-Co oglądamy? - zapytałam wchodząc do domu
-Horror. Masz w domu popcorn?
-Nie. Zaczekaj tu na mnie i wybierz jakiś film, a ja skoczę do sklepu. - dlaczego ja mu ufałam?
-Spoko. Tylko szybko.
***perspektywa Zayna***
Chwilkę po wyjściu Ali zadzwonił do mnie Dean.
-Halo?
-Gdzie jesteś? - zapytał ochrapniętym głosem chłopak
-U Alison.
-Zaliczasz ją? Czy zdobywasz dla mnie informacje?
-Pracuję nad tym. Wiesz, że wywiążę się z umowy. - Chwilę jeszcze omawialiśmy dalsze warunki umowy, a następnie położyłem swój telefon na stoliku. Wyszedłem przed dom zapalić papierosa, gdy nagle usłyszałem krzyk. Rzucając mój "tlen" pobiegłem w stronę krzyku. Jedyne co zdążyłem zauważyć to czarny samochód, coś w stylu furgonetki Scooby Doo.
***Perspektywa Alison***
Weszłam do sklepu, wzięłam popcorn, jakieś picie po czym zapłaciłam i wyszłam z budynku. Uszłam kilkaset metrów gdy ktoś zaciągnął mnie w ciemną uliczkę. Zaczęłam krzyczeć, dam sobie rękę uciąć, że to sprawka kumpli po fachu Malika. Nie długo po tym poczułam, że coś rozbija mi głowę i w tym momencie urwał mi się film. Obudziłam się przywiązana do krzesła i z chustką na ustach ułożoną tak, abym nie mogła krzyczeć. Poznawałam to miejsce. Był to opuszczony od jakiś 10 lat psychiatryk. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi i zobaczyłam postać jakiegoś mężczyzny. Wiedziałam, kto to. Był to niejaki Castiel Winchester, nie raz widywałam go w barze, w którym pracuję. Chyba jeszcze pracuję. Zastanawiałam się, czego oni mogą ode mnie chcieć. Może okupu, za mnie. Już to widzę, przecież zanim moi rodzice zauważą, że nie ma mnie w domu minie ze 100 lat.
***perspektywa Zayna***
Szybkim krokiem wróciłem do domu Ali, wyłączyłem telewizor, zamknąłem drzwi na klucz i pojechałem do fabryki może tam będzie. Czemu ja się o nią martwię, przecież to tylko łatwa przynęta. Wszedłem do budynku, ale nie zastałem tam nikogo po za Hanem.
-Wstawaj. - szturchnąłem chłopaka
-Co się dzieje? - wymamrotał zaspany
-Musisz mi pomóc. - jednak chłopak nic nie odpowiedział, tylko odwrócił głowę w przeciwnym kierunku - Chodzi o Alison.
-Co jej jest?! - rozkułem go, z kajdanek, które przez cały pobyt miał na sobie. Nagle poczułem wibracje, odebrałem telefon
-Zmieniłem zdanie, to ja ją przelecę. -w słuchawce, usłyszałem głos Kita, był to wspólnik Deana.
-Nie zależy mi na niej. - po wypowiedzianym zdaniu spojrzałem na Newtlera, który wprost zabijał mnie w myślach
-Zbieraj się, jedziemy do psychiatryka. - zakładam, że są właśnie tam. Jechali tam jakieś 20 minut, a w promieniu 20 minut jazdy, z opuszczonych miejsc w których jest takie wielkie echo jednym jest fabryka, a drugim psychiatryk. Potrzebuję wsparcia.
-Czerwony alarm. - wypowiedziałem te dwa nie skomplikowane słowa do słuchawki telefonu, po którego drugiej stronie stał mój przyjaciel Niall
Czekaliśmy na Nialla góra 15 minut. Przyjechał z całym sprzętem.
-Umiesz się tym posługiwać? Pomachałem Hanowi przed nosem pistoletem.
-Chciałem być gliną. - wręczyłem mu spluwę, poszliśmy do samochodów, a następnie skierowaliśmy się do psychiatryka. Po drodze opowiedziałem Niallowi, dlaczego Ali tam trafiła, że próbuję, pomóc mu z wykręcenia się z umowy, z czego nie był zadowolony.
Dotarliśmy na miejsce, wparowaliśmy do budynku i jak się okazało, reszta moich przyjaciół też tam była, nie obyło się bez strzelaniny, Niall dostał w ramię. Po "odbiciu" Alis pojechaliśmy na pogotowie. Niall ciągle mówił, że nie czuje ramienia.
-Mój kolega nie czuje ramienia, został postrzelony. - powiedziałem pierwszej lepszej pielęgniarce, a za chwilę zbiegło się kolejnych pięciu lekarzy. Wzięli chłopaka na ostry dyżur. Kazali nam czekać. Siedziałem przed salą operacyjną jak na szpilkach. Denerwowałem się cholernie o tego blondasa, był dla mnie jak młodszy brat. Może i miał te dziewiętnaście lat, ale w sumie to ja byłem za wszystko odpowiedzialny. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie.
-Zayn, uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Da sobie radę, wyjdzie z tego. - pocieszał mnie Louis
Z sali wyszedł jakiś lekarz, a ja momentalnie się obok niego znalazłem.
-Wszystko z nim w porządku? Wyjdzie z tego? - jednak mężczyzna pokiwał tylko głową, mruknął, że nie może udzielić mi żadnych informacji i poszedł w kierunku kolejnych drzwi. Mój mózg eksplodował, nie wiedziałem co się dzieje. Usłyszałem głośne pikanie jakichś maszyn, na salę operacyjną wbiegło z prędkością światła z siedmiu lekarzy. Teraz to kompletnie nie wiedziałem co robić. Widziałem Lolę, która płakała, a Cat i Ali próbowały ją pocieszyć. Marzyłem o tym, żeby móc cofnąć się w czasie, i choć nie jestem wierzący błagałem Boga, żeby Niall z tego wyszedł.
***3 godziny później***
Po długim oczekiwaniu, wyszedł lekarz "główny", ten który operował Nialla.
-Wasz kolega jest w bardzo złym stanie. Mam złą wiadomość. - żołądek podszedł mi do gardła, nie mogłem wydusić z siebie ani słowa - kula którą został postrzelony, nie należała do najnowszych, wdała się infekcja, a my nie byliśmy w stanie usunąć jej w 100%, więc przykro mi to mówić, ale pan Horan może nie przeżyć tej nocy. - wszyscy zamarliśmy, łzy aż cisnęły się do wyjścia, ale nie mogłem zacząć płakać, to nie w moim stylu.
-Możemy z nim posiedzieć? - zapytał Liam
-Nie wszyscy na raz. Pan Horan jest naprawdę wycieńczony, i jeszcze przez chwilę może nie kontaktować. - powiedział i poszedł w swoim kierunku.
-Zrobimy warty jest nas ośmiu, więc w jednej grupie będą cztery osoby, chyba, że chcecie . - powiedział Harry - to kto chce mieć pierwszą zmianę?
-Może ja i Lola? - na pierwszy ogień poszedł Louis
-To później Cat i ty. A ja, Liam, Han i Alison będziemy na końcu. - powiedziałem
-Jest północ, więc Louis i Lola będą tu dwie godziny, później przyjdzie Harry i Cat i też posiedzą dwie godziny, a na koniec przyjdziemy my i będziemy siedzieć do rana, damy radę bo jest nas najwięcej. - wyznaczyła Alison. - Gdyby coś się działo dzwońcie, aż odbierzemy, albo odrzucimy połączenie. Jasne? - wszyscy zgodnie przytaknęli głową.
Na czas gdy inni mieli "czuwanie" w szpitalu my zwinęliśmy się do Ali, bo to jej dom był najbliżej. Jakoś nie mogłem zasnąć. Poszedłem do kuchni zaparzyć sobie kawy. Z gorącym napojem wyszedłem przed dom. Obwiniałem się, za to co spotkało Nialla. Wyciągnąłem paczkę papierosów i zapaliłem jednego z nich. Obiecuję, że jak dorwę tego gnojka, który go postrzelił, sam przeszyję mu ramię kulą, ale tym razem on nie będzie miał szczęścia i do szpitala nawet nie dojedzie. Wszedłem do domu, na kanapie spał Han przytulony do Alison i Liam na podłodze. Dochodziła czwarta, więc pomału zacząłem budzić towarzystwo. Gdy dojechaliśmy na miejsce, Harry i Cat właśnie szykowali się do wyjścia. Dowiedzieliśmy się, że Niall odzyskał na chwilę przytomność, a później zasnął. Weszliśmy do sali numer 17, każdy wybrał sobie jakieś miejsce do siedzenia. I tak czuwaliśmy przy Niallu.
***perspektywa Alison***
Usiadłam obok Hana, tak się cieszyłam że w końcu tu jest. Że mogę się do niego przytulić. Przez pierwsze pół godziny, wszyscy siedzieli cicho. Nagle odezwał się Zayn.
-Sory Han, za tamtą akcję w barze.
-Jasne, było minęło. - i on mu tak po prostu odpuszcza? nie jestem fanką zemsty, ale tak od razu wybaczenie?
-Alison...
-Nawet się do mnie nie odzywaj dupku. - warknęłam na chłopaka
-Możemy na chwilę wyjść?- gdy tylko zaleźliśmy się na parkingu zaczął mówić -Nie jestem dupkiem. Chciałem cię przeprosić, a ty na mnie zaczynasz krzyczeć, co ja ci zrobiłem?
-Od czego mam zacząć? Może od tego, że porwałeś i pobiłeś mojego przyjaciela, później traktowałeś jak zabawkę. Zobacz w co się przez ciebie zamieniłam. Palę, piję. To wszystko twoja wina! - krzyczałam na chłopaka
-Nikt cię do tego nie zmuszał, piłaś i paliłaś z własnej woli.
-Specjalnie przyszedłeś do baru, po tą pieprzoną kawę, miałeś ukartowany cały plan. Tylko po cholerę ja w nim jestem?! Jestem jednym z klocków? A może tylko kolejną panną do zaliczenia? Możesz mi powiedzieć prawdę? Bardziej nienawidzić cię już nie będę.
-To wszystko zakład, a ty jesteś jego częścią, tak samo jak Niall.
-Ty pieprzony dupku! Spójrz gdzie wylądował twój przyjaciel przez twój pajacowaty zakład. Samolubny dupku! Przez ciebie omal nie umarł Han, a ja otarłam się o śmierć. Taki jest twój zakład, to gratuluję. Ciekawe co powie Niall, o ile przeżyje. Jak można się zakładać, narażając życie innych ludzi?! - wrzeszczałam przez łzy
-Zakład jest o to, że jeśli cie w sobie rozkocham, umowa Nialla w interesach z Deanem będzie nieważna.
-Kto to do cholery jest Dean?!
-Po śmierci mamy, Niall wpakował się w interesy z Deanem. Dean jest dillerem dosłownie wszystkiego. - widziałam jak boli go to, że musi o tym mówić.
-Czyli, że jeśli będę udawać zakochaną na zabój w tobie, pomogę sobie, Hanowi i Niallowi?
-Tak.
-Zgoda. - powiedziałam, bez dłuższego namysłu. Już nie ufam Malikowi, tak jak wieczorem. Teraz dbam tylko o siebie i Hana. Zayn, jest kompletnym dupkiem, z którym mam nadzieję już za nie długo zerwę jakikolwiek kontakt.
__________________________________________
Haa, mamy rozdział piąty. Jest dość długi i mi się podoba. Mam nadzieję, że wam także. Info o dodawaniu rozdziałów : na razie mam bardzo dużo nauki, ale gdy tylko się poluźni rozdziały będą pojawiały się częściej. A jak na razie mam taki plan, żeby jeden rozdział pojawiał się tu w piątek, w sobotę na moim drugim blogu---->klik, a w niedzielę, lub inny dzień tygodnia na jeszcze innym blogu ----> klik. Tak więc zamierzam się tego trzymać już od tego tygodnia. Kocham Was mocno <33 CrazyMofo301
Zajebisty love you czekam na next !:))
OdpowiedzUsuńZahebisty dlaczego nie dodajesz ja czekam i czekam :)
OdpowiedzUsuń