy nie ma w domu. Już nawet nie pamiętam jak brzmi głos mojej mamy. Nie teraz żartuję, słyszę go codziennie przez telefon. Wiem, że tata i mama chcą mi zapewnić jak najlepsze życie i tak jest. Stać mnie dosłownie na wszystko. Mieszkam w jednej z tych "bogatych" dzielnic, dlaczego więc pracuję. Łatwe. Bo gdy pójdę na swoje chcę mieć już jakieś pieniądze. Ale po co w sumie się wyprowadzać skoro i tak w praktyce mieszkam sam. Tego nie wiem, ale wiem tylko tyle, że nie chcę ciągle żyć na dzbanuszku rodziców. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic po czym przebrałam się w dresy, bluzkę a na nogi założyłam moje supry bez których nie mogłam żyć.
Wzięłam laptopa i usiadłam na kanapie w salonie włączając telewizor oraz moją ulubioną atrakcję w tym pokoju czyli kominek.
-Kolejny wypadek w Londynie. - gdy usłysza głos reprezenterki telewizyjnej pod głosiłam odbiornik - na rogu ulicy 97, młody chłopak został tu zaatakowany po godzinie 17 - róg ulicy 97 przecież tam jest bar, Han! to była moja pierwsza myśl, złapałam za telefon i wykręciłam numer chłopaka. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci, abonent jest czasowo niedostępny proszę zadzwonić później, spróbowałam ponownie i jeszcze raz, ale Han nadal nie odbierał. Cholera, a jeśli coś mu się stało? Nagle wrzasnął mój telefon na co podskoczyłam ze strachu. Na wyświetlaczu pojawił się numer zastrzeżony. Odebrałam
-Halo?
-Cześć, słoneczko!
-Kto mówi?
-Zayn, a teraz słuchaj przyjadę po ciebie za godzinę. Masz być wyszykowana, idziemy na imprezę.
-Chyba kpisz!
-Wiesz, twój przyjaciel może żyć, albo umrzeć. Sama wybierasz to od ciebie zależy jego życie. - co za dupek, moje obawy co do niego były słuszne, przełknęłam ślinę i powiedziałam zaciskając pięści
-Co mam na sobie mieć?
-O ubrania się nie martw podrzucę ci je, a ty masz tylko zrobić to co dziewczyny zwykle robią jak idą na imprezę. Tylko pamiętaj to domówka, a nie stypa choć jeśli nie będziesz posłuszna to może się w nią przerodzić. - Zayn się rozłączył, a ja ledwo powstrzymałam łzy. Dlaczego ja musiałam usiąść obok niego w tym pieprzonym autobusie, dlaczego się do niego odezwałam? Poszłam do łazienki i umyłam włosy po czym je wysuszyłam i zrobiłam jedną ze swoich ulubionych fryzur czyli zostawiłam je swobodnie. Zrobiłam mocniejszy makijaż niż zwykle.
Wyszłam z łazienki w samej bieliźnie i weszłam do pokoju w którym zastałam Zayna. Jak on do cholery tu wszedł i dlaczego leży na moim łóżku?
-Pewnie zastanawiasz się jak wszedłem? - i że może jeszcze w myślach czyta? skinęłam głową - okno - wskazał głową - Chociaż wolałbym, żebyś została w tym czym teraz jesteś to masz i wybieraj. - podał mi dużą czarną torbę jak się okazało z dwoma sukienkami, oh jaki dżentelmen daje mi prawo wyboru. Wzięłam ubrania i chciałam iść je przymierzyć gdy się odezwał - A ty dokąd?
-Do łazienki, a gdzie?
-Ubieraj tu.
Lekko skrępowana wyciągnęłam ciuchy z torby. Jako pierwsza przymierzyłam w komplecie były czarne szpili:
Ponieważ miała suwak musiałam poprosić Zayna o pomoc.
-Możesz? - nie odpowiedział tylko podszedł i mi go zapiął, zrobił to delikatnie? Przejrzałam się w lustrze, wyglądałam ładnie, jednak nie tak jak bym chciała.
-Może byś mi pomógł?
-A co ja pies? Zrób to, zrób tamto. - następna sukienka nie miała już butów, była zdecydowanie krótsza, to było to coś, nie miała zamka więc bez problemu ją założyłam. Ledwo zasłaniała mi tyłek, ale zdecydowałam że to w niej pójdę. Była śliczna:
Weszłam do garderoby, chciałam ściągnąć moje ukochane buty jednak byłam za niska. Jednak ten chłopak się na coś dzisiaj przyda.
-Zayn! Chodź tutaj.
-Co ty znowu ode mnie chcesz?
-Ściągnij mi te buty - wskazałam na niebieską parę koturn:
-Było rosnąć - uśmiechnął się, chwila moment on umie się uśmiechać, chyba to zauważył bo po chwili znowu był sobą.
-Możemy iść.
-Nareszcie! - wyszliśmy przed mój dom gdzie zaparkował Zayn swoim czarnym Land Roverem, muszę przyznać, że mój dzisiejszy towarzysz wyglądał seksi. Dopiero teraz zauważyłam jak był ubrany czarne rurki, do tego biała koszulka z nadrukiem i conversy. Gdy wsiedliśmy do auta chłopak wyciągnął papierosy.
-Chcesz?
-Jakiś ty miły! Częstujesz mnie trucizną.
-Że co?
-Przecież palenie zabija, czyli trucizna, a poza tym okropnie cuchnie. - wywrócił oczami i z piskiem opon ruszył w bliżej nie znanym mi kierunku. Po dwudziestominutowej jeździe chłopak zatrzymał się przed jakimś domem. Już chciał wysiadać, ale go zatrzymałam łapiąc za rękę. Spojrzał na moją dłoń jak na coś czym chciałam go zabić.
-Czekaj! Powiesz mi chociaż jak masz na nazwisko?
-Malik. - odparł i wysiadł z auta zatrzaskując drzwi. Otworzył moje, gdy wysiadłam objął mnie w pasie szepcząc do ucha "Powiedziałem kumplom, że jesteś moją dziewczyną więc się zachowuj inaczej twój chłoptaś nie przeżyje dzisiejszej nocy". Przeszliśmy przez ogrodzenie, gdy nagle...






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz